środa, 30 listopada 2011

Mit IV Rzeszy

Minister Sikorski pojechał do Niemiec i publicznie wezwał do stworzenia europejskiego super-państwa. W Polsce jak zwykle skupiono się na kwestiach drugorzędnych i prawie w ogóle nie wspomniano o tym, że poniedziałkowego poranka obawiano się jak nigdy dotąd. W połowie zeszłego tygodnia okazało się bowiem, że Niemcy nie mogą sprzedać swoich obligacji, a to przecież oni płacą za ten cały unijny dom uciech. Zrobiła się taka panika, że pod koniec tygodnia już niemal wszystkie serwisy informacyjne pisały, że to może być koniec Unii. Pospiesznie zwołano unijny szczyt, który właśnie trwa, a w międzyczasie europejska szajka socjalistów i nierobów przygotowała serię wystąpień polityków oraz artykułów prasowych, które miały przekonać inwestorów i ograbianych przez Unię Niemców, Holendrów czy też Austriaków, że UE powinna dalej trwać.
I tak Sikorski pisnął na spotkaniu w Niemczech, że nie boi się Niemiec aktywnych, lecz pasywnych. Pobożni socjaliści odebrali to oczywiście jako zachętę do zbudowania IV Rzeszy. Problem jednak w tym, że to nie Niemcy ją budują, lecz takie kraje, jak Grecja, Portugalia, Francja czy Polska. Niemcy na UE tylko tracą, bo to oni są najbogatsi i to z ich portfela idą pieniądze na wszystkie bailouty i inne fundusze. Unijnego państwa zarządzanego przez komisarzy chcą państwa biedniejsze: południe Europy + Europa Środkowo-wschodnia, gdyż to one na nim zyskają.
Polecam wszystkim, żeby broń Boże nie mylili niemieckiej klasy politycznej (Merkel, Westerwelle i całej reszty eurokomunistów) z Niemcami. Tak samo jak w Polsce, klasa polityczna w Niemczech jest wyalienowana od sporej części społeczeństwa. Przeciętny Niemiec jest wściekły na to, że musi płacić za grecki i portugalski socjal. Przeciętny Niemiec nienawidzi euro i chciałby powrotu do marki. Sikorski nie mówił do niemieckich polityków, lecz do szarego Niemca, a jego wypowiedź została umyślnie nagłośniona w niemieckich mediach jako pokusa dla szarych, pracujących na zamożność Niemiec obywateli: może i zapłacicie sporo za Unię, ale spójrzcie, Polacy i inne kraje same chcą się oddać w opiekę. Spoczywa na was ogromna odpowiedzialność; musicie udzielić bezwarunkowego poparcia dla unijnego państwa - chyba nie chcecie przecież kolejnego Auschwitz?

środa, 23 listopada 2011

Spisek przecwiko Michalkiewiczowi

W środku dnia gruchnęła dziś wiadomość, że pod zarzutami korupcyjnymi CBA zatrzymało Gromosława Cz. Dla większości osób Gromosław Cz. jest jednym z wielu aktorów życia politycznego w Polsce, jednak nie dla wszystkich. Dla Stanisława Michalkiewicza Gromosław Cz. to sam szczyt polskiej razwiedki, pierwszy rozgrywający polskiej polityki. Zresztą, co ja tu będę pisał, poczytajcie sobie Michalkiewicza sami, to zrozumiecie o czym mówię.
A tu patrzcie: Gromosław Cz., który zakłada Platformy Obywatelskie oraz inspiruje inne Ruchy Podtarcia trafia nieoczekiwanie do aresztu, a w posłusznych mu rzekomo mediach aż huczy. Co się dzieje?

Ja wiem co się stało: to kolejny zabieg razwiedki, który został wymierzony przeciwko samemu Stanisławowi Michalkiewiczowi. Oni to zrobili specjalnie, żeby teraz nikt już nie ufał światłym wywodom prawicowego publicysty, tylko machnął na nie ręką. Poczuli to śmiertelne zagrożenie, które Michalkiewicz dla nich stanowił i postanowili upozorować zamknięcie samego szefa polskiej razwiedki. Nie, to nie wojna o władzę, ale dokonany z premedytacją czyn wymierzony przeciwko SM. Razwiedka jest przecież mistrzem kamuflażu i medialnej gry.

