środa, 24 sierpnia 2011

Państwo wymyśliły kobiety!! (czyli JKM się myli)


Wielcy „mężowie stanu”, tacy jak Francisco Franco, Napoleon czy też Juliusz Cezar, którzy sprawowali władzę twardą ręką, stanowią dla wielu osób uosobienie męskości i zdecydowania. Ale czy można być odważnym i dzielnym, zasłaniając się instytucją, za którą nikt nigdy nie ponosi odpowiedzialności?
Taką właśnie organizacją, która w powszechnej opinii ma po wsze czasy zagwarantowaną niewinność i czyste intencje, jest państwo. Za złe uchodzą państwa totalitarne, autorytarne, nazistowskie, ale podmiot tych przydawek uważany jest niezmiennie za byt nieskazitelnie dobry oraz twierdzi się, że zanieczyszczają go jedynie złe ideologie. Naiwne to przekonanie, szczególnie jeśli uwzględnimy fakt, iż każde (a nie tylko czerwone, brunatne czy różowe) państwo nieustannie łupi, wymusza oraz traktuje osoby prywatne z niezasłużoną wyższością. Robi tak, bo nie umie inaczej – taka jest jego definicja.
Z racji obrzydzenia, jakie budzi we mnie oraz w wielu innych libertarianach państwo, postanowiłem ukarać je niezapisywaniem go w całości. Na czas pisania tego artykułu Lewiatan będzie więc oznaczany jako pań***. Uważny czytelnik zauważył już zapewne, że taki zapis nie pozostawia żadnych wątpliwości odnośnie tego, kto wymyślił pań***. Wbrew wszelkim teoriom głoszącym, iż za całe zło socjalizmu odpowiedzialni są zniewieściali i niezdecydowani osobnicy, którzy zamiast twardej egzystencji wolą pielesze państwa opiekuńczego, całkiem wyraźnie widać, że pań*** jest dziełem ... kobiet!! Rzecz jasna, nie takich kobiet, które są energiczne i inteligentne, lecz tych, które w odpowiednim momencie potrafią wmieszać się w tłum i zwalić winę na innych. Ujmując rzecz krótko i dobitnie: to baby (osobniki tchórzliwe) wymyśliły monopol na usługi sądownicze i obronne, po to, żeby móc przerzucić niekorzystne konsekwencje swoich czynów na innych. Dla wszelkich tchórzów i osób nieodpowiedzialnych nie ma lepszego miejsca schronienia niż pań***.
Formę powyższych akapitów można potraktować z przymrużeniem oka, ale ich treść jest jak najbardziej poważna. Nie od dzisiaj wiadomo, że prezydenci Polski mają na mocy konstytucji mistyczne prawo uniewinniania przestępców: TW „Alek” ułaskawił w czasie swojej prezydentury 4288 skazańców, a TW „Bolek” 3454 (swoją drogą, musieli od nich dostać tyle „bombonierek” i „koniaków”, że im starczy do końca życia). Ktoś mógłby powiedzieć, że w III RP tak już jest i inaczej nie będzie, ale jest to płytki argument. Jak powiedział niegdyś schwytany przez Aleksandra Wielkiego pirat: „Ponieważ ja posługuję się (...) małym okręcikiem, nazywają mnie rozbójnikiem, a że ty używasz do tego wielkiej floty, przeto zwą cię wodzem”. Zwykli złodzieje przede wszystkim dlatego budzą w społeczeństwie najczęściej odrazę i niechęć, że zamiast zająć się uczciwą działalnością, żyją z przywłaszczania sobie owoców cudzej pracy. Nikt nie nazywa ich odważnymi ani bohaterami, lecz tchórzami i draniami. Choć wykonują niekiedy niebezpieczne zajęcie z punktu widzenia zagrożenia życia i zdrowia, ich profesja budzi raczej wstręt i odrazę z racji swego pasożytniczego charakteru. Bez względu na siłę fizyczną oraz przebiegłość potrzebne do wykonywania tego bardzo specyficznego „zawodu”, ich postępowanie stanowi raczej wyraz krótkowzroczności i lęku przed normalnym życiem oraz zuchwalstwa. Złodziej najczęściej ucieka przed normalnym życiem nie z powodu ogromnych zysków, lecz ponieważ zwyczajnie boi się „zwykłego” życia – nie potrafi założyć rodziny ani pokojowo współistnieć z innymi ludźmi.
