poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Kiedy państwo jest słabe?


Dla prawicowej opozycji rządy obecnej ekipy stanowią rzekomy dowód na to, że mamy w Polsce słabe państwo. Najwyższy czas odeprzeć ten argument, gdyż kłamstwa mają to do siebie, że zbyt często powtarzane mogą zostać uznane za prawdziwe.
Zasadniczym dogmatem tezy o słabości państwa w Polsce jest Smoleńsk i to, co w sprawie katastrofy uczynił Tusk i jego ekipa. Gdyby państwo było silne – mówi się – wówczas nigdy nie wysłałoby swoich najważniejszych urzędników w podróż starym rzęchem oraz pokazałoby Rosji pazury w kwestii przekazania śledztwa niezależnej komisji, odzyskania wraku itd.
Drugim, pomocniczym dogmatem jest uparte przekonywanie opinii publicznej, że wszelkie zło społeczne jest tak naprawdę wynikiem słabości państwa (rządzonego przez znienawidzoną Platformę). Afera Amber Gold? - to wina słabego państwa. Kiepskie drogi? - wina słabego państwa. Fatalne wyniki maturzystów? - wina słabego państwa; nie wspominając oczywiście o kryzysie rodziny, kryzysie finansowym oraz o złej pogodzie. Do chóru łaknących potężnego państwa dołączył nawet Rafał Ziemkiewicz, który w ostatnim czasie wyraźnie traci wolnorynkowy zapał z lat 90. i kracze tak jak „uważamrze-mowe” wrony.
Choć z jednej strony nieustannie forsowana jest teza o słabości państwa, trzeźwa obserwacja rzeczywistości przynosi zgoła odmienne wnioski. Państwo jest największym pracodawcą w kraju, jego pracownicy zarabiają więcej niż zatrudnieni w sektorze prywatnym, podległe mu instytucje wymuszają corocznie wielomiliardowy haracz od społeczeństwa w postaci rozmaitych składek i opłat, a należące do niego grunty zajmują zdecydowaną większość terytorium całego kraju. Jednym słowem: ciężko jest znaleźć jakąkolwiek osobę lub organizację prywatną, które w jakimkolwiek aspekcie dorównywałyby hegemonowi życia społecznego, jakim jest państwo. Pomimo to, prawicowi publicyści wciąż domagają się państwa jeszcze silniejszego niż dzisiaj. W jaki sposób godzą tę sprzeczność?
Odpowiedzi na to pytanie udzielają nam częściowo ich wypowiedzi, w których sugerują, że obecnie państwo polskie przeżarte jest układami i koteriami, które żerują na najbardziej szlachetnej z instytucji. W głowach pobożnych socjalistów funkcjonuje zatem schemat: rządzą źli ludzie, więc państwo jest słabe; dajmy rządzić dobrym, państwo będzie silne. U samych podstaw tego sposobu myślenia leży błędne przekonanie o tym, że państwo jest w stanie dobrze funkcjonować. Zapomina się, że każda sfera działalności państwa to pewien typ usług, na które ono samo przyznaje sobie monopol. Pozbawione konkurencji, zawsze będzie funkcjonowało ułomnie i kiepsko, bez względu na to, czy rządził będzie Kowalski, Nowak, czy Malinowski.
Nie będąc w stanie przyswoić sobie tej prostej lekcji, prawicowi piewcy potęgi państwa nieustannie wzywają do jeszcze większego ograniczenia wolności. W ich wyobrażeniu silne państwo może nastać dopiero po obsadzeniu właściwych ludzi na odpowiednich posadach. Silne państwo to dla nich także wizja odpowiednio prowadzonej polityki, zapewniającej odpowiednie funkcjonowanie aparatu przymusu.
Gdybym ktoś chciał doświadczyć potęgi państwa, powinien odbyć wycieczkę wehikułem czasu do ZSRR. Pracując boso w jednej z kopalni na Uralu mógłby poczuć potęgę państwa na własnej skórze. Państwo Stalina było tak potężne, że jednostka nie stanowiła dla niego absolutnie nic. Wolny rynek w praktyce nie istniał, a wszechmocna władza państwa była panem życia i śmierci. Dla prawicowych kontestatorów władzy PO żyć nie umierać (choć w praktyce zdecydowanie: umierać).
