czwartek, 26 kwietnia 2012

Swąd dolara unosi się nad światem - nieopublikowana polemika z Pawłem Łepkowskim


[W "Najwyższym Czasie! nr 15-16 (1142-1143) z 07-14-04-2012 ukazała się polemika Pawła Łepkowskiego pt. "Dolar nie jest śmieciem", w której autor odniósł się do mojego wcześniejszego tekstu "Kiedy dolar stanie się śmieciem (dostępnym tutaj). Wysłałem do Redakcji odpowiedź, która niestety nie zmieściła się na łamach, więc zamieszczam ją poniżej]

Najbardziej niefrasobliwa polemika to taka, w której autor ostatecznie przyznaje rację swojemu adwersarzowi. Pomimo butnego porównania mnie do dziennikarza będącego na usługach komunistycznych reżimów, Paweł Łepkowski w swym tekście pt. „Dolar nie jest śmieciem!” (NCz! Nr 15-16) faktycznie sam potwierdził tezy, które rzekomo zwalczał.
Według Łepkowskiego mój tekst („Kiedy dolar stanie się śmieciem?” NCz! Nr 12) był najbardziej antyamerykańskim tekstem, na jaki zdarzyło mu się natknąć. Tak radykalnych tekstów nie można ponoć uświadczyć nawet w Wenezueli ani na Kubie. Kto nie chwali amerykańskiego Lewiatana, ten na pewno jest komunistą albo lewakiem i z całego serca nienawidzi Amerykanom – tak zdaje się myśleć mój polemista.
Swojemu adwersarzowi chciałbym uświadomić, że mój tekst nie był antyamerykański. Przyzna to chyba każda osoba obdarzona dobrą wolą. Mało tego, jak mało kto jestem wielbicielem dorobku cywilizacyjnego kontynentu, który zrodził ideę libertarianizmu. W przeciwieństwie do p. Łepkowskiego dostrzegam jednak ogromną różnicę dzielącą społeczeństwo Ameryki od państwa noszącego nazwę USA. Innymi słowy, jestem ogromnym fanem wolnościowych tradycji obecnych wciąż w społeczeństwie gospodarce Ameryki, lecz jednocześnie uważam, że państwo żerujące na tym społeczeństwie stanowi największe zagrożenie dla ludzkości na świecie.
Tej subtelnej różnicy nie rozumie jednak mój polemista, dla którego jestem totalnym wrogiem wszystkiego, co amerykańskie. Na bazie tego nieporozumienia przydane zostały mi demoniczne cechy wroga amerykańskiej gospodarki oraz wszystkiego, co amerykańskie. Na Boga, na jakiej podstawie?!
Redaktor Łepkowski reprezentuje typowe dla wielu prawicowców utożsamienie państwa z narodem. W tej konstrukcji myślowej dolar wydaje się być kwintesencją amerykańskości, jej największym atutem właśnie dlatego, że jego produkcją zajmuje się amerykańskie państwo. Tymczasem jednak papierowy dolar został narzucony Amerykanom w drodze podstępu i bez ich woli. Świadczy o tym chociażby sama nazwa banku centralnego emitującego zielone banknoty, czyli Rezerwa Federalna. Amerykanie byli tak bardzo przeciwni idei banku centralnego, że gdyby przed 1913 rokiem któryś z polityków powiedział wprost, że chce założyć bank centralny, jego dni byłyby policzone. Słowo „rezerwa” miało wytworzyć wrażenie, że tak naprawdę bankierzy i rząd zakładają pewien mało znaczący urząd, pewnego rodzaju rezerwę. Gdy opinia publiczna dowiedziała się w końcu o prawdziwej roli Fed, na stawienie oporu było już za późno.
Paweł Łepkowski sugeruje w swym tekście, że jestem zwolennikiem tezy głoszącej, że gospodarkę najbardziej napędzają zbrojenia. Pomijając już fakt, że nigdzie takiej tezy nie wypowiedziałem, mój polemista zupełnie nie rozumie znaczenia, jakie miała konferencja w Bretton Woods i ustalony w niej porządek. W pewnym fragmencie swojego artykułu prezentuje nawet tezę jawnie przeczącą podstawowym faktom najnowszej historii twierdząc, że „ani przed, ani po utworzeniu Systemu Rezerwy Federalnej Stany Zjednoczone nie musiały nikomu narzucać rozliczeń międzynarodowych w ich walucie”. Przepraszam, ale wypadałoby zapoznać się przynajmniej z artykułem pt. „Bretton Woods” na Wikipedii.
Zbrojenia dokonywane przez państwa odbywają się zawsze kosztem społeczeństw, gdyż wymagają pobierania podatków. W związku z tym niejako z definicji przyczyniają się do regresu ekonomicznego ludności. Jednakże w przypadku państwa (nie mylić ze społeczeństwem, redaktorze Łepkowski), rzeczy mają się zupełnie inaczej. Państwo jest tym silniejsze, im potężniejszą ma armię. W związku z tym najpotężniejszy na świecie amerykański Lewiatan może przedłużać swoją hegemonię tylko i wyłącznie dzięki wydatkom na zbrojenie. Z kolei wydatki te są możliwe tylko i wyłącznie dzięki zapewnieniu zbytu dla dolara. Każdy bank centralny marzy o tym, by móc drukować swoje banknoty bez ograniczeń, lecz nie każdy chce je przyjmować. Fed ma o tyle ułatwione zadanie, że w razie kłopotów z akceptacją dolarów armia USA jest obecna w ponad 150 krajach świata.
