sobota, 26 stycznia 2013

Grzech, który dla Kościoła nie istnieje

Co może zrobić libetarianin, gdy codziennie i na każdym kroku łamie się jego prawo własności? Niewiele.

Na policję, sądy i prokuraturę nie ma co liczyć, bo wszystko należy do Lewiatana. Konfrontacja fizyczna z państwem nie ma sensu, bo jego przewaga jest kolosalna. Można co najwyżej walczyć o swoje ogłaszając wszem i wobec, że państwo to zło, pisać blogi, artykuły do prasy i przekonywać ludzi. Te wszystkie działania przynoszą pewną ulgę psychiczną i moralną, ale przecież nie potrafią przynieść szybkiej i zdecydowanej odmiany stanu rzeczy. Jutro znów będzie tak samo - miliony zwolenników państwa będą dalej nas łupić i znajdować dla tego procederu coraz bardziej idiotyczne wytłumaczenie (racja stanu, solidarność społeczna, demokracja, postęp, tolerancja, Smoleńsk, naród itd. itp. Kolejny dzień przyniesie kolejne nieukarane nigdy przewinienia, których dopuszczają się zwolennicy państwa.

Zazwyczaj, gdy człowiekowi dzieje się krzywda, której nie chce uznać większość społeczeństwa, może przynajmniej liczyć na wsparcie, które znajdzie w religii. Kościół był zawsze obrońcą uciśnionych - banitów, prześladowanych, wykluczonych.
Ale w obliczu tego najbardziej powszechnego zła - czyli państwa, które czai się na każdym kroku i wywłaszcza bezustannie - Kościół nie daje żadnego schronienia. Ba, w kościołach nawet wznosi się modły o pomyślność dla rządzących państwami. Kościół jest w stanie przygarnąć prześladowanych przez państwo, ale tylko wówczas, gdy ci prześladowani sami chcą ustanowić rzekomo lepsze państwo. Natomiast dla ludzi niegodzących się na państwo jako takie nie ma żadnego zrozumienia. Żaden duchowny ani razu nie pomodli się za tych, którzy nie chcą żyć w państwie, a jednak są do tego zmuszani.
Swoje grupy wsparcia w Kościele mają nawet prostytutki, więźniowie, czy też narkomani, lecz ludzie wierzący, będący jednocześnie libertarianami, nie mogą liczyć nawet na słowo wsparcia. Są zwyczajnie pozostawieni samym sobie, a dziejąca się im krzywda całkowicie bagatelizowana i przemilczana.

Czy można się więc dziwić temu, że tylu libertarian jest ateistami? Skoro Kościół świadomie zamyka oczy na najbardziej powszechny grzech kradzieży i udaje, że go nie ma, to jak może liczyć na to, że libertarianie nagle zapukają do jego bram? Gdzie jest wrażliwość ludzi Kościoła?

Mam do was pytanie, wy - którzy wierzycie w swojego państwowego cielca: Czy naprawdę jesteście tacy naiwni i sądzicie, że wasz konformizm i ignorowanie problemu ujdzie wam ostatecznie na sucho? Czy wy się w ogóle boicie Boga?


PS. Polecam zainteresować się osobą Jana Ludwika Wolzogena. Mam nadzieję, że wkrótce w prasie ukaże się mój artykuł o tym pierwszym polskim libertarianinie, który swoje poglądy oparł na ewangelicznym odrzuceniu państwa.

5 komentarzy:

  1. Pozwoliłem sobie na polemikę, ale jest tak rozbudowana, że zaryzykuję tutaj wstawienie linka do swojego wpisu. Może na moją postawę wpływa moja religijność i jeden z kierunków moich studiów, ale zapewniam, że wpływają na nią także moje namacalne i zdumiewające w swoich skutkach doświadczenia z życia i działalności.

    http://p-wyrzykowski.blogspot.com/2013/02/libertarianie-koscio.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Pawle, w ciągu weekendu odpowiem osobnym wpisem. Ostatnie dni były dla mnie intensywne i naprawdę nie miałem czasu. Pozdrawiam!

      Usuń
    2. nie możemy się doczekać, Panie Jakubie ;)

      Usuń
    3. "Czy można się więc dziwić temu, że tylu libertarian jest ateistami? "

      Zdecydowana większość wybrała ateizm idąc drogą neomarskizmu uprawianego na terenie libertariańskiej etyki bądź w pewnym sensie "carsonizmu".
      Przykładem pierwszego stanowiska jest Stefan Molyneux, który "prawie" bezwzględnie głosi, że wszelka 'zinstytucjonizowana' religia jest tym samym, co państwo ("opium dla ludu"). "Prawie", bo w niektórych komentarzach przewija się u niego nutka przyzwolenia na pozainstytucjonalne religie, a nawet niewykluczone, że sam jestem głęboko wierzącą pomimo swojego materialistycznego racjonalizmu.

      Usuń
    4. @ Damian: Już wpis gotowy.
      @ Loco: Wg mnie sporo libertarian w USA jest ateistami za sprawą Ayn Rand, a spora część libertarian wybiera ateizm na zasadzie sprzeciwu wobec tego, że katolicy i inni chrześcijanie są tak bardzo oddani Lewiatanowi. Jeszcze inni ateiści przyjmują "libertyński" (amoralistyczny) libertarianizm, gdyż mają z natury lewicowe skłonności. A Molyneux nigdy nie zgłębiałem, przyznam szczerze i nie wiem jak to z nim jest dokładnie.
      Pozdrawiam

      Usuń

Zaakceptowane zostaną wszystkie komentarze:
1) bez przekleństw,
2) nie obrażające nikogo.