poniedziałek, 3 września 2012

Socjolodzy o libertariańskich skłonnościach

Nim socjologia przekształciła się w naukę podporządkowaną statystyce, na uczelniach całego świata można jeszcze było spotkać naukowców, którzy zgłębiali prawdziwe oblicze państwa. Wielu z nich dochodziło do jednoznacznie libertariańskich wniosków, choć dziś niewiele osób chce o tym pamiętać.

Przyczyn, dla których potulna dziś socjologia jeszcze w XIX w. wypowiadała kontrowersyjne tezy, szukać należy w nieokreślonym charakterze, jaki wówczas posiadała. Na uniwersytetach nie istniały jeszcze katedry socjologii, gdyż rozmaici naukowcy i filozofowie przecierali dopiero szlaki dla nowej dziedziny wiedzy, uprawiając ją często poza światem uniwersyteckim. Nauka uprawiana na peryferiach podatkowej aorty uniwersytetu ma o wiele większe skłonności do dążenia do prawdy, dlatego więc sporo dziewiętnastowiecznych socjologów uważało Lewiatana za instytucję jednoznacznie negatywną.
Źródeł libertariańskich skłonności wśród niektórych socjologów należy doszukiwać się w zrodzonej we Francji idei podboju jako źródła państwowych elit. Francja poznała smak krwawej rewolucji i dzięki temu na własne oczy mogła doświadczyć tego, jak bardzo pod względem etnicznym zmieniły się struktury władzy. Dzięki takim osobom, jak Charles Dunoyer, czy też Oliver Saint-Simon powstało pojęcie "klasy", które później do swego mizernego systemu zawłaszczył sobie Karol Marks. W pierwotnym rozumieniu terminem tym określano dwie antagoniczne grupy ludzi: żyjących z podatków oraz płacących podatki. Rzeczywistość społeczna była przez Dunoyera rozumiana jako nieustanny podbój dokonywany przez klasę wyzyskiwaczy (państwo) na klasie poddanych (społeczeństwo).
Wątki te wykorzystał polski socjolog Ludwik Gumplowicz, który stworzył własną koncepcję państwa, konfliktu oraz klas. Gumplowicz był z pochodzenia Żydem urodzonym w Krakowie, który należał wówczas do Monarchii Austro-Wegierskiej, w której skład wchodziło wiele narodowości. Posłużywszy się faktami z historii, sformułował teorię współczesnego państwa jako organizacji powstałej w wyniku podboju jednych narodów przez drugie. Klasycznym przykładem była wspomniana Monarchia, oparta na supremacji Węgrów oraz Austriaków. Węgrzy zjawili się w Europie późno, lecz zdołali podporządkować sobie słowiańskie plemiona, tworząc dla nich arystokrację.
Według Gumplowicza taki sam rodowód mają wszystkie państwa, które powstały na drodze agresji dokonanej na słabszych plemionach przez te silniejsze. Najpierw państwo (czyli zinstytucjonalizowana przemoc) posiadało kształt grup rodzinnych, w których władzę sprawowali starsi. Rodziny rosły jednak w liczbie i tworzyły plemiona. Wówczas plemiona zaczęły na siebie napadać i eksterminować siebie nawzajem. Prawdziwy przełom nastąpił jednak dopiero wówczas, gdy zamiast zabijać wrogów, zwycięzcy przystąpili do ich eksploatacji. Dla Gumplowicza zmiana ta stanowiła kamień węgielny państwa takiego, jakim znamy je współcześnie. Podbój stanowi zasadę istnienia państwa, które żywi się nieustanną grabieżą: wpierw dominowała chęć zniewolenia, dziś kluczowe są podatki.
Ponieważ jednak dwie klasy: zwycięzców i poddanych żyją obok siebie, nieuniknione jest stopniowe zacieranie się dzielących je różnic. Po jakimś czasie obydwie grupy tworzą nową wspólnotę, którą jest naród. (Klasycznym przykładem jest tu Anglia, w której język inteligencji i wyższych sfer bazuje w sporej mierze na francuskim, którym władali Normanowie, zaś język klas niższych posiada przewagę słownictwa typowo germańskiego, którym posługiwali się podbici Sasi.)
Charakterystyczne w myśli Gumplowicza było to, iż nie pozostawiał żadnych złudzeń co do rzekomej sprawiedliwości, jaką miałoby według większości osób zapewniać państwo. Prawo jest wtórne wobec państwa, gdyż to ono ustala je dla wszystkich poza sobą, bez względu na normy moralne. Sensem wszystkich wydarzeń związanych z państwem jest próba zdominowania jednych przez drugich, a nie szczytne cele, które są przy okazji deklarowane.