Czy jeden z dogmatów teorii Stanisława Michalkiewicza właśnie upadł, czy mi się tak tylko wydaje?

poniedziałek, 21 listopada 2011

Reklamy w "Uważam Rze" cd. - czyli o upadku mitu zmowy medialnej raz jeszcze.

W moje ręce trafił właśnie jeden z ostatnich numerów pisma zawodowych anty-salonowców, czyli "Uważam Rze". Nagłówek na pierwszej stronie głosi już obecnie dumnie, że mamy do czynienia z "największym w Polsce tygodnikiem" tworzonym przez "autorów niepokornych". Śmieszne jest to, że "niepokorni" w dalszym ciągu utrzymują, że zamiast państwa tak naprawdę gnębi nas jakiś "układ" (vel "salon"), z którym sami walczą, a jednocześnie utrzymują wiodącą rolę na rynku i przyciągają wciąż wielkich reklamodawców.
No właśnie, wśród reklamujących się w piśmie firm mamy m.in.: Maurice Lacroix, Intel, Lancię, Bank Millenium, Volkswagena, Samsunga, Hyundaia, Skodę, SKOK, a nawet państwo Izrael. Przyznają państwo sami, że firmy te nie są cukierniami ani warsztatem samochodowym u Zdzisia, lecz nieraz sporymi koncernami.
Mam więc pytanie: czy wielkie koncerny ryzykowałyby starciem z polskim "Salonem", gdyby "Uważam Rze" rzeczywiście z nim walczyło? Oczywiście, że nie. Bałyby się, gdyby w "Uważam Rze" pojawiały się teksty libertariańskie, kwestionujące np. podatki, istnienie banku centralnego, czy też państwowej armii. W taką malignę żaden Hyundai by się nie wdał, bo to rzeczywiście zagroziłoby jego pozycji.
Póki co więc zawodowi anty-Salonowcy mają się świetnie.

