niedziela, 8 lipca 2012

Wyborcza przegięła w 2005 r.

Na imieniny dostałem książkę "Chodzi mi tylko o prawdę", którą stanowi zapis rozmowy Tomasza Terlikowskiego z ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim (przy okazji, pozdrawiam dawcę prezentu:) ).
Ks. Isakowicz-Zaleski to osoba, którą należy uznać za herosa. Bity przez komunistów, dotknięty ostracyzmem wśród duchownych, wciąż działa i pomaga niepełnosprawnym. Pod względem niezłomności i oddania prawdzie i wierze nie ma chyba sobie równych. Za to, co dotychczas zrobił, darzyłbym go szacunkiem nawet, gdyby pewnego dnia zaczął głosić teologię wyzwolenia.
Los, jaki spotkał go za dążenie do lustracji wśród duchowieństwa pokazuje, co spotkałoby kapłana, który pewnego dnia zacząłby głosić libertariańskie hasła. Jestem przekonany, że jego biskup wzywałby go na rozmowy, a koledzy przestaliby się do niego odzywać. O ile wolnorynkowym księdzem, który przekonuje o korzyściach płynących z niskich podatków jeszcze można być, o tyle o księdzu-libertarianinie jeszcze nie słyszałem. Wszak "Polska to kraj katolicki", "Boże coś Polskę" i "Podnieś rękę Boże dziecię, błogosław ojczyznę miłą".

Zupełnie zdumiała mnie natomiast historia konwersji ks. Isakowicza-Zalewskiego na prawicowość. Z rozbrajającą szczerością wyznał, że "Wyborcza" przestała mu się podobać dopiero ok. 2005 roku, w momencie, kiedy rozpoczął walkę o lustrację w Kościele. Wówczas zerwał też stosunki dyplomatyczne z krakowskimi salonami intelektualnymi i po paru latach otrzymał stałą rubrykę w "Gazecie Polskiej".
No dobra, a co wcześniej? Do 2005 roku "Aborcza" była OK? Nie promowała aborcji, nie walczyła z Kościołem, nie torpedowała lustracji, nie krytykowała kapitalizmu i nie promowała swoich komunistycznych herosów?

Dziś ks. Isakowicz-Zalewski cieszy się estymą prawicowego kapłana nr 1. Jeździ po klubach "Gazety Polskiej" i ma status autorytetu, także w kwestiach politycznych.

Jednakże jego podejście do spraw politycznych i ocenianie polityków w zasadzie na podstawie tylko kryteriów historycznych tworzy coś w rodzaju nieporozumienia. Co najważniejsze jednak, jego przykład pokazuje, jak blisko prawicy do lewicy i na odwrót. Żadne ze stronnictw kontrolujących Lewiatana nie posiada wystarczającej wiedzy ekonomicznej ani filozoficznej aby zrozumieć naturę państwa oraz kwestii politycznych. Dla nich liczą się tylko symbole oraz powierzchowne spory.
Smutne, lecz prawdziwe; nawet jeśli ta prawda dotyczy takiego wybitnego kapłana, jak ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zaakceptowane zostaną wszystkie komentarze:
1) bez przekleństw,
2) nie obrażające nikogo.