wtorek, 27 września 2011

Upadek, czyli eks-libertarianin w PiS.

Ale się działo!
Wczoraj wieczorem w warszawskim Multikinie odbyła się premiera wyborczego filmu o "wielkim mężu stanu", jak nazywają Jarosława Kaczyńskiego zwolennicy PiS ("Lider"). Całego filmu nie dałem rady obejrzeć, bo to naprawdę ciężki materiał. Ckliwy, patetyczny i nachalny. Jego celem jest próba przekonania wszystkich po raz kolejny, że niespełniony lewicowiec, jakim jest Kaczyński, powinien wreszcie porządzić jako prawicowiec i zbawiciel narodu. Ludzie, litości ...
Autor filmiku nagrał w kuluarach krótkie wywiady z licznymi na tym spotkaniu pobożnymi socjalistami. Tomasz Terlikowski był wyraźnie podniecony i zachwycony profesjonalizmem PiS-owskiej propagandy. Rafał Ziemkiewicz był nieco bardziej chłodny, ale swój cięty komentarz pozostawił chyba na parkingu - w  towarzystwie zwolenników PiS bywa zazwyczaj mniej butny. No i był wreszcie Przemysław Wipler - niegdyś libetarianin. Film pochwalił, a jakże.
Pan Wipler to przypadek zdumiewający. Niegdyś miał poglądy naprawdę libertariańskie. Na liberalis.pl do dziś dostępna jest jego magisterka, w której referował poglądy Rothbarda, czy też de Molinariego:


http://liberalis.pl/2007/05/07/przemyslaw-wipler-libertarianskie-podejscie-do-panstwa/

Co więcej, Wipler tłumaczył nawet jeden z klasyków nurtu: "Państwo - nasz wróg" Alberta Jay Nocka. W internecie znaleźć można do dziś kilka jego "radykalnych" tekstów z dawnych lat.
Młodzieńczy zapał jednak w nim ustał, gdyż dziś startuje do sejmu z listy PiS. A zatem już pieniądze na kampanię na pewno zdobył z podatków. W swych wypowiedziach stara się wszystkich przekonać do tego, że jest wolnorynkowy, ale na co mu to, skoro "Lider" jest z serca okropnym socjalistą?
Na korzyść Wiplera świadczy fakt, że Ron Paul także przynależy do żałosnej Partii Republikańskiej, ale Paul to osoba-instytucja, w zasadzie odrębna partia. No, i żeby być Ronem Paulem, trzeba wszem i wobec głosić libertariańskie ideały społeczeństwa bezpaństwowego, a Wipler poprzestaje na obniżce rozmaitych VAT-ów i zmniejszeniu świadczeń. A poza tym, PiS nie potrzebuje myślących ludzi, ani twórców programów - cała ta partia dzieje się tylko i wyłącznie w umyśle "Lidera". Reszta jest mu tylko o tyle potrzebna, o ile udziela poparcia. Bezmyślnego poparcia.

poniedziałek, 19 września 2011

Nergal schodzi na psy (tj. sprzedaje się państwu)

Nergal dopiął wreszcie swego i jest o nim głośniej niż o Dodzie. W świecie polityki i rozrywki na szczycie jest zawsze ten, o kim mówi się najwięcej, a sztukę tą p. Darski osiągnął do perfekcji. Mówi o nim cała Polska, a nawet i zagranica.
Wbrew temu, co mówią Tomasz Terlikowski czy też Piotr Semka, chciałbym na swym blogu wszem i wobec podzielić się z wszystkimi myślą, że to nie TVP zeszła na psy zatrudniając Pana Nergala, ale to Nergal zszedł na psy zatrudniając się w TVP. Choć wszyscy mówią o ogromnym dramacie i upadku mediów, ja wolałbym się skupić na kryzysie Darskiego.
Jego upadek polega przede wszystkim na tym, że po wielu latach ciężkiej pracy na rynku muzycznym sięgnął po podatki. Cokolwiek by nie powiedzieć o absolutnie dennym gatunku muzyki reprezentowanej przez rozkapryszonego eks-chłopaka Dody, w tej branży nie ma ani cienia dotacji ze strony państwa. Samorządy i budżet centralny bardzo chętnie wspiera muzykę poważną, ludową oraz inne popularne gatunki, ale metalowcom nie daje w zasadzie nic. Lewiatan uwielbia utrzymywać na swym pasku wielkich artystów po to, aby ci następnie wypowiadali się pochlebnie na jego temat, ale od satanistycznego metalu stroni. Nergal i jego Behemtoh przez lata szukał rynku zbytu i znalazł go poza granicami kraju, gdzie do dziś cieszy się większą popularnością niż w Polsce. Nie ważne jak bardzo denna jest muzyka tego zespołu, trzeba mu oddać to, że nie żył z dotacji, tylko w pocie czoła walczył o eksport swojego towaru. Wiele katolickich zespołów pobiera z państwowej kasy ogromne dotacje nie mrugnąwszy nawet okiem.
Upadek Nergala nastąpił więc w momencie, gdy sięgnął po kasę podatników i zdecydował się pojawić w TVP2.
Jako osoba wierząca uważam Nergala za opętanego i staram się, na ile mogę, przyczynić się do stosowania wobec niego ostracyzmu. Życzę mu też z całych sił. aby się kiedyś nawrócił i żałował za wszystkie swoje grzechy. Nie zmienia to jednak faktu, że jego działalność uważam za jak najbardziej legalną, a przynajmniej do momentu podpisania kontraktu z diabłem, czyli z państwem.

