niedziela, 30 grudnia 2012

Oficjalna odpowiedź na tekst Jacka Kobusa

W najnowszym "Najwyższym Czasie!" Jacek Kobus po raz kolejny wypowiada się na temat libertarianizmu. (Coś go ten libertarianizm "uwiera", nie sądzicie? Mógłby przecież pisać o tylu różnych kwestiach miłych konserwatystom i prawicowcom: o potrzebie posiadania silnego państwa, o potrzebie narzucenia pełnej lub pół-dyktatury albo o spiskach lewaków itd. itp. Coś Panu Kobusowi libertartianizm spać jednak nie daje, bo tym razem napisał tekst na co najmniej 15 tysięcy znaków.
Pan Kobus wypada zdecydowanie najlepiej, gdy pisze o koniach - najwidoczniej jego pasji. Gdy jednak zabiera się za teorię społeczną lub filozofię, bywa niestety nie najlepiej. To tak jakby muł chciał startować w Wielkiej Pardubickiej.
Tak też stało się i tym razem: W tekście pt. "O postępie i wolności raz jeszcze", znajdujemy taką oto wypowiedź: Najpierw trzeba ludzi do wolności przymusić, bo dobrowolnie wolni być nie chcą. 

A teraz, w celu właściwej kontemplacji tej wielkiej prawdy, polecam usiąść po turecku, wyciszyć się, spojrzeć prosto przed siebie w ścianę i policzyć do stu. 

Jeśli już, drogi czytelniku, skończyłeś, posłuchaj dalszej części mojej wypowiedzi.

Proponuję, aby od dziś nazwać ten rodzaj "rozumowania" "dialektyką Kobusa". Jej zastosowanie jest bardzo proste. Proszę bardzo, oto przykład:

Aby odpowiedzieć na polemikę Kobusa, trzeba na nią nie odpowiedzieć.

Koniec wpisu.

środa, 26 grudnia 2012

"W sieci" rozpracowane

Dla niektórych Święta to wyłącznie czas odpoczynku, ale ja jestem nadgorliwy i czasami w wolnych chwilach wciąż myślę o swoim blogu oraz o jego czytelnikach. Dlatego też postanowiłem zrobić wszystkim odwiedzającym mojego bloga prezent w postaci nowego wpisu okraszonego wykresem.
Dziś, tak jak poprzednio, będzie mowa o nowym sztandarowym tygodniku pobożnych socjalistów - "W Sieci". Otóż zawsze przeglądając stare "Uważam Rze" miałem dziwne wrażenie, że pisze się w nim wyłącznie o Smoleńsku, PO i Salonie. Postanowiłem sprawdzić jak się rzeczy mają w przypadku nowej gazety i dlatego sporządziłem wykres przedstawiający charakter zamieszczanych w nowym tygodniku treści. Oto rezultat moich badań:

Teraz stało się jasne, że nie jestem najlepszy w tworzeniu wykresów, ale wierzcie mi, starałem się jak mogłem.
Jak widać na wykresie tematyka ściśle pobożno-socjalistyczna stanowi aż 74% wszystkich tekstów "W Sieci". Do tych 74% zaliczają się artykuły na temat Smoleńska, fatalnych rządów PO i Tuska, upadku cywilizacji, słabego państwa, braku wolności słowa (czytaj: niedopuszczania pobożnych socjalistów do mediów podatkowych), apologie PiS-u jako jedynej prawdziwej prawicy itd. itp.
Zaledwie 26% tekstów dotyczy spraw nie związanych z prawicową polityką, czyli sportu, kultury, książek, gospodarki, katolicyzmu, życia celebrytów itd. 
Dziś w ręku miałem znów "Politykę" (umyłem już ręce) i przekonałem się po raz kolejny, że proporcje: polityka-sprawy pozostałe jest tam dokładnie odwrotna. 10% tekstów to czyste lewactwo, 15% lewica umiarkowana, ale pozostałe 75% to muzyka, sport, podróże, historia, życie celebrytów, nauka, obyczaje itd. Ale to już temat na inną opowieść.

Póki co powyższy wpis będę pokazywał wszystkim tym, którzy będą mnie pytali dlaczego nie czytam "W Sieci". Na dodatek będę im odpowiadał: ale przecież w tej gazecie prawie nie ma o czym poczytać!

sobota, 22 grudnia 2012

Hanka Mostowiak nadzieją pobożnych socjalistów

Do moich rąk trafił wreszcie numer nowej gazety "W sieci", w której schroniła się pisowska część pobożnych socjalistów po sławetnym wyrzuceniu Cezarego Gmyza, Pawła Lisickiego i podobnie myślących z Rzepy oraz Uważam Rze. Zastrzegam, że gazety nie kupiłem (nie dałem jej tego zaszczytu), tylko dostałem od przyjaciela rodziny.
Wiem, przyznaję bez bicia: "W Sieci" wyszło już chyba w listopadzie, więc mój komentarz nie należy do błyskawicznych. Ale, proszę wybaczyć, jest bardzo zapracowanym człowiekiem. Nie pisuję do gazet czytanych przez konsumentów podatków ani nie pracuje na państwowej uczelni, więc czas na zajmowanie się polityką oraz ideami znajduję dopiero po godzinach. Nie użalam się nad sobą - wręcz przeciwnie: jestem dumny, że nie żyję cudzym kosztem. Za swoją działalność pisarską, dziennikarską i tłumaczeniową dostaję skromne wynagrodzenie, które bardzo mnie cieszy jako efekt uczciwej pracy z dala od państwowych dotacji.

