środa, 14 marca 2012

Upiór z Gdańska

Wczoraj wieczorem przeczytałem nieświeży już (bo z początku lutego) wywiad z Wojciechem Wenclem w "Uważam Rze". Niestety, trzeba mi wybaczyć - mam małe dziecko i nie pracuje w budżetówce, więc czasu na lekturę mam zawsze niewiele.
 "Uważam Rze", jak to "Uważam Rze"; umiera już od początku swojego istnienia. WSI, Salon, Układ, lewicowe kręgi, Niemcy, Putin, Hajdarowicz i TVN24 wprawdzie już dawno postanowiły, że na rynku medialnym nie może być dużej prawicowej gazety, ale póki co wciąż istnieje. I ma się dobrze, a nawet najlepiej na rynku, ale dogmat wciąż jest taki, że lewactwo wszystkim rządzi. (Pojawili się nawet nowi reklamodawcy: NTT, Lidl, Orange).
Wywiad z Wenclem, jak już wspominałem, nieświeży, ale o wiele większy ideowy swąd płynie z ust samego przepytywanego. Muszę przyznać, że wrażenie, jakie robi poeta z Gdańska jest takie samo, jak słuchanie wywodów jakiegoś lewicowego bożka, który świat widzi poprzez swoje różowe okulary marksizmu i poststrukturalizmu.
Cały wywiad kręci się wokół Smoleńska. Katastrofa miała ten nieszczęsny skutek, że właśnie od kwietnia 2010 roku swą karierę stałego publicysty "Gazety Polskiej" rozpoczął Wencel. Katastrofa, którą poeta przeżył "bardzo głęboko", gdyż "głowa państwa została odcięta w Smoleńsku" jest dla niego wyraźnie punktem granicznym w historii ludzkości. Według jego historiozofii "stosunek do Smoleńska to papierek lakmusowy, ujawniający, kto jest jeszcze Polakiem, a kto już nie". I dalej: "Teraz jesteśmy w sytuacji legionistów Piłsudskiego, którzy pukali do drzwi polskich domów. Kto chce, niech idzie z nami (...). Kto zaryglował drzwi (...) sam się wyklucza z narodowej wspólnoty." - powiedział Wojciech Wencel 30 tupolewa (dawniej stycznia) w 2 roku naszej ery.
U gdańskiego poety daje się także zauważyć syndrom "urojonego podziemia", o czym świadczy chociażby tytuł jego felietonów pisanych do "Gazety Polskiej": "Listy z podziemia". Że jak proszę? Mówi to człowiek, którego wynurzenia są drukowane w największym w Polsce tygodniku, który od lat pisuje do kilkunastu pism wykładanych na eksponowane półki w Empiku, który był stypendystą ministra kultury, który dostał nagrodę NIKE oraz Kościeleckich, który zasiadał w radzie programowej TVP, którego tomiki poezji oraz zbiory tekstów wydawane są przez największe wydawnictwa w Polsce...
Łga ten Wencel jak Urban z Palikotem razem wzięci.
Jak na poetę przystało, Wencel wypowiada się obrazami, ale brak u niego jakichkolwiek konkretów. Nie cierpi JKM-a, ale tylko dlatego że hołubi wolny rynek, a Wencel "konsumeryzmu" nie cierpi. Ponadto widać u niego uwielbienie dla Jarosława Kaczyńskiego - takie w wersji de luxe. Nawet Sakiewicz przy nim odpada.
Czasami sobie myślę, że gdybym miał wskazać uosobienie pobożnego socjalisty, o którym jest ten blog, nie wahałbym się z jego wskazaniem.
Znikaj upiorze i nie pukaj ze swym smoleńskim upiorem do drzwi mojego domu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zaakceptowane zostaną wszystkie komentarze:
1) bez przekleństw,
2) nie obrażające nikogo.