sobota, 22 czerwca 2013

Czuję się oszukany

W moich rodzinnych stronach, na obwodnicy Chojnic, doszło 13 czerwca do wypadku. Kierujący Skodą Superb ks. Wiesław Madziąg, proboszcz parafii Matki Bożej Fatimskiej w Chojnicach, zjechał na przeciwny pas jezdni i uderzył czołowo w nadjeżdżającego przeciwnym pasem Peugeota. Na miejscu zginął zarówno ks. Madziąg, jak i 22-letni mężczyzna. Wypadek spowodował chojnicki proboszcz, który był pod wpływem alkoholu.

Dlaczego piszę o tym zdarzeniu? Pamiętam czasy liceum, gdy ks. Madziąg stanowił dla moich sceptycznych wobec wiary kolegów i koleżanek ważny punkt odniesienia. Jak mamy być dobrymi katolikami (katolikami w ogóle?), skoro ks. Madziąg to pijak i jest z tego powodu regularnie zatrzymywany przez policję - sugerowali. Jako nastolatek wierzyłem wtedy, że być może do Pelplina (siedziby biskupa) nie docierają wszystkie informacje oraz łudziłem się, że sprawa wkrótce znajdzie swój finał.
Myliłem się.
W 2008 roku po kolejnym przypadku jazdy po pijanemu zabrano mu w końcu prawo jazdy, lecz niestety tylko na cztery lata. Byłem już wtedy na studiach i niespecjalnie śledziłem rozwój wydarzeń. Ponownie usłyszałem o nim dopiero teraz, gdy zabił niewinnego człowieka.

Pogrzeb zorganizowano szybko i już 18 czerwca do Chojnic przyjechali obydwaj pelplińscy biskupi: Kasyna i Śmigiel. Księdzu Madziągowi zorganizowano wielki i uroczysty pogrzeb, choć całe Chojnice wiedziały o jego alkoholowych wybrykach, a wszyscy zainteresowani wiedzieli już wówczas, że chojnicki proboszcz spowodował wypadek po pijanemu. Całkowicie "przypadkowo", dopiero po zakończeniu pogrzebu (gdy biskupi umknęli już do Pelplina) Prokuratura ogłosiła oficjalnie, że we krwi proboszcza były ponad 2 promile alkoholu - to niezwykle trudne badanie zajęło aż 6 dni! W kazaniu pogrzebowym bp Śmigiel powiedział, że o zmarłych mówi się tylko dobrze lub milczy.
- problem w tym, że złe słowa należy powiedzieć przede wszystkim o biskupach pelplińskich, którzy przez kilkanaście lat tolerowali jawne pijaństwo duchownego. Jakby tego było mało, ks. Madziąg najczęściej w przypadku zatrzymania go awanturował się z policjantami i całym światem, że go w ogóle raczyli zatrzymać. Przez te wszystkie lata Pelplin milczał i zmuszał katolików do świecenia oczami przed niewierzącymi, że wszystko jest w porządku. Kazał im żyć w złudnym przekonaniu, że nad wszystkim czuwa diecezjalny pasterz. Zamiast wysłać proboszcza na odosobnienie i leczenie, pozwolono mu gorszyć ludzi i odwodzić ich od wiary. Robiono to tak długo, aż w końcu zginął niewinny człowiek.

Przyczyn takiego stanu rzeczy należy szukać przede wszystkim w tym, iż spora część współczesnego duchowieństwa wykazuje najdalej idący konformizm względem władzy oraz lokalnych układów, których jest częścią. Ks. Madziag pił alkohol, lecz nie z kościelnym ani z gosposią na plebanii, tylko z ludźmi miejscowej władzy. To właśnie dlatego nie raz groził policjantom, że pozbawi ich pracy za zatrzymanie go. W Chojnicach uwił sobie przytulne gniazdko i było mu w nim zdecydowanie za dobrze jak na katolickiego kapłana. Zauważmy: rozbił się Skodą Superb - autem luksusowym, całkowicie zbędnym proboszczowi. Dlaczego nie jeździł Fabią? Może wtedy nigdy nie próbowałby wyprzedzać?

W czasie pogrzebu biskupi umiejętnie przenieśli uwagę na osobę zmarłego księdza, lecz tak naprawdę to na nich powinny być skierowane oczy wszystkich zainteresowanych. Minimum przyzwoitości wymagałoby, aby złożyli na ręce papieża rezygnację i poprosili o oficjalną pokutę dla siebie i swojej świty. Przez tyle lat pozwalali na wielkie zgorszenie, które teraz stało się tym większe, że zginął niewinny człowiek. Zastanawiam się, co musi teraz myśleć rodzina 22-latka. Nie daj Boże, że są to ludzie niewierzący albo sceptyczni wobec Kościoła - jak sprawić, żeby nie zwątpili w dobre intencje katolików?

Jeszcze bardziej irytuje mnie w tej sytuacji postawa mediów prawicowych i katolickich. Wszystkie nabrały wody w usta, choć ks. Madziąg był słynny na całe województwo. W diecezjalnym radiu Głos podano tylko zdawkową informację, nawet nie poinformowano, że ks. Madziąg był pijany: http://radioglos.pl/index.php/strona-gowna/wiadomoci/wiadomoci-z-regionu/3655-ks-wiesaw-madzig-nie-yje
Czemu to wszystko służy?
O całej sprawie w skali ogólnopolskiej mówiły tylko media lewicowe: TVN 24, Gazeta Wyborcza oraz Gazeta Pomorska. Tym razem Gwiazda Śmierci miała rację zadając retoryczne pytanie: "Czy ksiądz Madziąg pójdzie do nieba?"

Czuje się ogromnie oszukany całą sprawą księdza Madziąga. Jako katolik, jako osoba poddana władzy biskupiej, jako człowiek, który musiał świecić oczami za grzechy ks. Madziąga i biskupów pelplińskich. Czuję się oszukany tym bardziej, iż wszystko wskazuje na to, iż ks. Madziąg miał silna pozycję głównie ze względu na swoje kontakty z władzą. Nie wiem czyim dokładnie był kumplem oraz co na tym zyskiwali i nadal zyskują biskupi pelplińscy (może nie chcę wiedzieć?), ale wiem, że trzeba sprawę księdza Madziąga jak najbardziej nagłośnić. W przeciwnym razie gwarantuję, że w Chojnicach spora część osób na zawsze straci zaufanie do Kościoła i to nie ze swojej winy.

W tego typu sytuacjach, drodzy pobożni socjaliści, naprawdę cieszę się, że istnieje TVN24 i Wyborcza, bo z waszych mediów o śmierci Madziąga nie dowiedziałbym się chyba nigdy.

1 komentarz:

  1. Jak sam Pan powiedzial - biskupi, to koscielna wladza, tak jak i rzeczony probosz.

    Starym zwyczajem wladza, wladze popiera... !

    Zwykla korporacyjna solidarnosc!

    Dziwne jest moze wlasnie to, ze jednak proboszcz stracil te prawo jazdy... .

    W religii nie chodzi o moralnosc (ta jest jedynie wykorzystywana jako zrodlo sily i zrodlo nacisku na poddanych tej wladzy /wiernych/). Religia i kosciol instytucje specyficznej wladzy w spoleczenstwie - rzadu dusz...

    OdpowiedzUsuń

Zaakceptowane zostaną wszystkie komentarze:
1) bez przekleństw,
2) nie obrażające nikogo.