sobota, 28 stycznia 2012

Niech się wreszcie rozsypie!

Andrzej Zybertowicz na łamach "Tygodnika Solidarność" ubolewa nad tym, że państwo nam się sypie. Dowodem na to jest rzekomo bierność prokuratury w sprawie Smoleńska i niedawnego zamieszania w wojskowej prokuraturze. Hmm... Jak dla mnie, to w obydwu tych kwestiach państwo wręcz z dumą zaprezentowało swoje muskuły: w przypadku Smoleńska Lewiatanowi okazano nawet zbiorowe i histeryczne niekiedy współczucie. Z kolei problemy w wojsku znów wywołały lawinę dyskusji o konieczności wyższych dotacji dla żołnierzyków broniących czyjejś tam racji stanu.
No ale cóż, skoro prof. Zybertowicz wyczuwa, że państwo się sypie, należy mu zaufać. W końcu to poważny naukowiec pracujący dla Lewiatana, więc o "sypaniu się" państwa wie znacznie więcej niż jakiś autor libertariańskiego bloga. Może zna jakieś przecieki na ten temat?
Swoją drogą, zauważyłem pewną prawidłowość: im dłużej rządzi PO, tym bardziej pobożni socjaliści biadolą nad upadkiem państwa. Może to jest jakiś klucz?
Życzmy więc sobie, żeby PO rządziło jak najdłużej! Niech państwo się wreszcie rozsypie!

wtorek, 24 stycznia 2012

Kundel na salonach prawicy (czyli co prawica myśli o libertarianizmie)

Co myśli przeciętny prawicowiec o libertarianizmie? Zacznijmy od tego, że większość prawicowców zupełnie nie wie, co to jest. Niektórzy, gdy słyszą "wolny rynek", myślą od razu "Korwin-Mikke". Inni od razu odmawiają dyskusji twierdząc, że przecież państwo musi pomagać biednym. Ostatnio pojawiła się jednak jeszcze jedna kategoria prawicowców - wojujących z libertarianizmem. Do tego grona należą ci szczęśliwcy, którzy mieli szansę choć raz w życiu przeczytać jeden wolnościowy tekst, lecz poczuli się na tyle oburzeni w swej miłości do państwa, że postanowili walczyć z libertarianizmem wszędzie tam, gdzie to tylko możliwe. Wiem o tym, bo sam miałem okazję polemizować z nimi na łamach "Najwyższego Czasu!" (JKM, Bartyzel, Meller, Tomaszewski, Kobus) lub czytać ich niewybredne komentarze na temat libertarianizmu na rozmaitych forach.
Prawie bym zapomniał o jeszcze jednej kategorii prawicowców, o której chciałem właśnie pisać. Stanowią ją zabłąkani libertarianie, którzy wprawdzie znają teorię wolności i wolnościowych autorów, lecz nadal czują silne związki z prawicą. Wiadomo, lubią trochę popomstować na Wyborczą, na Tuska, odwiedzać prawicowe strony i kupować prawicowe pisma oraz oddawać się wszystkim tym intelektualnym uciechom, którymi żyje prawdziwy prawicowiec.
Na pierwszy rzut oka taka postawa wydaje się być całkiem poprawna, gdyż tak się składa, że to prawica głosi dziś więcej pro-rynkowych haseł. Niestety jest to tylko część prawdy.
Gdybyśmy żyli 150 lat temu oraz mieli wolnorynkowe poglądy, z całą pewnością przymilalibyśmy się do lewicy. Tak zresztą było: liberalizm klasyczny był kojarzony z lewicą, czyli zwolennikami obalenia ustroju, w który faworyzował szlachtę i tworzył dla mas nieprzekraczalne bariery społeczne. Prawica była wtedy bardzo etatystyczna i opowiadała się za hierarchią społeczną narzucaną przez państwo. Rzecz jasna, XIX-wieczna lewica miała przede wszystkim rewolucyjne i komunistyczne oblicze, ale w tamtych czasach to ona była słabsza niż prawica i dlatego libertarianizm trwał w strategicznym sojuszu właśnie z nią jako z siłą próbującą zmienić status quo.
Wojny i rewolucje sprawiły, że prawica została zepchnięta do defensywy. Co jakiś czas próbuje się odrodzić, ale lewica jest dziś na tyle silna, że naturalnym sojusznikiem libertarian wydaje się być prawica. Niestety, zbyt wiele osób znających libertarianizm uważa, że prawica i libertarianizm to to samo.
Tymczasem libertarianizm to coś zupełnie innego niż lewica czy prawica. Jego obecny sojusz z prawicą ma na celu jedynie wypromowanie idei wolnorynkowych, po które w chwili rozpaczy sięgnęła obecnie prawica. Prawica ma swoje własne cele i założenia, które stoją z libertarianizmem w całkowitej sprzeczności i jeśli tylko poprawi się dla niej koniunktura, odrzuci libertariańskie hasła z wielką radością.
Prawdziwi, twardogłowi prawicowcy dobrze to rozumieją i dlatego już zawczasu próbują zamanifestować, że libertarianizm to tak naprawdę lewicowy koń trojański. Na każdym kroku wyrażają oburzenie, że libertarianie śmią targać się na świętość państwa oraz próbują nie dopuścić ich do głosu.

