środa, 16 listopada 2011

Stanisław Michalkiewicz, czyli winni są ONI

Przyglądam się chmurze tagów na moim skromnym blogu i widzę, że wciąż nie zagościł na niej red. Michalkiewicz. Postać to niezwykła i godna naśladowania - każdego tygodnia pisze ogrom tekstów i, co najważniejsze, niemal wyłącznie do prywatnych mediów. Miał swój epizod na państwowej posadzie jako sędzia Trybunału Konstytucyjnego oraz dziennikarza lewiatanowego radia, ale większość życia upływa mu na mozolnym pisaniu tekstów, które szokują wielu.
Michalkiewicz uważa się za liberała, ale libertarianizm już zwalcza; może nie energicznie, ale z umyślnie. Z tego, co potrafię odczytać z jego publicystyki opowiada się za jakimś mitycznym państwem minimalnym, ale taki gatunek, jak państwo minimum zwyczajnie istnieć nie może, więc red. Michalkiewicz przy okazji omawiania kwestii zakresu państwa najczęściej grzęźnie w sprzecznościach.
Kwestie typowo libertariańskie zajmują jednak w twórczości Michalkiewicza bardzo niewiele miejsca. Najwięcej czasu i miejsca SM poświęca przede wszystkim słynnej razwiedce, Żydom, kwestiom narodowym, Salonowi oraz Unii Europejskiej. Nie bronię mu oczywiście pisać na takie tematy, ale jest w tym fakcie coś irytującego.
Jak już wspomniałem, Michalkiewicz nie walczy z państwem jako takim, bo jak na prawicowca przystało uważa je za dobrą instytucję. Jego główna linia argumentacji głosi plus minus, że za dawnych, dobrych, kapitalistycznych, a najlepiej i monarchistycznych czasów było dobrze i państwo na ogół spełniało swoją rolę, za to dziś ta niezwykle cenna instytucja znalazła się w złych rękach. Złe ręce należą zaś do Żydów, Niemców, kolaborantów, tchórzów, razwiedki, Rusków, kagebistów, masonów... - jednym słowem do NICH.
Uwaga, uwaga... właśnie odkryliśmy sekret popularności Michalkiewicza! Nie ujmując nic jego niesłychanej elokwencji i oczytania, szanowny redaktor ma wg mnie tak wierne grono czytelników głównie ze względu na umiejętne wykorzystanie libertariańsko brzmiących haseł do bardzo perfidnego zabiegu. Przypomnijmy: Murray Rothbard pokazał, że państwa nie tworzy określona grupa osób, lecz pewna kategoria działań. Działania, które tworzą państwo podejmują jednak zarówno Żydzi, razwiedka, czy eurofederaści, jak i Polacy, katolicy, czy też redaktorzy prawicowych pism. Michalkiewicz ten fakt jednak przemilcza i pod sztandarem wolnego rynku walczy ze swoimi wrogami, którzy mają najczęściej to do siebie, że są ukryci. Kto słyszał SM na żywo, ten wie, jak wiele wydarzeń dzieje się z inicjatywy służb, agentów oraz tajnych porozumień. Nie przeczę, że te czynniki są bardzo ważne, ale czytelnik tekstów może odnieść wrażenie, że największymi wrogami wolnego rynku są ONI. Michalkiewicz nie krytykuje państwa jako takiego, bo jego czytelnikami są często ludzie, którzy sami dla państwa dla pracują i mogliby się poczuć z tego powodu dotknięci. Nie zachęca do walki z państwem jako takim, lecz nawołuje do przejęcia jego struktur przez właściwych ludzi. Czytelnicy mają zatem ogromną satysfakcję - uważają, że wolny rynek to tylko kwestia usunięcia ICH, a nie także pracy nad sobą i wyrzeczeń w postaci odmawiania państwu pójścia z nim na kompromis. Patologie i problemy biorą się nie z fatalnej w skutkach powszechnej akceptacji dla Lewiatana, lecz z zakulisowych działań tajnych agentów i rabinów. MY jesteśmy w porządku (rzekomo).

PS. Na koniec małe wyznanie: tekstów SM w ogóle prawie nie czytam, bo z góry wiem, o czym będą. Gdy dzieje się coś w Europie to na pewno stoją za tym Niemcy, a Polską trzęsie WSI.
Lepiej poczytać coś libertariańskiego.

4 komentarze:

  1. A ja natomiast je czytam, bo często sprowadzają mnie na ziemię. Nie chodzi o to, że Michalkiewicz jest przewidywalny w swojej publicystyce (jak i ja), ale że wiele jego twierdzeń ma sens. Zbywanie ich i bagatelizowanie nie wydaje mi się rozsądne, bo to jest dokładnie to, czego ONI by sobie życzyli. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam, ja niestety nie daję rady. Kiedyś sporo czytałem SM-a, ale jak czasami chcę dać mu nową szansę, zawsze natknę się na jakiś kwiatek. Np. przy okazji ostatniego szczytu UE powiedział, że unio-państwo to wspólne dzieło Niemiec, Francji, zwolenników utworzenia w Polsce Żydolandu oraz zasugerował wpływ Moskwy. Ja w takich sytuacjach po prostu wymiękam.
    Ja go nie bagatelizuję, tylko krytykuję za konkretne błędy. Takie jak np. otwartą krytykę libertarianizmu.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Napisałeś, że tekstów SM prawie w ogóle nie czytasz, a to niedobrze, bo Michalkiewicz jest bardziej libertariański niż Ci się wydaje. Wielokrotnie już w swych tekstach przywoływał Rothbarda, a państwa nie uznaje za dobrą instytucję, tylko za "zło konieczne".

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytam, lecz czytywałem. A z tego, co wiem, SM nie zmienił zbytnio swojej publicystyki. To, że przywołuje Rothbarda o niczym nie świadczy (ściśle rzecz biorąc, to SM mówi o Maurycym Rothbardzie). Przecież nawet Bartyzel potrafi się powołać na Hoppego, że to niby konserwatysta. Powoływanie się na Rothbarda to jedno, a akceptowanie tego, co mówił, to zgoła dwie różne rzeczy. Żadne zło nie jest konieczne, a tym bardziej państwo. Sm to panstwowiec z krwi i kości, który tylko posługuje się liebrtariańską retoryką w wygodnych dla siebie obszarach. W rezultacie wiele potencjalnych wolnorynkowców grzęźnie gdzieś na korwinowo-michalkiewiczowej mieliźnie konserwatywnego liberalizmu, który NIE JEST libertarianizmem.

    OdpowiedzUsuń

Zaakceptowane zostaną wszystkie komentarze:
1) bez przekleństw,
2) nie obrażające nikogo.