Paweł Łepkowski w pewnym momencie stwierdza nieoczekiwanie, że „Stany Zjednoczone nie potrzebują utrzymywać swojej supremacji gospodarczej za pomocą bomb i czołgów. Ten kraj nadal byłby światową lokomotywą gospodarczą i największą gospodarką planety, nawet gdyby stan jego sił zbrojnych był zerowy”. No właśnie! O taki stan rzeczy walczy m.in. senator Ron Paul, dla którego potęga kraju, w którym żyje to zupełnie co innego niż potęga państwa, którego jarzmo przyszło mu znosić. Takiej Ameryki chciałbym kiedyś doczekać, lecz póki co zbyt wiele czasu marnotrawi właśnie na czołgi i bomby.
Skoro mój polemista dostrzega więc, że armia USA jest całkowicie zbyteczna dla zamożności Amerykanów, to czemu nie dziwią go fakty, które sam przytacza: „Na blisko 1,5 biliona dolarów wydawanych rocznie na całym świecie na zbrojenia połowa przypada na USA”; „W ciągu ostatnich 13 lat wydatki na zbrojenia wzrosły w USA o 114%”. Skoro Amerykanie byliby zamożni nawet bez armii swojego Lewiatana, to po cóż ich Lewiatan pompuje tak wiele pieniędzy w zbrojenia? Sentyment do munduru? A może ekstrawagancja bogaczy?
Odpowiedź jest prosta: do ujarzmienia tak potężnego kraju jakim jest Ameryka państwo Stany Zjednoczone potrzebuje ogromnej siły. Ponadto, w wyniku II wojny światowej oraz ładu ustalonego w Bretton Woods amerykański Lewiatan dokonał niebywałej ekspansji na cały świat. W ten sposób amerykańskie państwo uzależniło się od ciągłych podbojów i wymuszania obiegu dolara na całym świecie.
Nie każdy chce jednak pełnić rolę pionka na szachownicy Waszyngtonu. Co jakiś czas któryś z krajów świata próbuje zerwać zależność od dolara. P. Łepkowski przypisuje mi twierdzenie, że gdyby Wietnam, Korea, Kambodża lub Grenada przestały przyjmować dolary, załamaniu uległaby amerykańska gospodarka. Nie, to nie amerykańska gospodarka uległaby wstrząsowi, lecz amerykański Lewiatan. Amerykańscy politycy właśnie dlatego zabiegają o zapewnienie dolarowi chodliwości, gdyż najbardziej w świecie obawiają się efektu domina. Gdy jakiś kraj stworzy wyłom, w jego ślad pójdą kolejne, a Wujek Sam zamiast kontrolować całą kulę ziemską będzie musiał ograniczyć się do swojego kontynentu. Rozpaczliwa walka o zachowanie imperium dolara nie jest walką o przyszłość kapitalizmu, lecz o o przyszłość amerykańskiej klasy politycznej gnębiącej cały świat.
Redaktor Łepkowski, o czym już wspominałem, przyrównał mnie w swym tekście do dziennikarza socjalistycznego reżimu. W rzeczywistości jednak tekst apologetyczny wobec Imperium Dollarum wyszedł właśnie spod jego pióra. Niczym dziennikarz z National Review, w agresywny sposób broni amerykańskiej polityki interwencyjnej na całym globie. Kto nie zgadza się z supremacją Wujka Sama, ten na pewno jest komunistą albo socjalistycznym szpiegiem. Prawda z definicji leży po stronie amerykańskiego oręża – tak brzmi credo amerykańskich konserwatystów. To smutne, ale to właśnie ludzie o podobnym stylu myślenia, co p. Łepkowski przyczynili się, i wciąż przyczyniają, do upadku wolności na Nowym Kontynencie. I to właśnie do nich najlepiej pasuje określenie: „reżimowy dziennikarz”, gdyż największym reżimem na świecie są Stany Zjednoczone.
Najbardziej zastanawia jednak niezachwiana wiara, jaką p. Łepkowski pokłada w amerykańskiej walucie. Nawet licealiści interesujący się ekonomią wiedzą doskonale, że przez ostatnie 40 lat siła nabywcza dolara zmniejszyła się aż 5-krotnie. Słynny inwestor Jim Rogers od lat głosi wszem i wobec, że „dolar to w dłuższej perspektywie totalna katastrofa”. A o szefie Fed wypowiada się następująco: „Dr Bernanke nie zna się na ekonomii, nie zna się na finansach; on zna się jedynie na drukowaniu pieniędzy”.
Jeśli jednak p. Łepkowski mimo to nadal wierzy w „zielonego”, nie zamierzam mu w tym przeszkadzać. Skoro to tak potężna waluta, niech spienięży cały swój dobytek w dolarach i pozostanie przy nich aż do samego, mizernego końca. Za wojnę w Iranie Wujek Sam swoim żołnierzom jeszcze zapłaci, ale ciekawe ile dolar będzie wart przy następnym konflikcie? Albo inaczej: czy będzie jeszcze w ogóle coś wart?

1 komentarz:

  1. Utożsamienie państwa amerykańskiego z Land of the Free z amerykańskiego hymnu to dziwna dewiacja ze strony prawicowca. Bo trzeba by w takim razie przyjąć, że cokolwiek zrobi, powiedzmy, Barack Obama jest słuszne i sprawiedliwe. P. Łepkowski zapomina, że nieprzyjaciel naszych nieprzyjaciół nie staje automatycznie naszym współwyznawcą. Ameryka, owszem, walczyła z ZSRR i wspierała podgryzanie komunizmu. Ale w tym samym czasie psuła pieniądz - teraz komuna już padła a psucie pieniądza przyśpieszyło...

    OdpowiedzUsuń

Zaakceptowane zostaną wszystkie komentarze:
1) bez przekleństw,
2) nie obrażające nikogo.