Wodzów, czyli władców pań*** można zatem śmiało nazwać tchórzami do potęgi, gdyż w obawie przed osądzeniem ich win posługują się mechanizmem, który doskonale kamufluje ich odpowiedzialność. Męstwo i odwaga człowieka pragnącego żyć w ustroju pozbawionym instytucji pań*** polega przede wszystkim na tym, że jest on świadom ryzyka, którym obarczona jest każda jego czynność. Choć rodzimy się nadzy, wolny rynek może nam ułatwić zgromadzenie ogromnych bogactw. Zamożność nie jest jednak dana nigdy raz na zawsze – możemy ją stracić, czasem nie z naszej winy. W społeczeństwie libertariańskim każdy ma tyle bogactwa, na ile jest w stanie spełnić potrzeby innych ludzi. Ale jeśli się pomyli lub jeśli z jakiegokolwiek powodu konsumenci zmienią swoją opinię na temat jego produktów lub usług, jego jedyną własnością może stać się w pewnym momencie ponownie jedynie jego nagie ciało. Przyjęcie libertarianizmu jako swojej filozofii wymaga nie lada odwagi i zaparcia, gdyż fortuna w wolnym społeczeństwie bywa niekiedy równie prawdopodobna co bankructwo.
W przeciwieństwie do tego, zwolennicy pań*** zawsze zabezpieczają się jakąś „naturalną” wspólnotą: narodem, cywilizacją, grupą etniczną, które mają wobec swoich członków pewne mistyczne zobowiązania o powszechnie obowiązującym charakterze. Najbardziej zagorzali państwowcy pchają się zawsze do bezpośredniej pracy dla pań*** – tam pensje wypłacane są bez względu na wyniki finansowe całej „firmy”. Propaństwowi intelektualiści garną się do rozmaitych instytucji finansowanych przez pań*** bo niczym diabeł wody święconej wody boją się gorzkiej prawdy, że na wolnym rynku ich miernych wypocin zwyczajnie nikt nie zechciałby kupić.
Nie od dziś wiadomo, że ogromna część pracowników pań*** to ludzie, którzy uciekają do niego, ponieważ na rynku ich umiejętności nie pozwalają im się wybić. Gdyby nie pań*** i związana z nim szybka ścieżka awansu, otwierająca się przed ludźmi, którzy nie potrafią zrobić kariery jako przedsiębiorcy, Lech Wałęsa przechodziłby dziś na emeryturę jako kiepski elektryk, Włodzimierz Lenin pisałby całe życie swoje żałosne rewolucyjne broszury, a Ronald Reagan grałby w hollywoodzkich filmach drugiej kategorii. Ich sukces był możliwy właśnie dlatego, że pań*** promuje cechy przeciwne do tych, które są mile widziane na wolnym i nieskrępowanym rynku. Podczas gdy libertarianizm to ustrój dla ludzi prawych, odpowiedzialnych i słownych, pań*** promuje karierowiczów, dwulicowców, indolentów i oszustów. Awans w społeczeństwie libertariańskim odbywa się na zasadzie docenienia przez konsumentów, którzy dobrowolnie nabywają nasze usługi, zaś w strukturach pań*** pozycja człowieka rośnie o tyle, o ile zyskuje on arbitralne uznanie swoich mocodawców oraz o ile potrafi zniszczyć swoich przeciwników przy użyciu podstępu.
Męstwo i dzielność, wbrew wielu mitom o heroicznych i nieustraszonych władcach, są dla rządców pań*** całkowicie niedostępne. Choć władcy pań*** i ich pomagierzy mają świadomość nikczemności swoich działań, najczęściej starają się intensywnie pokazać sobie i światu, że prowadzą niestrudzoną walkę o dobro na świecie, zmagając się z globalnym terroryzmem, wykluczeniem oraz setkami innych fikcyjnych zagrożeń. Ale ich wysiłki i tak nie są w stanie zmienić tego, że wszystkie ich działania stanowią jedynie wyraz tchórzostwa i ucieczki przed realnymi problemami. Męstwo to dziś walka z pań*** na każdym froncie. 

(PS. Chyba nigdy nie przeboleję tego, że powyższy tekst nie ukazał się w NCz!) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zaakceptowane zostaną wszystkie komentarze:
1) bez przekleństw,
2) nie obrażające nikogo.