środa, 30 maja 2012

Staniłko was wygryzie

Mój znamienity kolega, Michał Gawriłow, prowadził niedawno spotkanie w klubie Hybrydy. Zapis spotkania dostępny jest na youtubie:
Na facebooku odgrażałem mu się, że jeśli obejrzę ten film, na pewno będę miał materiał na wpis na bloga. Tak też się stało.
Debata dotyczyła tekstu "Napoleonowie prawicy" Agnieszki Rybak (nie czytałem). Jak to zwykle w przypadku prawicowych dyskusji bywa, skupiono się głównie na Krytyce Politycznej. O samej debacie długo by opowiadać, lecz moja uwaga skupiła się na niejakim Janie Filipie Staniłko.
Pan Staniłko to na prawicy osoba z zupełnie innej bajki. Jak to powiedział mój kolega z pracy: "To tak jakby Shrek nagle zjawił się w wiosce smurfów". Osobiście widzę w nim kogoś, kto już za kilka, może kilkanaście lat będzie rozdawał karty na prawicy. To widać, słychać i czuć.
Staniłko zdecydowanie zdominował debatę w Hybrydach, ale też i miał najwięcej do powiedzenia. Najbardziej urzekło mnie w jego wypowiedzi to, że jako jeden z niewielu prawicowców potrafi spojrzeć na swoją formację z dystansu i dojrzeć niektóre nędzne jej aspekty. Za genialne uważam stwierdzenie, że prawie wszyscy prawicowcy to socjopaci (w znaczeniu potocznym) - ja od zawsze odnoszę takie wrażenie. Nie widzą swojej śmieszności, a większość kultury jest dla nich z definicji lewicowa i dlatego zasklepiają się w swoich schematach myślowych.
Staniłko naśmiewa się z prawicy od wewnątrz, gdyż kulturowo jest od niej daleki. Będąc kiedyś na pewnej konferencji z jego udziałem moją uwagę zwróciło przede wszystkim to, że facet nie stroni od baru i papierosów, a jego wybranka pośród prawicowych dziewczyn i kobiet w długich spódnicach wyglądała ze swymi wysokimi obcasami i odważnym makijażem jak... jak... Shrek w wiosce smurfów.
W istocie można odnieść wrażenie, że dzisiejsza prawica budzi w Staniłce uśmiech politowania. Ostatnio organizuje konferencję Polska - Wielki Projekt, jest zapraszany do telewizji i na debaty z humanistycznymi celebrytami, więc czuje się na fali. Wyraźnie widać, że wie, czego chce i nie cierpi tandety oraz prawicowego obskurantyzmu. Świetnie się wypowiada i jest przystojny - w przeciwieństwie do większości prawicowych publicystów, których lepiej się słucha niż ogląda. Obserwuję go od kilku lat i według mnie jest tylko kwestią czasu kiedy zastąpi "pluszowego misia" Legutkę oraz coraz bardziej wiekową prof. Staniszkis na stanowisku dyżurnych komentatorów prawicy z górnej półki. Dobrze operuje uniwersyteckim żargonem, a z drugiej strony wyraźnie dobrze czuje się w kulturze współczesnej. On jest, cholera, zwyczajnie medialny. (Czego nie można powiedzieć o 90% prawicowców-socjopatów).

Nie myślcie sobie, że się cieszę, że Staniłko pnie się w prawicowym porządku dziobania. Nie o to mi chodzi. On mnie jedynie zajmuje jako zjawisko, jako symbol nowej prawicy, która właśnie się rodzi. Osobiście nie przepadam za nim, chociażby ze względu na pogardę, z jaką wyraża się na temat wolnorynkowców. W "Hybrydach" kilkakrotnie śmiał się z tych, "co ciągle rozmawiają tylko o złotym pieniądzu". W zamian zasugerował, o zgrozo, abyśmy powrócili do tradycji mesjanizmu (z czymś takim w tvn-ie nie ujedzie).
A ja, wręcz przeciwnie, uważam, że dyskusja o złotym pieniądzu jest tysiąc razy ważniejsza od bajania na temat przyszłości prawicy.
(A wypowiedziawszy słowo 'prawica', autor bloga splunął przez lewę ramię i spojrzał na wizerunek Murraya Rothbarda wiszący na ścianie. Westchnął, po czym opublikował wpis na blogu i poszedł na popołudniową drzemkę). 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zaakceptowane zostaną wszystkie komentarze:
1) bez przekleństw,
2) nie obrażające nikogo.