wtorek, 12 lipca 2011

Upadek mitu układu medialnego na przykładzie "Uważam Rze"

Jeden z dogmatów pobożnego socjalizmu brzmiał do niedawna: "kto nie trzyma z Salonem, do tego nigdy nie zgłoszą się wielcy reklamodawcy". Mit ten bardzo chętnie powtarzany jest na całej prawicy, gdyż utrwala martyrologię ciemiężonych przez Układ, który zawłaszczył sobie "nasze" państwo.
Niestety, w 2011 mit ten runął z wielkim hukiem. A stało się tak za sprawą najpopularniejszego obecnie w Polsce tygodnika "Uważam Rze", który połączył w sobie dwie rzeczy, które do niedawna ortodoksom pobożnego socjalizmu wydawały się niemożliwe we współistnieniu: sukces komercyjny oraz anty-salonowość. O ile przez ostatnie 20 lat wszyscy z tak wielką lubością podkreślali, że do nich nigdy nie zapukają wielkie firmy, dziś na łamach "Uważam Rze" gości tyle reklam, że nawet "Polityka" wygląda nieco ubogo. Volkswagen, PKO, W.Kruk, Samsung, Omega, BPH ... Rzeczywistości, dlaczego zadajesz kłam tak wygodnemu mitowi?
Jeśli ktoś mi nie wierzy, niech weźmie do ręki dowolny numer tejże gazety i przekona się sam. Co drugi tekst polega w niej na otwartej krytyce tzw. Układu, a całość poprzeplatana jest reklamami towarów z wysokiej półki (reklam Biedronki ani wróżek nie widziałem). Firmy, które jeszcze niedawno uważano za nieformalnych współpracowników ohydnego układu, dziś reklamują się w gazecie, która niejako programowo występuje przeciwko układowi.
Kolejny mit, który upadł wraz z nastaniem "Uważam Rze" głosił, że w III RP nie sposób było zbudować silnych mediów, bo "w 1989 Michnik dostał od Kiszczaka GW i raz na zawsze ustalono podział rynku medialnego". Czyżby w 2011 nagle tajny podział rynku w tajemniczy sposób ustał?
Nie do końca. Pojawienie się "Uważam Rze" pokazało jedynie, że do sukcesu na rynku mediów potrzebna jest dziś przede wszystkim dobra akcja reklamowa (muszę przyznać, najlepsza w branży czasopism, jaką widziałem), świetna oprawa graficzna, prawicowi celebryci, którzy nie brną w niebezpieczne wolnorynkowe tematy, dobre zarządzanie (Jacek Karnowski jaki jest, każdy widzi, ale za to dobrze kieruje kolegami) oraz staranne unikanie kontaktu z prawicowymi autorytarystami (JKM, Adam Wielomski, itd.).

Osobiście wyznam, że "Uważam Rze" starannie unikam, gdyż poza odgrzewaniem Smoleńska, atakami na PO oraz anty-salonowym kanonem nie ma tam nic ciekawego. No może poza tym, że samo istnienie tejże gazety jest zdumiewającą falsyfikacją istnienia wszechobecnego lewicowego układu, którego macki sięgają wszędzie.

5 komentarzy:

  1. Byłoby to piękne... gdyby odpowiadało rzeczywistości. Panie Jakubie miły, nie mam pod ręką starszych numerów, ale w dwu ostatnich liczba reklam bliższa jest NDz niż Wyborczej. Owszem, jest T-Mobile i BlackBerry, jest Orange, no i jest poczciwy Skok - mój bank. A reszta to własne reklamy Rzepy - jak w NDz reklamy Lux Veritatis. Zatem za wcześnie orzekać o komercyjnym sukcesie URz. Bowiem, jak powszechnie wiadomo, sama sprzedaż zapewnia egzystencję w niszy, forsę dają dopiero reklamy.
    A co do treści - zobaczymy, jakie one będą po zmianie właściciela. Zakładając optymistycznie, że ogólny kierunek się utrzyma, to chyba lepiej, że takie nielibertariańskie pióra jak Wildstein czy RAZ mają gdzie pisać. Nie mogę się z Panem zgodzić, że antySalonowość jest passee - czy to źle, że jest grupa wpływowych publicystów gardłujących przeciw politpoprawności i gejokracji?
    No, a ciągnięcie Smoleńska to psi obowiązek rzetelnej prasy - tak długo, jak podstawowe fakty są nieznane a nikt spośród winnych katastrofy nie poniósł konsekwencji.

