niedziela, 26 maja 2013

Euegeniczne Marsze dla Życia

Pre-scriptum: Zajęty pisaniem różnych tekstów dopiero dziś spostrzegłem, że mój poprzedni wpis był aż miesiąc temu. Pora nadrobić zaległości. 


Dziś w całym kraju Marsze dla Życia i Rodziny. Z ideami, które przyświecają większości uczestnikom zgadzam się co najwyżej w 1/4. Dlaczego?
Maszerujący pobożni socjaliści będą bowiem wzywać do tego, żeby państwo podjęło jakieś ważne działania na rzecz poprawy sytuacji demograficznej. Sęk w tym, że "problem demograficzny" rozwiąże się dopiero wówczas, gdy państwo przestanie działać, gdyż to państwo jest jego przyczyną.  Już starożytni wiedzieli, że tam, gdzie odjąć przyczynę, znika też skutek. Pobożni socjaliści tego nie rozumieją.
Problem demograficzny pojawia się właśnie dlatego, że państwo tworzy wielką rodzinę Polaków, Niemców, Holendrów itd., która żyje na wspólny rachunek. Posiadanie dzieci to najważniejsza inwestycja w życiu każdego człowieka, który w ten sposób zabezpiecza swój los, ale po cóż ludziom dzieci, skoro ich urodzeniem i wychowaniem mogą zająć się rodacy? Po co wysilać się i zarywać noce przez cały okres wychowania, skoro na naszą emeryturę oraz na nasze utrzymanie będą pracowały cudze dzieci?
W społeczeństwie libertariańskim "problem demograficzny" byłby zrelatywizowany do każdej rodziny. Gdyby ktoś uznał, że Polaków jest za mało nie musiałby wychodzić na środek Placu Piłsudskiego i gardłować na rzecz kolejnego zwiększenia kompetencji państwa, tylko zaprosiłby żonę na dobrą kolację i zachęcił do poczęcia kolejnego dziecka. Problem demograficzny polega na tym, że podstawową komórką społeczną uczyniono państwo.  Kropka.

Drugi z postulatów uczestników Marszów wydaje się być mniej kontrowersyjny, ale tylko na pozór. Dla mnie poglądy polskich pro-liferów są zdecydowanie eugeniczne. Z jednej strony zgadzam się z tym, że aborcja to morderstwo i powinna być karana tak jak każde inne pozbawienie życia (kara śmierci lub rekompensata), ale z drugiej strony nie mieści mi się w głowie dlaczego pro-liferzy w ogóle nie odczuwają potrzeby walki z państwowymi szpitalami i przychodniami. Każdego dnia na całym świecie państwowa ingerencja w rynek usług zdrowotnych (przymusowe składki zdrowotne, licencje, pozwolenia, monopol edukacyjny, kontrola rynku leków itd.) kosztuje życie tysięcy ludzi na całym świecie. Ogromne marnotrawstwo oraz mylna alokacja środków finansowych przyczynia się do tego, że ludzie częściej i dłużej chorują oraz nieudzielana im jest właściwa pomoc tylko i wyłącznie z przyczyn ideologicznych. Czy dzisiejszy manifestanci są nastawienie "pro" w stosunku do życia tych milionów bezimiennych ofiar, które pochłonęła państwowa "służba" zdrowia?
Dlaczego więc mam promować ideę, że życie noworodków jest cenniejsze niż życie tych, którym nie udzielono właściwej (lub żadnej) pomocy w wyniku państwowej ingerencji w rynek medyczny? Wg mnie dzisiejszy pro-liferzy to w większości zwykli (nieświadomi) zwolennicy eugeniki.


Zostańcie w domu i nie idźcie dziś na Marsze. Lepiej poczytać Rothbarda i zrobić coś na rzecz zniesienia państwa.

