niedziela, 17 lutego 2013

W odpowiedzi Pawłowi Wyrzykowskiemu

Niedawno Paweł Wyrzykowski odpowiedział polemicznie na swoim blogu (tutaj) na mój wcześniejszy wpis traktujący o tym, że Kościół świadomie przemilcza grzech istnienia państwa (tutaj). Należy się kilka słów wyjaśnienia.

Otóż, po pierwsze, wbrew temu, co pisze Pan Paweł, nie wszyscy są okradani przez państwo. Tak jak wyjaśniłem to w swoim e-booku "A priori sprawiedliwości" (dostępny tutaj), okradani przez państwo są tylko libetrarianie. Tylko oni bowiem jawnie protestują przeciwko wszelkim przejawom kradzieży, zaś wszyscy państwowcy w większy lub mniejszy sposób aprobują państwo, czyli kradzież. W tym temacie nie ma mowy o stanowisku pośrednim. Dywagacje o tym, że część ludzi trochę traci, a trochę zyskuje nie mają sensu. Poszkodowanymi przez państwo są tylko i wyłącznie libertarianie.
Kościół mógłby pomóc libertarianom poprzez nawoływanie do spowiadania się z państwa - poprzez danie ludziom odczuć, że robią źle. O nic więcej nie chodzi. Nie chciałbym, aby Kościół uczestniczył w politycznej batalii z państwem, gdyż jest on przede wszystkim wspólnotą wierzących. Jego zadaniem jest tylko przekazanie ludziom daru zbawienia, a to zadanie wydaje się być utrudnione w momencie, gdy jest świadomie ślepym na tak powszedni grzech.
Nie chodzi mi też o to, aby księża edukowali ludzi z ekonomii, gdyż libertarianizm to nie kwestia ekonomiczna, tylko etyczna, moralna. Libertarianizm nie jest też postawą roszczeniową, tylko domaganiem się o zwrócenie jednostce tego, co jej należne. To właśnie libertarianizm zachęca ludzi do bycia kowalem swojego losu, ale my, libertarianie, nie jesteśmy nadludzcy i potrzebujemy też (a przynajmniej ja) wsparcia duchowego. Chodzi więc o poczucie, że to, co robimy jest słuszne i miłe także Bogu. Dziś jest to niemożliwe, bo laury przypadają tym, którzy grzeszą uczestnicząc w państwie. Robią zło, a Kościół ich toleruje, a nawet wywyższa.
Co zaś się tyczy modlitwy za rządzących - rozumiem Pana zastrzeżenie, ale mi chodzi głównie o takie wydarzenia, jak choćby msze za ojczyznę, msze na inaugurację prezydentury, msze z udziałem władz państwowych i modlitwy wznoszone za ich pomyślność. Tego jest całe mnóstwo.
Ja również uważam, że droga ku lepszemu światu polega na edukacji i uświadamianiu zwykłych ludzi. Ale bez wsparcia i uznania w tej najważniejszej dla człowieczeństwa sferze, jaką jest religia, jesteśmy zdani na niepowodzenia.
Polecam swój tekst z ostatniego Najwyższego Czasu!, w którym napisałem obszernie o tym, że Jezus nigdy nie popierał państwa - ten grzech przyszedł dopiero z czasem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zaakceptowane zostaną wszystkie komentarze:
1) bez przekleństw,
2) nie obrażające nikogo.