    OdpowiedzUsuń
  2. Panie Henryku. W kwestii reklam pozwolę się nie zgodzić. W każdym numerze jest ich wiele i nie jest to bynajmniej biedronka. To prawda, że są reklamy Rzepy, ale tak jest w każdym tygodniku będącym częścią większej grupy medialnej. Od lutego, czyli od kiedy istnieje URZe, trwa nieprzerwane pasmo sukcesów gazety, które zbyt szybko się nie skończy. Z tym Hajdarowiczem bym nie demonizował - "Przekrój" za jego rządów znormalizował się po latach, kiedy zarządzał nim Najsztub i inne gnidy. Dziś piszą tam sami anonimowi dziennikarze, a czasami nawet Mazurek się trafi. Te obawy odnośnie pacyfikacji URze uważam za nieco na wyrost póki co.
    Poza tym, ja przecież cieszę się, że Raz, Wildstein i inni pogromcy liberalizmu (Janke, Zaremba, Semka) mają wreszcie okazję pisać w pięknie wydrukowanej gazecie, gdyż może im pozwoli to wreszcie zauważyć, że sami są częścią Salonu, którym jest przecież państwo polskie. Piszą przecież dla elektoratu PiS, który tworzą przecież ludzie po uszy zanurzeni w podatkowym sosie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Co do reklam, to nie upieram się: URz jest tak w dolnych stanach średnich - specjalnie dziś w EMPikU obejrzałem tygodniki (doceni Pan poświęcenie:). Najwięcej ma Newsweek. Poza tym w tych bardziej na lewo jest trochę reklam sponsorowanych przez Lewiatana, typu NBP, jakieś fundacje czy Greenpeace. Generalnie zaskoczyło mnie to, że jest ich w porównaniu z odpowiednikami na Zachodzie raczej niewiele. Więc tu się mogę zgodzić, że URz jest na dorobku i może osiągnąć sukces.
    Natomiast co do Salonu to wolę jednak pamiętać, że oprócz rozrastającego się Lewiatana wrogiem wolności jest także Eurosoc ze swoją politpoprawnością. I w walce z nim po jednej stronie stoją o.Dyrektor, RAZ czy Wildstein. Zatem nie ma sensu wpychać ich do jednego wora z tą czy inną partią.

    OdpowiedzUsuń
  4. Może jako podsumowanie: uważam, że trzeba rozróżniać między libertariańską walką z obecnym systemem politycznym a walką z Eurosocem, przez co rozumiem politpoprawność i gejowszczyznę. Zapewne walka z Lewiatanem jest ważniejsza, ale tę drugą walkę można (i trzeba) prowadzić również w obrębie obecnego systemu - jaki on by nie był fatalny.

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozumowanie nieubłaganie logiczne: Uważam Rze sobie radzi, ergo nie ma układu.
    Uff.
    Logika matematyczna. Prowadzi na manowce.
    Felieton na 2500 znaków nie wypada rozplątywać przy pomocy 5 tysięcy.

    Krótko: Niczego Pan nie udowodnił.
    Jak by powiedział Mark Twain, gdyby był mitem, "Pogłoski o moim upadku, rozsiewane przez pewnych libertariańskich doktr... ups blogerów, uważam za przesadzone".

    OdpowiedzUsuń

Zaakceptowane zostaną wszystkie komentarze:
1) bez przekleństw,
2) nie obrażające nikogo.