czwartek, 13 października 2011

UWAGA: fragmenty nowej powieści prawicowego publicysty!

Dzięki zaufanemu źródłu dotarłem do niepublikowanego wcześniej fragmentu najnowszej książki jednego z wiodących prawicowych publicystów. Niestety, nie mogę zdradzić o którego publicystę chodzi, lecz książka ma nosić tytuł: "Wąwóz próżności". Oto jeden z bardziej pikantnych fragmentów:

"Andrzej wracał wieczorem do domu. Cały dzień spędził w siedzibie partii, gdzie z kolegami obmyślali nową strategię medialną na nadchodzący miesiąc. Zastanawiali się komu w najbliższym czasie najbardziej opłaca się obiecać podwyżkę: nauczycielom, lekarzom, czy też może mundurowym. Doszło nawet do pewnej sprzeczki, ale w biurze znalazł się nieoczekiwanie sam Prezes, który ostudził ich emocje. Andrzej był okropnie zmęczony, lecz czuł, że musi zobaczyć się jeszcze z Anitą. Poznali się w sztabie przy okazji ostatnich wyborów i nawet nie wyobrażał sobie wówczas, że kiedyś mogliby być razem.
Przypomniał sobie ostatni raz z Anitą w swoim mieszkaniu i z radości wcisnął mocniej pedał gazu. Chciał być z nią jak najszybciej i kochać się jak nigdy wcześniej. 
Nim się obejrzał był już pod jej blokiem i po chwili jechał już windą. Nie mógł zebrać myśli i zupełnie nie wiedział jak jej powiedzieć o tym, czego tak bardzo pragnął. Problem rozwiązał się sam, bo gdy tylko otworzyła mu drzwi, był w stanie wyczytać wszystko z jej oczu. Myślała dokładnie o tym samym. 
W pośpiechu więc zaczęli się rozbierać kierując się w stronę najbliższego łóżka w salonie. Andrzej w pośpiechu nawet podarł jej rajstopy, tak bardzo spragniony był jej ud. Anita z kolei oderwała mu co najmniej dwa guziki w jego koszuli - ale żadne z nich nie zwróciło na to uwagi. Nie to było teraz ważne. Andrzej zapominał w takich momentach o całym bożym świecie i o wszystkim, co go zazwyczaj frustrowało - o Michniku, o PO, o liberałach i całym wolnym rynku.
W momencie gdy Andrzej zdejmował Anicie bluzkę stało się jednak coś nieoczekiwanego. Z wewnętrznej kieszeni jej żakietu wyleciała nagle legitymacja członkowska Platformy. Andrzej zamarł. "To chyba jakiś żart?!" - rzucił. Anita zbladła. Zupełnie straciła głowę i nie wiedziała jak się odezwać. "Anita, co to ma znaczyć?!" "Powiedz, że to nie twoje." Już chciała otworzyć usta, ale w tym momencie zaczął dzwonić jej telefon, na którego wyświetlaczu pokazał się napis: "Misiu z PO". Andrzej zbladł i bez przytomności osunął się na podłogę ...

Dalszych fragmentów niestety nie mogę opublikować ze względu na obawę przed oskarżeniami o naruszenie prawa własności.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zaakceptowane zostaną wszystkie komentarze:
1) bez przekleństw,
2) nie obrażające nikogo.