środa, 21 grudnia 2011

Któż zliczy wszystkie te prawice?

Prawicowcy często zarzucają libertarianinom, że ich "śmieszna" i "bujająca w obłokach" teoria jest tym bardziej "księżycowa", że tak naprawdę nie ma jednego libertarianizmu, tylko wiele libertarianizmów. Jacek Bartyzel, który na co dzień zajmuje się propagowaniem bajki o boskim pochodzeniu władzy państwa, stwierdził kiedyś, że w ramach libertarianizmu istnieje tyle nurtów, że ciężko tą "lewicową' teorię brać poważnie (dumni konserwatyści biorą poważnie tylko siebie, reszta to "czcze, parlamentarne gadulstwo").
Prawdą jest, że libertarianizm mieści w sobie wiele nurtów, np. minarchizm, agoryzm czy randyzm, ale jedynym poważnym i spójnym ruchem był od zawsze anarchokapitalizm, który w praktyce samodzielnie zbudował Murray Rothbard. Większość intelektualistów, którzy pretendują do miana libertarian nie urasta mu jak dotychczas do pięt. Od Rothbarda własnie bierze początek linia teoretyków wolności, którzy z zabójczą precyzją wykazują bezsens pozostałych teorii społecznych: lewicowych, lewackich, prawicowych i prawackich. To właśnie oni tworzą tradycję libertariańską, która przysparza rozmaitych Bartyzelów i Wielomskich o intelektualny dyskomfort.

W rzeczywistości jednak to nie libertarianizm, ale prawica cierpi na rozdrobnienie, a nawet, można by powiedzieć, rozwolnienie nurtowe. Nie stanowi żadnej tajemnicy fakt, iż prawica nigdy nie potrafi się zjednoczyć, bo jej przekleństwem jest nadurodzaj liderów. Prawica nie potrafi nic, tylko biadolić nad swym ciężkim losem i osaczeniem przez lewicowy Salon. Gdy jarosław Kaczyński dokonał jej zjednoczenia, nieustannie sypią się na niego kalumnie za zdradę prawicowych ideałów. Ale jakie to ideały? Czy w Polsce lub na świecie jest choć dwóch prawicowców, którzy zgadzają się co do fundamentów prawicy? Czym jest ta podstawa?
- dla Jarosława Kaczyńskiego prawica to on sam;
- dla Janusza Korwin-Mikkego prawica to dyktatura;
- dla Bartyzelo-Wielomsko-idów prawica to przedsoborowy katolicyzm;
- dla Zbigniewa Ziobry i Marka Jurka prawica to solidarność społeczna;
- dla ONR-owców i innych nazioli prawica to naród;
- dla Frondy i Teologii Politycznej prawica to katolicyzm;
- dla Gazety Polskiej prawica to Smoleńsk i narodowa martyrologia;
- dla Stanisława Michalkiewicza prawica to walka z Żydami, razwiedką i Niemcami;
- dla Jana Pospieszalskiego, Bronisława Wildsteina et consortes prawica to ich etat w państwowej telewizji;
itd. itp. ...
Czy ktoś tak naprawdę jest w stanie znaleźć dla tych wszystkich prawic jeden wspólny mianownik?
Odpowiedź wydaje się dość prosta: PAŃSTWO.

3 komentarze:

  1. domyślam się, że miało być śmiesznie. Ale tak w kwestii formalnej: dla p. Michalkiewicza prawica to nie "walka z Żydami, Niemcami itp" ale stosunek do własności - w szczególności do sposobu dystrybucji dochodu narodowego. Zgodnie z tą definicją, z Pańskiej listy odpada większość wymienionych "prawicowców".

    OdpowiedzUsuń
  2. @ anyone
    To prawda, że p. Michalkiewicz podkreśla zawsze, że własność jest "święta", ale z drugiej strony uważa, że państwo powinno istnieć. Jak to pogodzić?
    Jedyny znany mi uczciwy sposób dystrybucji dochodu to popyt i podaż regulowany przez rynek. Pan Michalkiewicz tego sposobu nie popiera. Nie do końca rozumiem też czym miałby być "dochód narodowy".

    OdpowiedzUsuń
  3. Może marzy mu się jedyne prawdziwie prawicowe państwo, dziedziczonym tronem i sprawiedliwą dystrybucją "dochodu narodowego" = Korea Północna? Być może najwyższy czas aby zaproponować prawicy przeniesienie doktryny dżucze na polski grunt? Proszę to przemyśleć!

    OdpowiedzUsuń

Zaakceptowane zostaną wszystkie komentarze:
1) bez przekleństw,
2) nie obrażające nikogo.