środa, 16 listopada 2011

Stanisław Michalkiewicz, czyli winni są ONI

Przyglądam się chmurze tagów na moim skromnym blogu i widzę, że wciąż nie zagościł na niej red. Michalkiewicz. Postać to niezwykła i godna naśladowania - każdego tygodnia pisze ogrom tekstów i, co najważniejsze, niemal wyłącznie do prywatnych mediów. Miał swój epizod na państwowej posadzie jako sędzia Trybunału Konstytucyjnego oraz dziennikarza lewiatanowego radia, ale większość życia upływa mu na mozolnym pisaniu tekstów, które szokują wielu.
Michalkiewicz uważa się za liberała, ale libertarianizm już zwalcza; może nie energicznie, ale z umyślnie. Z tego, co potrafię odczytać z jego publicystyki opowiada się za jakimś mitycznym państwem minimalnym, ale taki gatunek, jak państwo minimum zwyczajnie istnieć nie może, więc red. Michalkiewicz przy okazji omawiania kwestii zakresu państwa najczęściej grzęźnie w sprzecznościach.
Kwestie typowo libertariańskie zajmują jednak w twórczości Michalkiewicza bardzo niewiele miejsca. Najwięcej czasu i miejsca SM poświęca przede wszystkim słynnej razwiedce, Żydom, kwestiom narodowym, Salonowi oraz Unii Europejskiej. Nie bronię mu oczywiście pisać na takie tematy, ale jest w tym fakcie coś irytującego.
Jak już wspomniałem, Michalkiewicz nie walczy z państwem jako takim, bo jak na prawicowca przystało uważa je za dobrą instytucję. Jego główna linia argumentacji głosi plus minus, że za dawnych, dobrych, kapitalistycznych, a najlepiej i monarchistycznych czasów było dobrze i państwo na ogół spełniało swoją rolę, za to dziś ta niezwykle cenna instytucja znalazła się w złych rękach. Złe ręce należą zaś do Żydów, Niemców, kolaborantów, tchórzów, razwiedki, Rusków, kagebistów, masonów... - jednym słowem do NICH.
Uwaga, uwaga... właśnie odkryliśmy sekret popularności Michalkiewicza! Nie ujmując nic jego niesłychanej elokwencji i oczytania, szanowny redaktor ma wg mnie tak wierne grono czytelników głównie ze względu na umiejętne wykorzystanie libertariańsko brzmiących haseł do bardzo perfidnego zabiegu. Przypomnijmy: Murray Rothbard pokazał, że państwa nie tworzy określona grupa osób, lecz pewna kategoria działań. Działania, które tworzą państwo podejmują jednak zarówno Żydzi, razwiedka, czy eurofederaści, jak i Polacy, katolicy, czy też redaktorzy prawicowych pism. Michalkiewicz ten fakt jednak przemilcza i pod sztandarem wolnego rynku walczy ze swoimi wrogami, którzy mają najczęściej to do siebie, że są ukryci. Kto słyszał SM na żywo, ten wie, jak wiele wydarzeń dzieje się z inicjatywy służb, agentów oraz tajnych porozumień. Nie przeczę, że te czynniki są bardzo ważne, ale czytelnik tekstów może odnieść wrażenie, że największymi wrogami wolnego rynku są ONI. Michalkiewicz nie krytykuje państwa jako takiego, bo jego czytelnikami są często ludzie, którzy sami dla państwa dla pracują i mogliby się poczuć z tego powodu dotknięci. Nie zachęca do walki z państwem jako takim, lecz nawołuje do przejęcia jego struktur przez właściwych ludzi. Czytelnicy mają zatem ogromną satysfakcję - uważają, że wolny rynek to tylko kwestia usunięcia ICH, a nie także pracy nad sobą i wyrzeczeń w postaci odmawiania państwu pójścia z nim na kompromis. Patologie i problemy biorą się nie z fatalnej w skutkach powszechnej akceptacji dla Lewiatana, lecz z zakulisowych działań tajnych agentów i rabinów. MY jesteśmy w porządku (rzekomo).

PS. Na koniec małe wyznanie: tekstów SM w ogóle prawie nie czytam, bo z góry wiem, o czym będą. Gdy dzieje się coś w Europie to na pewno stoją za tym Niemcy, a Polską trzęsie WSI.
Lepiej poczytać coś libertariańskiego.

czwartek, 3 listopada 2011

JKM ma w sobie coś z Palikota, a Palikot coś z JKM-a.

W połowie października Tomasz Cukiernik zauważył na łamach Najwyższego Czasu!, że w tych okręgach, w których Nowa Prawica nie mogła startować z powodu skandalicznego zachowania PKW zanotowano zwiększoną liczbę głosów dla Prawicy Marka Jurka, PJN-u oraz Ruchu Podtarcia Palikota. To, że wyborcy Nowej Prawicy głosowali na te dwie pierwsze partie nie dziwi zupełnie, dziwi jednak nieco fakt, że w zamian głosowali na Palikota. A może coś w tym jednak jest?
Palikot zbudował swoje poparcie przede wszystkim na skandalizowaniu i antyklerykalizmie - ale skandalistą jest przecież także JKM (ostatnio twierdzi, że Żydzi w Oświęcimiu byli bardziej wolni niż my bo nie płacili podatków!), a wśród jego zwolenników także można znaleźć wielu wojujących ateistów. Sam JKM deklaruje oczywiście przywiązanie do religii katolickiej, ale na każdym kroku podkreśla różnicę między wiarą a religią. Wiarę uważa za rzecz prywatną, a religię za obywatelski obowiązek dobrego konserwatysty. Nie jestem w stanie wniknąć w jego duszę, ale zbyt częste powtarzanie takich teorii w połączeniu z darwinizmem społecznym, który JKM wyznaje pozwala na daleko idące domysły ...
Nie dziwi więc, że skandalizujący antyklerykał Palikot zgarnął wolne głosy, które część osób tradycyjnie oddawało na JKM-a - wg mnie gorzelnik z Biłgoraju uczynił to z premedytacją.