A na koniec mam pytanie do wszystkich święcie oburzonych obecnością Nergala w podatkowym domu schadzek: ilu z was było lub jest na tyle moralnych jak Nergal, żeby zamiast doić podatkową krowę lub żyć z zapisów w jednej z państwowych ustaw, pracować latami na życie, nie wspierając się przy tym żadnymi dotacjami?
Pod tym względem, szanowni pobożni socjaliści, możecie się od Nergala wiele uczyć. (Przynajmniej do niedawna, dziś Darski się już sprzedał i jest mi podwójnie obmierzły: jako satanista oraz jako podatkożerca).

poniedziałek, 12 września 2011

Piotr Semka w walce z satanistycznym liberalizmem

Na swym blogu Piotr Semka nadal nie może pogodzić się z powierzeniem Nergalowi misji społecznej, jaką niesie ze sobą telewizja Lewiatana (gdyby ktoś nie wiedział, Adam Darski, lider satanistycznej grupy Behemot gości teraz w TVP2 tuż po 20.00 jako juror kolejnej mutacji "Mam talentu"). Wiadomo, telewizja publiczna realizuje przecież zdaniem pobożnych socjalistów ponadczasową misję polepszania świata. Dopóki w to wiekopomne dzieło zaangażowany był sam Piotr Semka i jego znajomi PiSofile, ojczyzna oraz racja stanu były na drodze do ocalenia. Jednakże od kiedy władze objął przebrzydły Donald i jego zgraja "liberałów", red. Semka czuje się wyraźnie nieusatysfakcjonowany.
Jak przystało na szacownego redaktora, w blogowym wpisie obrywa się przede wszystkim liberałom, gdyż to oni wpuścili satanistę na "święte" pokoje podatkowej telewizji. Semka daje w ten sposób jednoznacznie do zrozumienia, że liberałom-bezbożnikom oraz satanistom jest do siebie bardzo blisko. Macki ciemnych mocy są już nawet w "Newsweeku", który ze skandalisty próbuje uczynić bohatera. Innymi słowy, jesteśmy otoczeni przez złowrogi sojusz lewicowo-liberalno-satanistyczny, przed którym ocalić nas mogą jedynie pobożni socjaliści, którzy w rozmodleniu będą sprawować władzę, a w TVP zarządzą egzorcyzmy opłacone wpływami z abonamentu.
W "Uwarzam Rze" Semka napisał wcześniej całkiem spory tekst, także o Nergalu. To prawda, że w tym skandalizującym degeneracie jest sporo diaboliczności, ale w porównaniu z Lewiatanem Nergal to płotka.

środa, 7 września 2011

Codzienny biuletyn PiS w kioskach już od piątku.

