piątek, 18 stycznia 2013

Kto tak naprawdę ma obsesję.

Jako libertarianin zbieram nieustannie cięgi za to, że ciągle mówię o państwie. Zarzut ten stawiają mi czasami nawet bliscy, co sprawia, że czuję się podwójnie zażenowany. Niektórzy idą nawet tak daleko, że sugerują, iż padłem ofiarą jakiejś obsesji. Świat nie ogranicza się tylko do Lewiatana - słyszę.
Dokładnie - chciałoby się powiedzieć. Ja też nie chciałbym mówić przeważnie o państwie, ale zadajcie sobie sami pytanie o czym wy mówicie.
- mówicie o "szkole", ale tak naprawdę rozprawiacie o chorym systemie państwowej oświaty;
- mówicie o "polityce", ale tak naprawdę chodzi wam o spektakl walki o władzę nad państwem;
- mówicie o "pracy", ale tak naprawdę wasze stanowiska pracy i płace zależą w przeważającej mierze od państwa;
- mówicie o "korkach", ale tak naprawdę biadolicie nad problemem, który generuje państwowa własność dróg;
- mówicie o "Polsce", ale tak naprawdę mówicie o państwie polskim;
- mówicie o "sprawiedliwości", ale tak naprawdę rozumiecie przez nią działalność państwowych sądów;
- mówicie o "interesach", ale tak naprawdę wiecie, że robi się je głównie przy współpracy z państwem;
- mówicie o "Smoleńsku", ale tak naprawdę bierzecie udział w walce o władzę nad państwem.

Mógłbym podobne przykłady mnożyć. Każdy kolejny z nich pokazałby jeszcze dobitniej, że to nie libertarianin ma problem, lecz leży on po waszej stronie. To nie libertarianin cierpi na obsesję dostrzegania wszędzie państwa, lecz państwowcy cierpią na chorobę irracjonalnego abstrahowania od Lewiatana.

Kto dostrzega Lewiatana i mówi o źle, które dzieje się przy jego udziale, tego nieuchronnie czeka posądzanie o "teorie spiskowe", wyśmiewanie za "monotematyczność" lub też "obsesyjność". Poważni ludzie to rzekomo tylko ci, którzy są ślepi jak kurza noga i udają, że nic nie widzą.

Mam nadzieję, że nastanie kiedyś dzień, w którym o państwie będzie można pisać w czasie przeszłym, a publicyści będą przede wszystkim historykami, piszącymi dla młodszych pokoleń "ku przestrodze". Możecie mi wierzyć, nie jestem żadnym sadystą i nie upajam się opisywaniem zła wyrządzanego przez państwo. Chętnie zająłbym się kiedyś jedną z wielu moich pasji - mam ich naprawdę wiele.

Świat o którym mówię jest możliwy do zaprowadzenia: aby zrozumieć, na czym on mógłby polegać, wyobraźmy sobie salonik prasowy, w którym na półkach leżą czasopisma o tematyce komputerowej, motoryzacyjnej, sportowej, ogrodniczej, gazety z krzyżówkami, pisma dla kobiet, pisma katolickie itd., lecz nigdzie nie można znaleźć "Polityki", "W Sieci", "Gazety Polskiej", "Newsweeka", "Wprost" itd. Zamiast nich znaleźć można tylko kilka periodyków historycznych, w których opisywane są nadużycia z dawnych czasów, kiedy ludzie byli niedojrzali i żyli jeszcze pod jarzmem Lewiatana.

2 komentarze:

  1. Wyobraziłem sobie. Piękna wizja...
    Czasami wydaje mi się, że ludzie uważają mnie za jakiegoś oszołoma, bo choć nie mówię o wolności i polityce libertariańskiej bez przerwy to z pewnością częściej niż przeciętny obywatel i mimo iż nigdy nikt mi wprost nie powiedział, że mam obsesję na punkcie polityki i krytykowania socjalizmu to czuję, że wiele osób tak właśnie myśli. Widzę to w ich spojrzeniach, które mówią "co ten gość pieprzy? Znów gada o polityce. Ciągle tylko krytykuje, jak nie PO to PiS, niech się zdecyduje czy jest prawakiem czy lewakiem." Tak to wygląda niestety.

    OdpowiedzUsuń
  2. @ Kacper:
    Państwo to zjawisko stuprocentowo mentalne. Dlatego właśnie wszyscy zwolennicy państwa mają pewną blokadę psychiczną, która stanowczo nakazuje im odrzucanie uznania swojej winy. Terror psychiczny, którzy (najczęściej mimowolnie) stosują polega na tym, że "zakazują" libertarianom myśleć inaczej niż oni tj. wyśmiewają, oskarżają o obsesję, mieszają z błotem. Według mnie najważniejsze w byciu libertarianinem to nie dać się zastraszyć. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Zaakceptowane zostaną wszystkie komentarze:
1) bez przekleństw,
2) nie obrażające nikogo.