środa, 26 grudnia 2012

"W sieci" rozpracowane

Dla niektórych Święta to wyłącznie czas odpoczynku, ale ja jestem nadgorliwy i czasami w wolnych chwilach wciąż myślę o swoim blogu oraz o jego czytelnikach. Dlatego też postanowiłem zrobić wszystkim odwiedzającym mojego bloga prezent w postaci nowego wpisu okraszonego wykresem.
Dziś, tak jak poprzednio, będzie mowa o nowym sztandarowym tygodniku pobożnych socjalistów - "W Sieci". Otóż zawsze przeglądając stare "Uważam Rze" miałem dziwne wrażenie, że pisze się w nim wyłącznie o Smoleńsku, PO i Salonie. Postanowiłem sprawdzić jak się rzeczy mają w przypadku nowej gazety i dlatego sporządziłem wykres przedstawiający charakter zamieszczanych w nowym tygodniku treści. Oto rezultat moich badań:

Teraz stało się jasne, że nie jestem najlepszy w tworzeniu wykresów, ale wierzcie mi, starałem się jak mogłem.
Jak widać na wykresie tematyka ściśle pobożno-socjalistyczna stanowi aż 74% wszystkich tekstów "W Sieci". Do tych 74% zaliczają się artykuły na temat Smoleńska, fatalnych rządów PO i Tuska, upadku cywilizacji, słabego państwa, braku wolności słowa (czytaj: niedopuszczania pobożnych socjalistów do mediów podatkowych), apologie PiS-u jako jedynej prawdziwej prawicy itd. itp.
Zaledwie 26% tekstów dotyczy spraw nie związanych z prawicową polityką, czyli sportu, kultury, książek, gospodarki, katolicyzmu, życia celebrytów itd. 
Dziś w ręku miałem znów "Politykę" (umyłem już ręce) i przekonałem się po raz kolejny, że proporcje: polityka-sprawy pozostałe jest tam dokładnie odwrotna. 10% tekstów to czyste lewactwo, 15% lewica umiarkowana, ale pozostałe 75% to muzyka, sport, podróże, historia, życie celebrytów, nauka, obyczaje itd. Ale to już temat na inną opowieść.

Póki co powyższy wpis będę pokazywał wszystkim tym, którzy będą mnie pytali dlaczego nie czytam "W Sieci". Na dodatek będę im odpowiadał: ale przecież w tej gazecie prawie nie ma o czym poczytać!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zaakceptowane zostaną wszystkie komentarze:
1) bez przekleństw,
2) nie obrażające nikogo.