Gumplowicz, pomimo głoszenia tak wywrotowych tez, nie zawędrował ostatecznie na pozycje typowo libertariańskie. Na przeszkodzie stanęły być może jego deterministyczne poglądy, które skłoniłhy go głoszenia poglądu, iż państwo stanowi fundament cywilizacji. Deterministyczny materializm, który głosił socjolog z Krakowa, zawiera w sobie zawsze fatalizm, gdyż człowiek jest w tej wizji skazany na swój los. Według Gumplowicza państwo, pomimo swojej haniebnej genezy, stanowi pewien proces kulturotwórczy, poza którym nigdy nie będziemy w stanie funkcjonować.
Równie radykalne tezy głosił Franz Oppenheimer, który bezsprzecznie wzorował się na Gumplowiczu. O ile bowiem Polak funkcjonował wyłącznie w świecie niemieckojęzycznym, o tyle Oppenheiemer, który wyemigrował do USA, stał się nieco bardziej znany szerszemu światu. Oppenheimer przejął po Gumplowiczu teorię podboju jako czynnika państwotwórczego i rozwinął wątek charakteru wspólnej egzystencji zwycięzców oraz zwyciężonych. Najważniejsza teza rozważań Oppenheimera była taka, iż istnieją wyłącznie dwa możliwe sposoby zdobywania własności: przy pomocy środków ekonomicznych i politycznych. Pierwszy z nich jest typowy dla społeczeństwa wolnorynkowego, opartego na współpracy. Z kolei drugi cechuje państwo i jego reprezentantów. Stosowanie środków politycznych maksymalizuje przemoc w społeczeństwie oraz jest typowy dla grup, które od zarania ludzkości dążyły do podbicia innych oraz żerowania na nich. Koncepcja ta została później podjęta przez Alberta Jaya Nocka, autora libertariańskiego klasyka "Państwo - nasz wróg".
Nieco bardziej ograniczone wątki libertariańskie można znaleźć także w dziełach takiej socjologicznej sławy, jak Herbert Spencer. Jego teorie były zlepkiem wielu rozmaitych idei, takich jak: utylitaryzm, ewolucjonizm, czy też darwinizm, lecz pod względem politycznym obecnych było u niego wiele zdrowych elementów z tradycji sięgającej jeszcze Johna Locke'a. Swoje libertariańskie inklinacje Spencer zdradził przede wszystkim w książce: "Man versus the State", w której przekonywał, że państwo wcale nie jest instytucją niezbędną oraz że można je zastąpić instytucjami opartymi na dobrowolnym współdziałaniu wolnych jednostek. Jednostka jest pierwotna wobec społeczeństwa i jego woli oraz ma prawo żądać, aby państwo nie wtrącało się w jej losy.
Libertariańskie wątki były i są obecne także u innych socjologów, choć bez wątpienia nie w takim stopniu, jak u Gumplowicza, czy też Oppenheimera. Na pewno jednak wraz ze stopniową instytucjonalizacją nauki o społeczeństwie stały się nieporównanie rzadsze. Obecnie do grona najważniejszych socjologów zalicza się m.in. Maxa Webera, który jest autorem kilku mylnych, choć bardzo przydatnych dla uniwersyteckiego establishmentu teorii. Najważniejsze z nich to teza o rzekomych protestanckich korzeniach kapitalizmu oraz usilne forsowanie ideału nauki rzekomo wolnej od wartościowania.
Dziś socjologia państwa nie interesuje już prawie nikogo, gdyż jej rozwijanie oznacza przecież występowanie przeciwko jedynemu sponsorowi socjologów - państwu. Warto jednak pamiętać o pionierskich latach, gdy pasjonaci nowej nauki tworzyli teorie inspirujące ruch libertariański.
O socjologii państwa warto pamiętać także z innego powodu. Ruchy państwotwórcze wszak nie ustały, a historia ma dalszy bieg. Czymże innym był przecież PRL, jeśli nie inwazją dokonaną na Polakach przez lud sowiecki? Na naszych oczach powstaje właśnie nowe państwo - Unia Europejska, która mozolnie buduje swoje kadry identyfikujące się ze swoim sponsorem. "Europejczycy" mają mieć swoją kulturę, swój hymn oraz swoje własne organizacje. Czy znajdzie się socjolog, który opisze tę inwazję?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zaakceptowane zostaną wszystkie komentarze:
1) bez przekleństw,
2) nie obrażające nikogo.