Nowa gazeta "W sieci" to bardzo udany twór marketingowy, choć żałosny ideowo. W zasadzie to stare "Uważam Rze" w jeszcze lepszej formule wizualnej wzbogacony nadto o ... Hankę Mostowiak!

Naczelny gazety - Jacek Karnowski - zna się na polityce oraz na społeczeństwie jak ks. Boniecki na myśli św. Tomasza z Akwinu, ale trzeba mu zostawić, że ma nosa do marketingu politycznego. Małgorzata Kożuchowska w sowich felietonach nie odkrywa, delikatnie mówiąc, świata, ale ludożerce nie o to chodzi. Dotychczas podstawową różnicą dzielącą sztandarowe pisma lewicy ("Polityka", "Newsweek", "Wprost", "Przekrój") była niska zawartość politykowania bezpośredniego w treści całej gazety. Jako przykład weźmy taką "Politykę": 75% tekstów w tej gazecie to blubry o kulturze, mediach, rozrywce, sporcie okraszone lewicowym skrzywieniem światopoglądowym, zaś tylko 25% przeznaczone jest na Paradowską, Żakowskiego i im podobnych łajdaków. W związku z tym "Politykę" do ręki bierze znacznie więcej osób, które niekoniecznie chcą tylko czytać na tematy polityczne, za to chętnie dowiedzieliby się coś o nowych laptopach, filmach itd.
W odróżnieniu od pism lewicowych, prawie wszystkie pisma prawicowe aż kipią od polityki oraz ideologii. Np. taka "Gazeta Polska" albo mój "Najwyższy Czas!" to gazety w 100% ideowe, bez jakiegokolwiek miejsca na iPhony czy laptopy. Stare "Uważam Rze" dopuszczało ok 20% tekstów na temat zdrowia, sportu, technologii, ale wciąż było odbierane przede wszystkim jako prawicowa młócka ideowa.

Pojawienie się felietonu Hanki Mostowiak należy uznać za krok milowy, który wg mnie może przechylić szalę zwycięstwa na stronę PiS-u. Kożuchowska jest pierwszą celebrytką (z pierwszej ligi), która odważyła się pisać do prawicowego pisma. Jeśli Karnowski i jego ekipa marzą o wzięciu Polski w sposób ideowy, powinni ściągnąć do swego pisma jeszcze kilka podobnych osób. Jeżeli większość Polaków ma kiedykolwiek "łyknąć" PiS i pobożnych socjalistów, musi wpierw zinfiltrować świat celebrytów, tak jak od ponad 20 lat czyni to lewica. Zwykli ludzie muszą widzieć pomost pomiędzy światem sitcomów, telenowel i jukendensów, którym żyją na co dzień, a światem idei politycznych. Jeśli obok Piotra Semki czy Bronisława Wildsteina zobaczą Hankę Mostowiak, to na pewno będą do nich bardziej przychylni.

Prawica dotychczas przegrywała na własne życzenie. Przede wszystkim, tworzyła obskuranckie pisma, które nie przyciągały reklam. Ten stan rzeczy przełamało "Uważam Rze". Poza tym, trzymała się z daleka od świata celebrytów, przez co alienowała się od prostego człowieka, który nie ma skłonności narodowo-patriotycznych. Inkorporacja Hanki Mostowiak do grona pobożnych socjalistów zmieniło to na dobre.

Według mnie dojście PiS-u do władzy i przejęcie kontroli nad sceną polityczną jest tylko kwestią czasu.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Prawicowy mąż stanu

Ponieważ po moim ostatnim rysunku kobiety lewicy (zobacz tutaj) pojawiły się sugestie, że jestem prawicowcem, postanowiłem natychmiast zareagować i stworzyć rysunek przedstawiający prawicowego męża stanu. Oto on:

czwartek, 6 grudnia 2012

Historia pisana pieniądzem cd.

Tym razem zamiast osobnego wpisu zamieszczam materiały promocyjne.

Wpierw link do nagrania audycji ze mną w Kontestacji: (kliknij tutaj)

A poniżej także nagranie video z premiery mojej książki na Targach Książki Historycznej w Warszawie: