środa, 17 sierpnia 2011

Konserwatyzm rozwodników

W nowym numerze "Najwyższego Czasu!" zamieszczono uroczy wywiad z Pawłem Zarzecznym, który w ostatnich latach przestał zajmować się piłką nożną i przystąpił do komentowania polityki (m.in. w "Najwyższym Czasie!"). Przeprowadzający wywiad pyta go o poglądy, na co Zarzeczny odpowiada, że jest konserwatywnym liberałem (ile to milionów mamy takich w tym kraju? W końcu PiS i PO też się tak określają). Liberalny jest jego stosunek do gospodarki, zaś obyczajowo p. Zarzeczny jest konserwatywny. Konserwatywny, ale bez przesady oczywiście. Jednak kobieta na całe życie to zbyt nudna perspektywa. Tuż po tym zarzeczny stwierdza, że jest "zwolennikiem przekazywania wartości (...) chrześcijańskich". Zaraz, zaraz, o jakie chrześcijaństwo tu chodzi? Przyznam szczerze, że się pogubiłem ...
Konserwatywne rozdwojenie jaźni nie jest na prawicy zresztą nowe. Monarchowie przez wieki udzielali się seksualnie w prawym i nieprawym łożu, uważając jednocześnie, że ich władza pochodzi od Boga, a wartości katolickie są dla ludzkości konieczne. Prawicową partię PiS współtworzył niegdyś Przemysław Gosiewski, którego po katastrofie smoleńskiej żegnały tak pierwsza, jak i druga żona. Wpływowy niegdyś vice-kaczor Ludwik Dorn także poznał smak drugiego małżeństwa. Wśród dziennikarzy najbardziej znany jest zaś przykład Rafała Ziemkiewicza, który nieustannie poucza lewicę, jak bardzo skarlała moralnie.
Wszystkich ich łączy (lub łączyło) przekonanie, że wartości chrześcijańskie stanowią fundament naszej cywilizacji ..., itp. itd. Przyzwoitość wymagałaby jednak, aby albo zaprzestali wypowiadać tak górnolotne hasła albo rozeszli się ze swymi nowymi partnerami.
Libertarianizm tym różni się od prawicy, że wybór światopoglądu pozostawia każdej osobie. Wspólnymi wartościami, których nikt nie powinien podważać są tylko "święte prawa własności". Jeżeli ktoś ze swych osobistych przekonań na temat obyczajów i kształtu małżeństwa czyni program polityczny, który ma obowiązywać wszystkich ludzi, wcześniej czy później kończy się to w sposób, który ucieleśniają Zarzeczny, Dorn, Ziemkiewicz czy Gosiewski.
(Dodatek dla zwolenników PO: Ewa Kopacz, Kazimierz Marcinkiewicz czy też Waldemar Pawlak to również konserwatywni rozwodnicy. Jeżeli ktoś chce, może ich nazwiska powstawiać na miejsce bohaterów wpisu).

5 komentarzy:

  1. Trafiony, zatopiony. Rzeczywiście, moralista rozwodnik to twór nieco dziwaczny. No, na obronę RAZa powiem, że on głównie o polityce rezonuje, więc jego to może mniej uderza.
    Jeszcze limeryk:
    ---
    Moraliście, co sławił rodzinę,
    stara żona znudziła się krzynę.
    Więc do panien lazł w szkodę,
    nowy by wybrać model,
    i rodzinę znów budować czynem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Taka wersja limeryku chyba lepsza:
    ------
    Moraliście, co sławił rodzinę,
    stara żona znudziła się krzynę.
    Więc do panien lazł w szkodę
    myśląc "Lepsze, co młode!
    Romans nowej rodziny zaczynem..."

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspólnymi wartościami, których nikt nie powinien podważać są tylko "święte prawa własności".

    To ciekawe.
    Czy to oznacza, że o żadnej sprawie poza "tą jedną" z libertarianinem publicznie się nie dyskutuje?
    Dlaczego w takim razie Szanowny Autor wypowiada się z pozycji libertariańskich nawet o:

    a) przyczynach Katastrofy?

    b) O intencjach tych, którzy (w swoim mniemaniu/tylko pozornie/wszystko jedno) walczą o prawdę o katastrofie?

    Vide wpis o Cichockim i Karłowiczu, instrumentalnie traktujących śmierć.
    Czy ta teza wynika z pozycji libertariańskich Autora, owych "wspólnych wartości"?
    Czy libertarianie uznają pojęcie Prawdy, miłość Prawdy i męstwo w dążeniu do niej, nawet kosztem ofiary?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Libertarianizm opiera się o prawo własności i z tego prawa wyciągana jest zasada o nieagresji. Tak więc każdy, kto uważa, że agresja (a więc nieprowokowana przemoc) jest moralnie naganna, nie akceptuje jej w swoim życiu oraz jest w tym konsekwentny, jest libertarianinem.
      Jak widać, bycie libertarianinem nie jest jakoś szczególnie ograniczające, ilość warunków jest raczej niewielka. Ja np. jestem katolikiem i jednocześnie określiłbym się mianem libertarianina. Natomiast wśród samych libertarian nie ma zgody co do dokładnego rozumienia agresji. Np. część z nich dopuszcza zabijanie nienarodzonych (a ja np. nie). Tak więc to nie jest ruch jednorodny i nie jest jakoś super precyzyjnie zdefiniowany. Ogólnie każdy, kto ceni sobie (odpowiedzialną) wolność jednostki i nie uznaje agresji, ten jest libertarianinem. Stąd też i nawiązanie do libertarianizmu, że libertarianizm (oprócz własności/nieagresji) jest wartościowo neutralny. To nie znaczy, że libertarianie odrzucają prawdę, albo że nie mogą mieć wartości chrześcijańskich. Po prostu są to elementy wykraczające poza sam libertarianizm, są na innym poziomie. Natomiast lewica/prawica, oni już mają swoje wartości dobrze określone i te wartości chcą narzucać wszystkim za pośrednictwem państwa.

      Człowiek może dyskutować na różne tematy, nieważne, czy jest libertarianinem czy nie jest, to nie ma znaczenia. Natomiast notka jest raczej o tym, że "lekarzu, ulecz najpierw sam siebie" albo "dostrzegają drzazgę w oku bliźniego, a w swoim nie widzą belki". Gdyby Pan Woziński apelował o opodatkowanie wdów i sierot na rzecz zasiłków dla korporacji, to wtedy można by Pańskie zarzuty do niego odnieść.

      Notka jest trochę chaotycznie napisana i może dlatego nie do końca jest jasna na pierwszy rzut oka, ale da się ją zrozumieć przy odrobinie wysiłku.

      Usuń
  4. Na obronę Ziemkiewicza można powiedzieć, że jest on świadomy swojej "niedoskonałości" i nawet w książce Zgred (którą zresztą ostatnio sprzedałem, bo jakoś nie mogłem przez nią przebrnąć) opisuje tę swoją moralną schizofrenię wcale się nie usprawiedliwiając.

    OdpowiedzUsuń

Zaakceptowane zostaną wszystkie komentarze:
1) bez przekleństw,
2) nie obrażające nikogo.