piątek, 20 maja 2011

PiS, czyli Państwo i Socjalizm

O tym, że partia prowadzona przez Jarosława Kaczyńskiego nie pała miłością do gospodarczej wolności, wiadomo nie od dziś. Mimo to, w świetle ostatnich podwyżek stawek podatkowych dokonanych przez PO, wizerunek PiS-u w tym zakresie nieco się poprawił. Wiele osób wskazuje na zmniejszenie deficytu, obniżkę składki emerytalnej oraz inne drobne korekty jako na wymierne sukcesy gospodarcze rządów z lat 2005-2007. Złość na ekipę Tuska nie powinna jednak przysłonić faktu, iż jej najważniejszy polityczny przeciwnik to partia przeciwna prywatyzacji w jakiejkolwiek formie.
Obecny kryzys sprawił, że wiele państw świata zdecydowało się na denacjonalizację przedsiębiorstw. Niemcy planują sprzedaż poczty, Anglicy banków oraz kolei, a Hiszpanie portów lotniczych. Plany te nie zostały bynajmniej ogłoszone z powodu nagłego zaakceptowania zasad libertarianizmu, polityków przymusiły do tego dziurawe budżety. Państwo o najbardziej dziurawym budżecie – Grecja – przewiduje nawet sprzedaż części wysp. Budżet Polski także nie należy do najprężniejszych, w związku z czym w Kancelarii Premiera podjęto brawurową decyzję o wyprzedaży wielu nadal niesprywatyzowanych przedsiębiorstw. Decyzję tę musi ostatecznie zatwierdzić także Sejm, jednakże w jego ławach zasiada partia, której wizja gospodarki zbliżona jest do pomysłów ideologów z „Krytyki politycznej” - i nie chodzi tu wcale o SLD …
PiS, bo o tej partii mowa, jest bez wątpienia najbardziej antyrynkową partią spośród tych, które mają w polskiej polityce jakiekolwiek znaczenie. Świadczy o tym przede wszystkim blokowanie lub sprzeciwianie się wszelkim prywatyzacjom, które miały lub mogły mieć miejsce w ostatnich latach. Lista tych haniebnych protestów jest długa, lecz warto przytoczyć chociażby te najważniejsze.
Zacznijmy od kampanii prezydenckiej z ubiegłego roku, kiedy to obydwaj najbardziej popularni kandydaci wsławili się sporem, czy urzędujący dziś prezydent Komorowski chciał prywatyzacji szpitali. Komitety obydwu kandydatów wytoczyły sobie procesy w trybie wyborczym, gdyż przyznanie się do popierania prywatyzacji tej „strategicznej” branży było uważane przez nich za najwyższą inwektywę. Ugrupowanie Komorowskiego ratuje w tym kontekście fakt, że to właśnie za jego sprawą dokonuje się obecnie w Polsce tzw. komercjalizacja szpitali. Zarząd w nieudolnie prowadzonych jednostkach NFZ jest powierzany w ręce prywatne, dzięki czemu składki zdrowotne nie są marnotrawione w takim stopniu, jak dotychczas. Niektóre ze szpitali są autentycznie prywatyzowane i to właśnie nie odpowiada partii założonej przez braci Kaczyńskich.
Prowadzona do początku lat 2000-ych w niemrawym tempie prywatyzacja została przez PiS niemal całkowicie zatrzymana (w zasadzie sprywatyzowano jedynie PZL Mielec i Stocznię Gdańską). Stosunek tej partii do jakiegokolwiek przekazania państwowej firmy w ręce prywatne najlepiej podsumowują słowa, jakie zmarły Lech Kaczyński wypowiedział w czasie wizyty w 2009 roku w Jastrzębiu: „Nie sprzedaje się pereł w koronie”. Perłą w koronie miały być według niego oczywiście polskie kopalnie. Dla przypomnienia: każdego roku owe „perły” pochłaniają ok. 4 miliardy złotych dotacji z budżetu państwa. Tak naprawdę ta zdominowana przez „Solidarność” (wiernego kompana PiS) branża stanowi kulę u nogi całego społeczeństwa, które dotuje skory do bójki o swoje przywileje „proletariat”.
Gdy jakiś czas temu PO zaproponowało sprywatyzowanie co najmniej siedmiu polskich uzdrowisk (branża strategiczna, a jakże!), partia Kaczyńskiego odpowiedziała zdecydowanym sprzeciwem. Posłowie tej partii argumentowali, że w ten sposób doprowadzi się do ograniczenia dostępności usług uzdrowiskowych dla klientów NFZ. Dla pobożnych socjalistów taka sytuacja jest nie do pomyślenia, tak samo zresztą jak sam pomysł PO, aby składka zdrowotna mogła być wpłacana nie tylko przymusowo do NFZ, lecz także do innych, konkurencyjnych wobec niego podmiotów.
