niedziela, 7 kwietnia 2013

Prawicowa troglodytka, czyli Barbara Fedyszak-Radziejowska w akcji

W moje ręce trafił stary, bo styczniowy numer, tygodnika młodych socjalistów "W Sieci".
W momencie, gdy mój mały syn akurat biegał po pokoju i coś krzyczał, na 62. stronie ujrzałem tekst-kuriozum autorstwa Barbary Fedyszak-Radziejowskiej. Z każdą kolejną linijką czytanego tekstu czułem, jak opary absurdu unoszące się z gazety braci Karnowskich robią się coraz gęstsze.

Nie wytrzymałem i rzuciłem "szmatą załganą".

Syn poszedł spać, więc podniosłem "W Sieci" ponownie i oto zasiadłem do komputera. Wybaczcie, jeśli ktoś już opisał ten tekst, ale nie potrafię za tym wszystkim nadążyć. Gdyby ktoś jeszcze nie czytał tekstu Fedyszak-Radziejowskiej, oto kilka słów streszczenia: Artykuł zatytułowany jest "Doktrynerzy znad Wisły. O ekspertach 'jedynie słusznego' kapitalizmu'." Teza tekstu jest taka, iż Balcerowicz wspólnie z Korwinem zawładnęli debatą ekonomiczną i że przez nich mamy w Polsce zgniły kapitalizm (!)

(!!!!!)

Doprawdy nie rozumiem, jak można wrzucać JKM-a i Leszka Balcerowicza do tego samego worka. Balcerowicz do człowiek establishmentu, który wszędzie opowiada wolnorynkowe hasła, ale w praktyce robi coś zupełnie innego. O tym dotkniętym rozdwojeniem jaźni polityku pisałem już na blogu (tutaj). Z kolei JKM to człowiek, który, choć nie jest libertarianinem, nie rządził ani razu, ale jego poglądy na gospodarkę są co najmniej 10-krotnie bardziej leseferystyczne niż wolnorynkowego eunucha Balcerowicza. Na dodatek, JKM to stuprocentowa prawica, a Balcerowicz ma światopogląd zdecydowanie lewicowy.
Zaliczanie obydwu Panów do tej samej kategorii świadczyć może jedynie o tym, że p. Fedyszak-Radziejowska jest skrajną etatystką, dla której zwolennicy wolnego rynku wszelkich odcieni są tak naprawdę tacy sami.

BF-R pisze: "Poglądy Janusza Korwin-Mikkego i Leszka Balcerowicza uwiodły młode pokolenie nie tylko swoją prostotą (...) Wystarczy proste, żeby nie powiedzieć prostackie, odwrócenie reguł - wszystko, co państwowe, przekazać (sprzedać?) w prywatne ręce, a politykę gospodarczą kraju zastąpić niewidzialną ręką rynku. (...) Proste, nieskomplikowane i równie fałszywe jak marksizm-leninizm".

Im dalej w las, tym bardziej się przekonujemy, jak straszną anty-wolnościową troglodytką jest Fedyszak-Radziejowska. Gani JKM-a i Balcerowicza za nawoływanie do prywatyzacji, ale, na litość boską, czymże był marksizm-leninizm, jeśli nie zaprzeczeniem prywatyzacji?  I ta kobieta ma tytuł profesora?
Ludzie pieklą się na to, że tytuł profesora przyznano Magdalenie Środzie, ale co dopiero powiedzieć o Fedyszak-Radziejowskiej, która przekonuje, że "opowieści o niewidzialnej ręce rynku i wymagającym redukcji państwie kładły pod gospodarkę rynkową III RP złe fundamenty"?
To jak, p. Fedyszak-Radziejowska, trzeba było ogłosić nową "wojnę o handel"?

Życzyłbym sobie, aby zebrała się jakaś grupka lewicowej młodzieży, założyła na głowę maski zwierząt, a potem wdarła się na wykład Fedyszak-Radziejowskiej krzycząc "precz z komuną!". Stałoby się zadość prawdzie.

Gdy krytykuję prawicę jako zjawisko stuprocentowo państwowe, jako drugą stronę lewicowej monety, ludzie uważają, że przesadzam. Ale takie artykuły, jak ten Fedyszak-Radziejowskiej, świadczą o tym, że "Polityka" nie różni się za bardzo od "W Sieci", a "Gazeta Polska" od "Newsweeka". Jedni atakują Kościół, drudzy się do niego podlizują. Jedni chcą państwowych małżeństwa, drudzy państwowych związków partnerskich itd. itp. Paplają o bzdurach, ale co do państwa zawsze się zgadzają.

Koniec wpisu, rzucam "szmatę załganą" jeszcze raz. Tym razem do śmietnika.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zaakceptowane zostaną wszystkie komentarze:
1) bez przekleństw,
2) nie obrażające nikogo.