piątek, 8 kwietnia 2011

Serial o Smoleńsku

Zajrzałem na swoją "ulubioną" stronę www.niezalezna.pl i zauważyłem, że Gazeta Smoleńska nakręciła już chyba trzeci lub czwarty film nt. sławetnej katastrofy. Ponieważ Jan Pospieszalski nie pracuje już w TVP (łączymy się w wyrazach bólu z racji odcięcia od podatkowej pępowiny), zaczął intensywnie kręcić filmy na własny rachunek (wreszcie). Każdy kolejny film o wypadku w Smoleńsku wzbija kolejne tumany histerycznego kurzu. Każdy z nich ma pokazać, że to PiS ma moralne prawo rządzić Polską, bo PO razem z Ruskimi zabiło "najlepszych Polaków".
Sęk jednak w tym, że moralnego prawa rządzić Polską nie ma nikt - chociażby dlatego że ja nie chcę być przez nikogo rządzony. Jeżeli nawet wypadek w Smoleńsku był celowy (w co osobiście wątpię), to i tak nie ma to minimalnego nawet minimalnego wpływu na prawdziwe problemy: istnienie banku centralnego, państwowej armii, służby zdrowia, policji, kilku milionów państwowych etatów - żeby wymienić chociażby te podstawowe. Czy osoby, które rozbiły się pod Smoleńskiem chociaż raz w życiu powalczyły o jedną z tych spraw? Odpowiedź jest na tyle oczywista, że nie trzeba jej udzielać w formie pisemnej.
Panu Pospieszalskiemu, który tak chętnie przyznaje się do swojej miłości do PiS, polecam nakręcenie serialu o Smoleńsku. Gazeta Polska na pewno załączy wszystkie odcinki do swoich wydań, a p. Pospieszalskie nie będzie więcej musiał nastawać na pracę w państwowej telewizji i zacznie uczciwą pracę.

10 kwietnia polecam wszystkim robić to co zawsze: ja np. pojadę na chrzciny krewniaka. Osobiście współczuję rodzinom i ofiarom tragedii, ale z szacunku dla zmarłych nie zamierzam przyłączać się wykorzystywania jej do ohydnej walki o władzę w państwie.

1 komentarz:

  1. W człowieku jest nie tylko zainteresowanie polityką – są także sentymenty, biografia i pamięć konieczna do „świętych obcowania”. Więc choć dziś miła jest mi Pana Jakuba wizja świata BEZ państwa, to miłe jest także poczucie wspólnoty z licznymi ludźmi o solidarnościowych biografiach. Którzy kiedyś porwali się do walki o poszerzenie zakresu wolności dla siebie i innych. Dla nich i dla mnie wówczas wolność w wymiarze wspólnoty oznaczała przede wszystkim wolność od bolszewii. Czy nie będąc libertarianami, nie walczyliśmy jednak o wolność?
    Zwykli przyzwoici ludzie mają na ogół jedną biografię. Która, nie przez przypadek przecież, w niedzielę zaprowadzi bardzo wielu z nich na Krakowskie. To są zwykli ludzie, często już na emeryturze. Ale nie są niczyimi marionetkami. Dla ogromnej większości motywem nie jest „ohydna walka o władzę” – prócz pamięci o ofiarach katastrofy chcemy wyrazić niesmak i protest wobec niegodnego zachowania sie rządzących w tej sprawie. Więc, miły Jakubie, czy zgodzi się Pan, że nie będziemy robić tego, co zawsze?
    A przy okazji chrzcin, proszę pomodlić się o to, by nowy chrześcijanin mógł chodzić na Krakowskie tylko na spacer czy lody.

    OdpowiedzUsuń

Zaakceptowane zostaną wszystkie komentarze:
1) bez przekleństw,
2) nie obrażające nikogo.