Pod koniec ubiegłego roku środowiska związane z Radiem Maryja, Naszym Dziennikiem oraz PiS wszczęły histeryczną akcję w obronie Lasów Państwowych. Powodem był pomysł PO, aby środki gromadzone przez LP były przekazywane do budżetu centralnego. Choć sam pomysł można ocenić jako zły i sprzyjający władzy państwa, sposób, w jaki atakowali protestujący, także pozostawia wiele do życzenia. Na wielu parafiach podpisywano listy w obronie LP, a cała akcja była okraszona ogłaszanymi wszem i wobec ostrzeżeniami, że pomysł PO stanowi pierwszy krok do prywatyzacji lasów. Z punktu widzenia „interesu narodowego”, sprzedaż lasów to przecież rzecz nie do pomyślenia – argumentowali działacze PiS. Przeciwko projektowi najgłośniej protestowali oczywiście leśni związkowcy, powołując się na PiS-owskie argumenty z „dobra narodowego”.
Prawo i Sprawiedliwość jest partią, która konsekwentnie sprzeciwia się wszelkim propozycjom prywatyzacyjnym. Występowała przeciwko sprzedaży KGHM, Giełdy Papierów Wartościowych, PZU, PKO oraz niemal wszystkich innych mniejszych firm. Choć prawdą jest, że proponowana przez PO prywatyzacja polega w wielu wypadkach na zachowywaniu dla Skarbu Państwa pakietu kontrolnego w prywatyzowanych firmach, taki sposób zmiany własnościowej i tak przyczynia się do urynkowienia wielu sektorów gospodarki. Poza tym, partia Donalda Tuska przynajmniej nie odsuwa prywatyzacji w nieskończoność tak jak PiS, lecz na najbliższe lata planuje spory ruch w tej dziedzinie. Nawet pomimo awersji prezydenta Komorowskiego do prywatyzacji szpitali, powiązana z nim partia póki co nie wstydzi się swoich pomysłów zmiany stosunków własnościowych. Na pewno błędem byłoby nazywanie PO partią wolnorynkową, jednakże PiS nadal pozostaje w tej dziedzinie daleko w za nią.
Dlaczego prywatyzacja jest aż tak ważna? Otóż właśnie stan własnościowy gospodarki stanowi główny czynnik warunkujący pomyślność i zamożność społeczeństwa. PRL oraz inne kraje bloku socjalistycznego były coraz uboższe przede wszystkim dlatego, że zdecydowana większość budynków, gruntów, fabryk, mieszkań oraz przedmiotów należała bezpośrednio do państwa. Podjęte w 1989 roku reformy pozwoliły Polakom na wykup mieszkań, posiadanie firm oraz części gruntów, ale lwia część wszystkich dostępnych zasobów nadal należy do państwa. To właśnie ten czynnik wpływa na to, że Polska zajmuje nieustannie katastrofalnie niskie lokaty we wszelkich rankingach wolności gospodarczej oraz nadal znajduje się w gronie najbiedniejszych obszarów Europy. Fakt, że Polska posiada niekiedy niższe stawki podatkowe niż wiele krajów Europy (np. stawki VAT są niższe niż w Szwecji czy w Finlandii) zupełnie blednie w obliczu tego, że kraje Zachodu mają o wiele silniejszy sektor własności prywatnej. Państwowa własność rozmaitych firm jest już podatkiem samym w sobie, więc zmniejszanie VAT-u lub CIT-u nie czyni tu aż tak wielkiej różnicy.
Blokując sprzedaż lasów państwowych, uzdrowisk, szkół, kopalń miedzi i węgla, szpitali, banków oraz wszelkiego rodzaju gruntów PiS tamuje tym samym wyjście Polski z epoki socjalizmu. Choć PO w sposób perfidny podwyższyło VAT, zwiększyło deficyt, przesunęło środki gromadzone w OFE do ZUS-u oraz dokonało wiele innych katastrofalnych posunięć, wszystko to i tak w pewnym sensie rekompensuje fakt, że PO zdecydowanie dąży do poszerzenia własności prywatnej. W gruncie rzeczy bowiem to na niej oparta jest cała gospodarka. Gdybyśmy porównali gospodarki Niemiec i Polski, biorąc pod uwagę jedynie procentowe stawki podatków, składek, limitów i rozmaitych świadczeń narzucanych przez państwo, zastanawialibyśmy się jak to możliwe, że kraje tak niewiele się różniące w tym zakresie może dzielić aż taka różnica zamożności. Dopiero uwzględnienie zdecydowanie szerszego udziału własności prywatnej w gospodarce mogłoby udzielić nam właściwej odpowiedzi. Ale czy Państwo i Socjalizm to rozumie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zaakceptowane zostaną wszystkie komentarze:
1) bez przekleństw,
2) nie obrażające nikogo.