czwartek, 13 września 2012

Sądy zawisłe od podatków

"Gazeta Polska Codziennie" dokonała dziennikarskiej prowokacji. Dziennikarz zadzwonił do prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku podając się za pracownika Kancelarii Premiera, aby zdemaskować rzekomą niezawisłość sądu oraz pokazać, jak funkcjonuje tzw. wymiar sprawiedliwości w sprawie, w którą zamieszany jest syn Tuska oraz całe PO. Polecam to nagranie (dostępne tutaj) przede wszystkim ze względu na to, że możemy na nim usłyszeć państwo przy wyłączonym mikrofonie. Jeden z moich kolegów zezłościł się na mnie niedawno za to, że wspieram separatystów z Kosowa, gdyż twierdzi, że Armia Wyzwolenia Kosowa to w istocie mafia i organizacja przestępcza. Odpowiedziałem mu, że mafią jest każde państwo, choćby Rzeczpospolita Polska. Na nagraniu słychać przecież wyraźnie, że procedury procedurami, prawo prawem, ale jak Pan Premier (herszt mafii) ma jakąś ważną sprawę, to wszystko przestaje się liczyć.
Brawo, Gazeto Polsko! Za takie nagrania jestem wam niezwykle wdzięczny.

Problem zaczyna się jednak w momencie, w którym komentatorzy gazety zaczynają wyprowadzać wnioski. Wg nich problemem nie są państwowe sądy jako takie i państwowa ingerencja w rynek usług sądowniczo-ochronnych, lecz wredna Platforma. Wszystkim pobożnym socjalistom polecam zadać sobie następujące pytanie: Od kogo zależy wynagrodzenie prezesa Sądu Okręgowego: od satysfakcji klientów sądu czy od premiera Tuska? Jak można liczyć na to, że państwowy sąd będzie kiedykolwiek niezawisły skoro o jego istnieniu i dotacjach decyduje rząd? Jak sąd można liczyć na uczciwość i rzetelność sądu, skoro zabronione jest mu sądzenie największej organizacji przestępczej w kraju (czyli państwa)?
I dalej: czy mam być tak naiwny żeby wierzyć, że podobnych telefonów nie wykonywała nigdy kancelaria Jarosława Kaczyńskiego? Czy Lech Kaczyński albo Zbigniew Ziobro kiedykolwiek chcieli prywatyzacji usług sądowniczych (jakiejkolwiek)?
No tak, zapomniałem. Niezawisły znaczy dla prawicowców: prawicowy. Jak my będziemy rządzić, to sędziowie wespną się na wyżyny obiektywności i niezależności, ukarzą wszystkich przestępców, a ludzie na ziemi znów staną się braćmi.

2 komentarze:

  1. Mógłby pan polecić jakiś artykuł opisujący, jak miałoby funkcjonować prywatne sądownictwie w libertarianizmie? Generalnie popieram wolny rynek, ale w tym temacie brakuje mi edukacji i nie umiem sobie wyobrazić, jak by to miało konkretnie wyglądać. W jaki sposób takie rozprawy by się odbywały, kto by decydował z jakiego sądu skorzystać i jaką karę wymierzyć? Dlaczego oskarżony miałby się stawić na rozprawie, kto by go do tego zmusił, jeżeli nie będzie Policji? Może pan popełni jakiś artykuł na ten temat? Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam,
    co do konkretnego funkcjonowania wolnorynkowego sądownictwa, polecam:
    1."Rynek i wolność" Linda i Morris Tannehill (skromna książeczka, ale bardzo świetnie opisuje konkretne rozwiązania)
    2."Etykę wolności" Rothbarda - szczególnie rozdział "Kara i proporcjonalność"/
    3."A priori sprawiedliwości" mojego autorstwa (http://merlin.pl/A-priori-sprawiedliwosci-Libertarianska-teoria-prawa_Jakub-Wozinski/download/product/223,1002837.html).
    Przedstawiłem tam ogólny schemat wymierzania kary zaznaczając, że na wolnym rynku usług sądowniczych istnieje zwiększona skłonność do ugodowego (pozasądowego) rozwiązywania sporów. Świetnie w tym względzie radzą sobie Japończycy.

    Warto tu podkreślić, że w teoretyczny sposób można opisać zaledwie ogólny charakter funkcjonowania prawa, ale wszystkie szczegóły, a więc właśnie: sposób odbywania rozpraw, dobór składu sędziowskiego, obecność na rozprawie itd. ustaliłaby się w wyniku konkurencji i tego nie jesteśmy w stanie powiedzieć. Analogicznie, nie jesteśmy w stanie określić na podstawie żadnych rozważań teoretycznych jak ma wyglądać rynek samochodowy, gdyż to zależy od decyzji milionów konsumentów i producentów; tak samo też nie jesteśmy w stanie powiedzieć, w jaki sposób wolny rynek zoptymalizuje np. liczbę sędziów, sposób zawierania ugód itd.

    Temat jest bardzo szeroki i opisałem go w swoim e-booku, ale wspomnę tu jeszcze tylko o tym, że na wolnym rynku osoba konsekwentnie odmawiająca rozwiązania sporu oraz arbitrażu byłaby uznana za banitę, pozbawionego wszelkich praw.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Zaakceptowane zostaną wszystkie komentarze:
1) bez przekleństw,
2) nie obrażające nikogo.