7 komentarzy:

  1. A Rothbard to przypadkiem zwolennikiem aborcji nie był?

    OdpowiedzUsuń
  2. Rothbard w temacie aborcji był sprzeczny ze swoją własną teorią. Poza tym, to właśnie on dostarczył najlepsze filozoficzne narzędzie do sprzeciwu wobec aborcji - przed nim w zasadzie nikt nie zwracał uwagi na kluczowe znaczenie prawa własności. Nielegalności aborcji nie da się uzasadnić inaczej niż przez odwołanie do kategorii, które sformułował Rothbard: samoposiadania oraz pierwotnego przywłaszczenia.

    OdpowiedzUsuń
  3. No trochę naiwna konkluzja - siedząc w domu raczej niezbyt się przykłada rękę do znoszenia państwa;) no, chyba że to pisane żartem, no to ok ;)
    pozdro

    OdpowiedzUsuń
  4. @ Berneśki mem:
    Nie, to nie było pisane żartem. Naprawdę uważam, że marsze dla życia i rodziny nie przynoszą dobrych skutków. Co innego to dla mnie marsz dla życia, bo wtedy jest jasno powiedziane, że walczymy z aborcją i na takich marszach już byłem. Ale jeśli dołącza się do tego jakieś idee pomocy rodzinie przez państwo, przepraszam, nie biorę w tym udziału.

    Jak mawiał Rothbard: prawdziwa rewolucja zaczyna się w domu przy kawie. Dziś ludzie idą na ulice nie mając nawet przemyślane pewnych kwestii i dlatego uważam, że lepiej wpierw dobrze się zastanowić i zobaczyć skąd tak naprawdę płynie zagrożenie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. A juz jednym z "grzechow glownych" tzw. panstwowej "sluzby zdrowia" jest to, ze na sile lansowana jest idea porodu "silami natury". Czesto prowadzi to do powaznych powiklan kooloporodowych zarowno u dziecka, jak i u matki... . Idac tym tropem, moznaby cala medycyne zorganizowac w oparciu o dzialanie "sil natury" (czyli poprzez samowyleczenie sie pacjenta).
    I jakie oszczednosci bylyby - moznaby cala mase ludzi pracujacych w zawodach medycznych i farmaceutycznych przekwalifikowac na np.: budowlancow (ktorych podobnoc kraj potrzebuje), budynki wynajac... . ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. boże...aborcja morderstwem i kara śmierci za zaczątek życia, za zygotę bo ktoś nie ma na to, nie chce tego i być może dzięki temu nie ZABIJE NA PRAWDĘ czyli nie wyrzuci w foliowej torbie do kosza. Boję się już tego bloga.

    OdpowiedzUsuń
  7. @ Falco:
    Znam ten temat. Lekarze zabierają się do operacji dopiero jak widzą, że kobieta sama nie da rady. Oczywiście nie chcę występować tu w roli eksperta od położnictwa, ale wszystko wygląda na to, że lansowanie porodów siłami natury wynika wprost z państwowego monopolu tak jak zbywanie pacjentów przychodzących do szpitala na ostry dyżur.

    @ Dama Kier:
    Nie rozumiem jak można powiedzieć, że dzięki zabiciu kogoś (dokonaniu aborcji) można kogoś nie zabić. To jakiś absurd.
    Zacznijmy od tego, że płód jest człowiekiem, bez względu na to, czy nazwiemy go zygotą, zaczątkiem życia, czy też płodem. Mój argument jest prosty: człowiek istnieje od momentu poczęcia, bo gdyby powstał po poczęciu, wówczas znaczyłoby to, że zbliżenie seksualne rodziców było niepotrzebne. Ani kobieta ani mężczyzna nie są w stanie począć w pojedynkę nowego istnienia - to jest jasne. Gdyby mogli, rozmnażaliby się przez pączkowanie. Dlatego też żaden człowiek sam w sobie nie jest w stanie powołać na świat nowego życia - w tym mały płód. Jedynym czynnikiem, który o tym decyduje jest połączenie komórek rozrodczych mężczyzny i kobiety (bez względu na okoliczności). Dlatego też człowiek musi z konieczności istnieć od momentu poczęcia, bo gdyby pojawił się później, byłoby to sprzecznością.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Zaakceptowane zostaną wszystkie komentarze:
1) bez przekleństw,
2) nie obrażające nikogo.