Sakiewicz i s-ka nakręciła reklamowy spot, który przejdzie do historii jako jeden z najbardziej jednostronnych. Bądźmy szczerzy, nawet TVN24, Wyborcza czy inne Polsaty nie reklamują się nigdy jako fan club PO czy też SLD w tak otwarty sposób. Swoje polityczne polityczne wyrażają w sposób jawny, lecz nie aż tak nachalnie, jak czyni to "Gazeta Polska". "GP" ma wyłącznie jeden cel: przekonać wszystkich, że poza PiS nie ma politycznego zbawienia. Każdy numer tego pisma pełen jest wylewnych skarg na temat rzekomych okropieństw dziejących się pod rządami PO, pogardy i złości na PJN, że raczył się odłączyć od świętego przymierza anty-salonowego oraz bagatelizowania pozostałych środowisk prawicowych. W mniemaniu środowiska "GP" tylko ono samo stanowi prawdziwe intelektualne zaplecze jakiegokolwiek ruchu, który mógłby przynieść Polsce lepszą przyszłość. Co jednak najbardziej fatalne, środowisko to przekonanie o swojej wyższości próbuje łączyć z udzielaniem otwartego wsparcia (bezgranicznego kredytu zaufania) dla makabrycznie socjalistyczneo PiS-u.
I właśnie w ten sposób natrafiamy na największy problem związany z nowym spotem, który "GP" już ochrzciła mianem "zakazanego". Otóż sugeruje on, że największym problemem Polski jest PO oraz nawołuje do obrony demokracji. Śmiem jednak zauważyć, że PiS stanowi równie wielkie zagrożenie co partia Tuska. Jako ugrupowanie na wskroś przesiąknięte ideą silnego państwa budzi we mnie równie wielkie obawy co PO. Jest jedynie o tyle mniej groźne, że aktualnie nie rządzi. Zresztą, obydwie partie różnią się jedynie w kwestiach marginalnych. Od dłuższego czasu ich programy powstają na zasadzie: "ONI powiedzieli tak, my musimy mówić, że NIE". U obu z nich w zasadzie nieobecne są jakiekolwiek libertariańskie idee, a zasadami wolnego społeczeństwa zwyczajnie gardzą.
Pierwszy numer "PiS codziennie" już w piątek. Nie polecam.

czwartek, 1 września 2011

Nowy dziennik "Gazety Polskiej", czyli prawica już kona

Każdy "porządny" pobożny socjalista, to osobnik lubujący się w użalaniu się nad sobą i żyjący mitem wszechobecnej lewicy, która ma swoje macki wszędzie, dosłownie wszędzie. Do klasycznej litanii osaczenia prawicy przez złowrogie siły zalicza się także przekonanie, że prawica nie ma swoich mediów albo że media te są w zaniku. A tu proszę: nie dość, że największy nakład w Polsce ma obecnie "Uważam Rze", to jeszcze ma powstać dziennik "Gazety Polskiej" oraz tygodnik "Wprost przeciwnie", grupujący byłych redaktorów "Wprost", którzy słusznie oburzyli się michnicyzacją i środyzacją swojej byłej gazety.
"Gazeta Polska" nieustannie się rozwija, a najbardziej od czasów katastrofy smoleńskiej. Wpierw był tygodnik, potem miesięcznik, teraz będzie dziennik. No, no. Brakuje jeszcze tylko kwartalnika, rocznika, dodatku dla kobiet i czegoś na miarę "Przyślij przepis", gdzie wierni wyborcy PiS mogliby przysyłać krótkie teksty szkalujące PO, a w zamian dostawaliby 50zł nagrody. Policzyłem, że Tomasz Sakiewicz będzie musiał teraz pisać ponad 30 wstępniaków miesięcznie. W każdym z nich będzie musiał stworzyć atmosferę zagrożenia oraz informować czytelników, że "pewne grupy interesów" chcą zamknąć ostatnią gazetę, która pisze w Polsce prawdę. Redaktorzy Kwieciński, Lisiewicz, Czarnecki, Grzybowska, itd. będą mieli teraz jeszcze większe pole do popisu dla swojej krucjaty przeciwko liberałom - największym wrogom pobożnych socjalistów (mój Boże, czy oni w ogóle kiedykolwiek zrozumieją czym jest liberalizm?!?). Ogromny wysiłek czeka także twórców prawicowych filmów o Smoleńsku, przecież nowy dziennik musi ukazywać się z jakimiś gadżetami, czyż nie? Krzyżówki i sudoku ujdą, ale w "Poradniku domowym", w liczącym się dzienniku musi się pojawić jakiś hit - może "Ogólna teoria" Keynesa? Książka ta wydaje się najlepiej oddawać wyobrażenie, jakie "GP" ma na temat ekonomii.
Wracając do meritum: prawica jest dziś tak słaba i skopana przez wroga, że otwiera wciąż nowe gazety. Gorzej w historii jeszcze nie było. Czy "Układ" na to pozwoli? A co Rosjanie, Żydzi i Niemcy? A Michnik? WSI?
Wszystko to coraz bardziej żałosne się staje..