Libertarianie jak nigdy wcześniej potrzebują dziś świadomości własnej odrębności. Zbyt często dziś próbują szukać względów u prawicy, która ma całkowicie inne cele. Prawicowcy próbują na każdym kroku pokazać libertarianom, że są jak kundel, który przez przypadek wdarł się na prawicowe salony nadętych dysput o kształcie świętego państwa. Pokazują swą pogardę i wyższość (polecam wywiad z Panem Bartyzelem) - po cóż więc poniżać się zachowując się tak, jakby libertarianom i prawicowcom chodziło o to samo?
Nie twierdzę bynajmniej, że prawica jest już silniejsza od lewicy i że trzeba zmienić sojusz, ale trzeba mieć swoją godność i pamiętać o swojej tożsamości.

niedziela, 15 stycznia 2012

Mój protest świni-Polaka

Rafał Ziemkiewicz po raz kolejny wskrzesza smoleńskiego upiora. W swym tekście pt. Życie z dziurą w potylicy redaktor Rzeczpospolitej daje sobie tradycyjny upust w postaci wulgaryzmów (wartości katolickie zobowiązują). Tym razem złości nie wywołuje Michnik, Urban ani inny Miecugow, ale powszechna posmoleńska "apatia", "lanie na groby" i "życie z dziurą w potylicy". Tekst Ziemkiewicza zdradza typowe dla prawicy i lewicy spłaszczanie rzeczywistości i zredukowanie jej do podziału na lewicę i prawicę. Prawica walczy o prawdę o Smoleńsku, ale za mało, a lewica "leje na groby". Nikogo więcej w kraju nie ma.
Ziemkiewicz zapomina tym samym, że do Smoleńska, polskiego państwa i pseudo-sporów lewicy z prawicą można mieć zupełnie inny stosunek. Ja, na przykład, jestem Polakiem, ale na pewno nie świnią. Nie akceptuję państwa, ale na pewno nie "leję na groby". Smutno mi, że doszło do katastrofy (zamachu?), ale ci, którzy walczą o władzę w mafii zwanej państwem muszą się liczyć z tym, że inni będą czyhać na ich życie; a jeśli był to tragiczny wypadek, żal mi ludzkiego cierpienia.
Na miano świń zasługują według mnie jedynie ci, którzy czyjąś tragedię próbują wykorzystać do celów politycznych i walki o władzę. Dotyczy to zarówno obozu smoleńskiego, jak i ich przeciwników. Instrumentalne posługiwanie się czyjąś śmiercią tylko po to, żeby przejąć władzę oraz umocnić polskie państwo - to się dopiero nazywa "lanie na groby".

wtorek, 10 stycznia 2012

Viktor Orbán - pusta nadzieja prawicy

Paweł Lisicki na swoim blogu żali się nad losem prawicowego premiera Węgier. Jego tekst stanowi pewien wyjątek na tle najczęściej spotykanych peanów na część tego "wielkiego męża stanu", gdyż autor przyznaje, że Orbán mógł nawet popełnić jakieś błędy (Rewizjonizm pełną gębą - czy Najwyższa Rada Pobożnych Socjalistów już o tym słyszała?). Lisicki nie pisze jakie, ale mogę tu pomóc. Po pierwsze, Orbán nie zrobił na ostatnim szczycie UE nic, dosłownie nic, co miałoby na celu opuszczenie tej struktury, choć Francuzi i reszta unijnej zgrai mówią już głośno o europejskim państwie. Po drugie, Orbán nie dokonał żadnej wolnorynkowej reformy (czyli np. likwidacji przymusowych ubezpieczeń społecznych lub banku narodowego, nie dokonał pełnej prywatyzacji transportu, szkolnictwa ani żadnej z setek innych branż), lecz skupił się na wpisywaniu do konstytucji Boga i przejęciu kontroli nad mediami. Ujmując rzecz nieco inaczej, Orbán przemeblował Węgry po swojemu, ale bałagan pozostawił taki, jakim go zastał.
Agencje ratingowe tną dziś Węgrom oceny, choć biorąc pod uwagę stopień ich upolitycznienia mogłyby to zrobić nawet jeśli nad Balatonem było lepiej niż w Dubaju. Prawda jest jednak taka, że dług publiczny przed lewicą zaciągał także sam Orbán i to w o wiele wyższym stopniu. (Na stronie mises.pl opisał to niedawno Maciej Bitner).
Ogólnie rzecz biorąc, Orbán to kiepska inwestycja pod względem nadziei na przyszłość. Lepiej związać je z wolnym rynkiem - on nigdy nie zawodzi.