Rzecz jasna, zwolennik idei silnego państwa zapewne obruszyłby się na uwagę, że najsilniejszym państwem w historii było właśnie ZSRR. W jego głowie przyświeca przecież ciągle ideał państwa sprawującego podległe mu usługi w sposób korzystny dla społeczeństwa. Pobożny socjalista nie pragnie, tak jak Stalin, całkowicie zlekceważyć usługowego aspektu działalności państwa i podporządkować go zbrodniczym ideom, lecz zwyczajnie marzy o tym, aby jak największa liczba usług była świadczona przez Lewiatana. Ostatecznie jednak powierzanie tej niebezpiecznej instytucji coraz większej sfery działalności prowadzi nieuchronnie ku wytworzeniu się systemu społecznego, który tylko czeka na swojego Stalina.
W przypadku Amber Gold i stworzonej przez tą firmę piramidy finansowej, twierdzi się, że słabość państwa ukazała się z całą mocą w tym, że przez kilka lat na polskim rynku funkcjonowała firma bez odpowiedniego nadzoru, a organy ścigania całkowicie zlekceważyły doniesienia o możliwości jej nieuczciwych działań. Jednakże ewentualne rozwiązanie przez państwo sprawy Amber Gold już kilka lat temu nie byłoby okazem siły państwa, co najwyżej wyrazem poszanowania dla własności prywatnej. Zwyciężyło jednak państwo, które dzięki swojej pozycji umożliwiło zgromadzenie właścicielowi funduszu kosztem oszczędności osób prywatnych. Afera Amber Gold doszła do skutku m.in. właśnie dlatego, że potężne państwo całkowicie zlekceważyło własność prywatną (prywatnych inwestorów) i nie wywiązało się ze swojego zadania polegającego na świadczeniu usług prawnych.
Podstawowy błąd w myśleniu piewców silnego państwa polega na tym, że uważają, iż w momencie gdy państwo wywiązuje się ze swojego psiego obowiązku, za który pobiera przecież podatkowy haracz, wówczas uważają, że jest to objaw jego siły. Czy jednak narzucanie komuś przymusem swoich usług to na pewno objaw siły? A może raczej przebiegłości i cwaniactwa? Panicznego lęku przed wolnym rynkiem i świadomości własnej słabości?
Silne państwo to dla prawicowców także państwo dające hojne dotacje na wojsko, policję, edukację, służbę zdrowia i setki innych dziedzin. Wskazuje się, że żaden sektor kontrolowany przez państwo nie może dobrze funkcjonować bez odpowiednich środków z budżetu. Jednocześnie dokonuje się porównań z państwami zachodnimi, które są od Polski zamożniejsze. Błąd w tego rodzaju argumentacji polega na tym, że kraje zachodnie mają o wiele zamożniejszych mieszkańców, a zatem państwa na nich pasożytujące zwyczajnie stać na więcej. Można więc ulec złudzeniu, że na Zachodzie wszystkie usługi państwowe „działają”, ale wyłącznie w porównaniu z analogicznymi usługami świadczonymi przez państwo polskie. W rzeczywistości one również świadczone są ułomnie i na kiepskim poziomie, lecz odbierane są jako perfekcyjne przez mieszkańców krajów uboższych.
Gdyby więc przeznaczyć dziś większe środki na policję, to rzeczywiście mielibyśmy silniejsze państwo, gdyż pieniądze na większe dotacje musiałyby pochodzić z podwyższonych podatków. W rękach państwa znalazłoby się więcej, a w rękach prywatnych mniej. Policjanci mogliby do ścigania drogowych przestępców dostać nawet BMW, ale nigdy w świecie nie poradziliby sobie z nową falą przestępstwa, którą wywołałyby nowe podatki. Większy rozmiar państwa jedynie potęguję zjawisko nieuczciwego gromadzenia pieniędzy oraz intensyfikuje tworzenie się mafii i koterii żerujących na pieniądzach pobieranych od ludzi przymusem..
W rzeczywistości brakuje nam dziś państwa słabego i nieudolnego, które nie nadąża za innowacyjnymi i zaradnymi obywatelami. Państwa pasywnego, które pokornie wypełnia zaciągnięte przez siebie zobowiązanie świadczenia niektórych usług i nie wymachuje pięścią w kierunku wolnego rynku. Nieporadnego państwa, które w końcu zrozumie swoją wrodzoną nieudolność i odda berło wolnemu rynkowi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zaakceptowane zostaną wszystkie komentarze:
1) bez przekleństw,
2) nie obrażające nikogo.