wtorek, 25 czerwca 2013

Publicyści jako moralni dezerterzy

Niedawno w Polsce gościł Hans-Hermann Hoppe. Zjawił się na sali konferencyjnej w momencie, w którym kończyło się jeszcze wystąpienie pewnego bardzo popularnego w Polsce prawicowego publicysty. Nastąpiła przerwa i wiele osób otoczyło publicystę, zadając mu mnóstwo pytań, a Hoppe siedział na uboczu praktycznie sam. Wówczas podszedłem do niego z kolegą, który opowiedział Hoppemu w skrócie, że przed chwilą grupka libertarian przyparła prawicowego publicystę do muru wykazując mu, iż akceptując państwo uznaje sprzeczność. Zasugerował też, że publicysta nie chciał przyznać libertarianom racji, gdyż bał się, że większość jego dotychczasowego dorobku publicystycznego okaże się pozbawiona wartości. Wtedy Hoppe powiedział: "Ale ja właśnie coś takiego zrobiłem! Zmieniłem poglądy na libertariańskie gdy miałem już tytuły uniwersyteckie."
(Wiem, wiem, wypowiadam się o Hoppem jak o pół-bogu, ale naprawdę go cenię).

Wydaje mi się, że w przypadku prawicowego publicysty, który w czasie pamiętnego wykładu wsławił się stwierdzeniem, że państwo musi być bo musi być ktoś najsilniejszy i tyle, a poza tym to nie powinniśmy dążyć do perfekcji, tylko do mierności, sprawa jest nieco bardziej złożona. Z pewnością boi się przyznać do wieloletniego błędu, ale istnieje jeszcze jedna przyczyna.

Akceptacja państwa w świecie dziennikarstwa i publicystyce to konkretne korzyści pieniężne. Wiem o tym, bo sam jestem publicystą. Gazet, w których można napisać tekst libertariański, a jednocześnie dostać za to pieniądze jest w Polsce 2-3. Gazet, w których można pisać tekst wyrażający akceptację dla państwa - kilkadziesiąt, jeśli nie więcej.
Uwierzcie mi, to nie kwestia tego, iż libertarian jest w Polsce mało. Publicysta nie jest tylko dziennikarzem, który pisze o faktach. Jego rolą jest kształtowanie opinii, przekonywanie do idei. Na wszystkich dziennikarzach spoczywa moralny obowiązek walki z państwem, który niestety odczytuje zaledwie malutka garstka z nich. Zamiast tego zdecydowana większość z nich decyduje się na aktywne popieranie państwa, z całkowitym pominięciem obowiązku przekonywania ludzi do tego, iż Lewiatan to zło. Dlaczego? Dlatego, że bardziej od prawdy wolą większą kasę. W świecie publicystyki obowiązuje bardzo istotne prawo: im bardziej abstrahujesz od państwa i zła z nim związanego, tym wyższa twoja wierszówka.

Prawicowi i lewicowi dziennikarze nie piszą tekstów antypaństwowych właśnie dlatego, że gdyby tak robili, ich pensje spadłyby do bardzo niskiego poziomu. 95% ludzi żyje z państwa i dzięki państwowym pieniądzom, dlatego nie chcą czytać w gazetach o tym, że robią coś złego. Nie chcą żadnych osób zakłócających ich samo-zadowolenie, nie chcą wyrzutów sumienia. O wiele bardziej preferują teksty, które wskazują, że winna jest lewica/prawica/Żydzi/ciemni katolicy/komuniści/mohery itd.

Dzisiejsi publicyści są dla mnie niczym więcej jak tylko moralnymi dezerterami, którzy zamiast przekonywać ludzi do idei zwalczania państwa piszą teksty pod publiczkę, która ani myśli zmieniać obecny stan rzeczy.
Prawicowy publicysta, który w odpowiedzi na zarzuty libertarian udzielał swoich żenujących odpowiedzi bał się także czegoś więcej niż przyznania do błędu. Jego największy lęk to lęk przed utratą pieniędzy z pisania tekstów abstrahujących od ogromu zła, jakie czyni państwo .


Tak - państwo to zło. Ale kto by o tym pisał, przecież lewica/prawica, Niemcy/polski ciemnogród, Palikot/Rydzyk ...

2 komentarze:

  1. W normalnym kraju 95% spoleczenstwa nie zyje z panstwa (ciekawym w jakim kraju taki cud gospodarczy jest mozliwy, jesli Szacowny Autor moglby dac jakies wskazowki...).

    Nawet jesli byloby to ekonomicznie mozliwe, to mamy w opisywanym przypadku z korupcja. Przy czym to panstwo (politycy/biurokraci) korumpuje dziennikarzy (no i zamiast dziennikarstwa mamy do czynienia z panstwowa propaganda... .

    Ale jak pokazuje m.in.: historia Polski, jest mozliwa publicystyka (i do tego nawet na poziomie), ktora omija oficjalny nurt (po tylu latach zaborow i okupacji my-Polacy, wyrobilismy sobie specyficzne zdolnosci w tym zakresie ;) . I moze sie to nawet opacac...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Falco, zgubiłeś kontekst. Pisząc o 95% ludzi żyjących z państwa, autor pisał w kontekście dziennikarzy/publicystów, a nie o 95% społeczeństwa.
      Rzuć okiem na fragment do którego się odnosisz (te 95% to najprawdopodobniej wartość orientacyjna, bo równie dobrze może być to 94%, a prawdopodobnie jest to ponad 98%):
      "Prawicowi i lewicowi dziennikarze nie piszą tekstów antypaństwowych właśnie dlatego, że gdyby tak robili, ich pensje spadłyby do bardzo niskiego poziomu. 95% ludzi żyje z państwa i dzięki państwowym pieniądzom, dlatego nie chcą czytać w gazetach o tym, że robią coś złego."

      Usuń

Zaakceptowane zostaną wszystkie komentarze:
1) bez przekleństw,
2) nie obrażające nikogo.