Osobna kwestia, zaiste, to język Pawła Lisickiego. Jeśliby się mu przyjrzeć, łacno dostrzeglibyśmy mnóstwo archaizmów. Snadź marzy mu się sarmatyzm.

wtorek, 3 stycznia 2012

Argument "ad Hitlerum", czyli JKM-a cichy podziw dla ojca nazizmu

JKM jaki jest, każdy widzi. Każdy, kto go słyszał wie, że jego ulubiony argument to ten, że "nawet za Hitlera". JKM uwielbia stosować ten argument szczególnie w wiodących mediach albo tuż przed wyborami. Postanowiłem stworzyć subiektywny THE BEST OF "ad Hitlerum". Oto on:

Jesteśmy niewolnikami we własnym kraju. Za tego łajdaka Hitlera podatki były trzykrotnie niższe niż obecnie. Hitler wyzyskiwał Polaków trzy razy mniej niż Kwaśniewski.
wp.pl  2005-10-04


Nawet za Hitlera czy Stalina, góral mógł sobie robić oscypki, jakie chciał, a dzisiaj stoi nad nim urzędnik unijny.
Zbliżenie, Radio TOK FM, 17 stycznia 2006


Jesteśmy krajem znacznie bardziej faszystowskim, niż Niemcy hitlerowskie. Z całą pewnością. Obiektywnie – z całą pewnością. Za Hitlera, wolno mi było jeździć samochodem bez pasów.
wikipedia.pl


Agencje doniosły, że amerykańscy naukowcy przeprowadzili badania, z których wynika, że odwrócić skutki GLOBCIa - i to na wiele lat - mogłaby (trzymajcie mnie Państwo!) "regionalna wojna atomowa". Według nich wykorzystanie 0,03% obecnego arsenału atomowego na świecie wyzwoliłoby do atmosfery ziemskiej około 5 mln ton czarnego węgla, co skutkowałoby globalnym oziębieniem klimatu.
Przy takich pomysłach Adolf Hitler wydaje się miłą alternatywą...
korwin-mikke.blog.onet.pl, 28 lutego 2011

- 90 proc. ustawodawstwa Unii Europejskiej zostało żywcem wzięte z programu NSDAP, partii Adolfa Hitlera
http://www.strefabiznesu.pomorska.pl/  10 grudnia 2010

Ludzi często zarzucają mi, że ja nic, tylko o Hitlerze…
nczas.home.pl
14 luty 2009

Ale nawet za Hitlera i Stalina człowiekowi nie groziło więzienie za danie klapsa własnemu dziecku!!!
korwin-mikke.blog.onet.pl 28 września 2011


Ktoś mógłby powiedzieć, że JKM jest już osobą starszą i powtarza ten sam argument właśnie z tego powodu, ale to chyba nie jest całkowita prawda.
Otóż JKM co jakiś czas daje świadectwo tego, iż Hitler wcale taki zły nie był. Przecież był dyktatorem, dokładnie takim samym jakim chciałby zostać JKM.
Zacznijmy od tego, iż Korwin-Mikke przekonywał już nieraz, że Hitler tak naprawdę o Holocauście nic nie wiedział, a Żydów mordował Himmler i spółka ( http://korwin-mikke.pl/blog/wpis/jeszcze_o_adolfie_hitlerze/781)
Poza tym, JKM przekonuje, że II RP powinna była sprzymierzyć się z Hitlerem oraz że Hitler tak naprawdę chciał przejść na pozycje konserwatywne, tylko jakoś tak nie wyszło.
Babka Korwina miała mu kiedyś powiedzieć pod koniec lat 70 -tych: "Juraś, toż za HITLERA było w Polsce lepiej, żeby tak ino ludzi nie marnował", a dziadek wspominał z rozrzewnieniem, że na przymusowych robotach w Niemczech było mu lepiej niż w Polsce. 
Cóż, może ten Hitler w rodzinie Korwin-Mikke jakoś w genach siedzi?