sobota, 20 lipca 2013

Prawica nie jest i nigdy nie była wolnorynkowa

Szczyt sezonu ogórkowego, a mi się zebrało na wpis dotyczący pryncypiów. Nie wiem, czy to ma sens, bo i tak wszyscy siedzą teraz na plaży albo piją piwo w ogródkach, ale cóż mi zostało...

Zawsze gdy ktoś mówi, że prawica jest wolnorynkowa na moich ustach pojawia się uśmiech zażenowania, a gdy akurat nie wypada mi się śmiać, wówczas rechoczę na cały głos w środku swojej duszy.
Naprawdę? Prawica wolnorynkowa? Taka leseferystyczna?

Ludzie, błagam was, POKAŻCIE MI CHOĆ JEDNĄ W HISTORII PRAWICĘ, KTÓRA REALIZOWAŁA CAŁOŚCIOWY PROGRAM LIBERTARIAŃSKI!
Czegoś takiego nigdy nie było i nigdy nie będzie tak długo jak europejska prawica będzie prawicą. Nie można zresztą oczekiwać od koła, aby stało się kwadratowe.
Było już w historii wiele ruchów prawicowych, które były wolnorynkowe, ale jedynie w zestawieniu z lewicą lub innymi rządami prawicowymi. Natomiast prawica nigdy nie była leseferystyczna i wolnorynkowa, bo to się kłóci z jej pryncypiami silnego państwa z silną armią i trzymaniem pod kontrolą lewicy. Jedyne, co prawica potrafi w odniesieniu do wolnego rynku, to koniunkturalnie wykorzystać hasła z nim związane w celu naparzania się z lewicą. Ale w rzeczywistości idee wolnościowe ma głęboko gdzieś.

W Polsce prawica rządziła przez kilka wieków istnienia Rzeczpospolitej szlacheckiej. Było silne państwo, silna armia, katolicyzm jako religia dominująca, wojny z islamistami, biskupi w Senacie, wyrzucanie z państwa innowierców, ale wolności i wolnego rynku nie było w tym ani za grosza.
Przyszły rozbiory i szlachta stała się konserwatystami. Od Powstania Listopadowego coraz większą rolę zaczęły odgrywać ruchy narodowe, demokratyczne i socjalistyczne, które chciały uwłaszczenia chłopów oraz odzyskania niepodległości. Ponieważ szlachta poczuła się zagrożona, reprezentująca jej interesy prawica zaczęła usilnie zwalczać wszystkie ruchy powstańczo-narodowe i demokratyczne, a sama nieoczekiwanie przystroiła się w piórka leseferyzmu. Oczywiście żaden z prawicowych i konserwatywnych magnatów i szlachciców w ogóle nie myślał o jakiejkolwiek szerzej pojętej wolności gospodarczej i zmniejszaniu państwa, lecz na zasadzie sprzeciwu wobec rosnącej siły swoich przeciwników politycznych łgał, że jest za wolnym rynkiem.
Wykwitem tego typu myślenia są poglądy osób skupionych wokół JKM-a, który od niepamiętnych czasów nawiązuje do polskich XIX-wiecznych konserwatystów, których myśl stanowi intelektualne przedłużenie ideologii sarmatyzmu. Korwin kusi osoby o wolnorynkowych poglądach swoimi zapewnieniami o oddaniu dla idei wolnego rynku, lecz tak naprawdę chodzi mu o dyktaturę. Jej zachowanie byłoby dla niego ważniejsze niż jakakolwiek zasada wolnego handlu, czy też wolności słowa itd.

Wracając do głównej myśli: prawica nie może być wolnorynkowa z definicji, gdyż wolnorynkowcami są tylko libertarianie. Wolnorynkowość to tak naprawdę abolicjonizm - przekonanie, że państwo musi się wycofać ze wszystkiego, co się da. Tego przekonania nigdy nie zaakceptuje prawicowiec, gdyż programowo dąży on do wzmocnienia państwa, do silnych instytucji wojskowych, sądowniczych, policyjnych itd. Prawicowiec nigdy nie będzie abolicjonistą  i dlatego nigdy nie będzie wolnorynkowcem.

Wszystkie rzekomo prawicowe wolnorynkowe rządy w historii (Thatcher, Reagan, Franco, Pinochet itd.) tak naprawdę nie przyniosły żadnego epokowego urynkowienia. Ich wątpliwa gwiazda świeci, ale jedynie w zestawieniu z jeszcze gorszymi rządami. Wolnorynkowość, na jaką stać prawicę jest bardzo podobna do tej, którą reprezentuje czasami lewica. W Polsce najważniejsze reformy abolicjonistyczne w stosunku do PRL dokonali sami komuniści ...
Mogę się też założyć, że gdyby w Europie odwróciły się polityczne karty i rządy przejęłaby prawica w stylu Orbana, czy też Kaczyńskiego, która swoją retoryką ukradłaby na dobre socjalizm z rąk lewicy, wówczas to lewica, tak jak w XIX wieku na Zachodzie (poza Polską), byłaby bardziej wolnorynkowa i leseferystyczna.

Powtórzę jeszcze raz, żeby to było dostatecznie jasno zrozumiane: prawica nie jest i nigdy nie była wolnorynkowa.

4 komentarze:

  1. W Rzeczpospolitej szlacheckiej prawica nie rządziła, bo jej nie było. Prawica i lewica to podział wynikający z rewolty francuskiej. Obrońcy Starego Porządku nie mogli rządzić w RP, ponieważ wcześniej rewolucja nie zmiotła starego ustroju.
    W PRL ustawa Wilczka powstała z powodu potrzeby uwłaszczenia nomenklatury partyjnej. Komuniści nie planowali jej utrzymania tylko jak największe ograniczenie by zamknąć klub bogaczy.
    Czytając ten wpis nie mogę się nadziwić publicystyce w "NCz!". Nie wstydzi się Pan publikować w tygodniku anty-wolnorynkowej prawicy?
    Owszem prawica to konserwatyzm, a nie libertarianizm (który jest poza tym podziałem, podobnie jak nacjonalizm), zresztą dlatego przestałem być libertarianinem ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. @ Jakub Fedyna.
    Mówiąc, że przed Rewolucją nie było podziału na lewicę i prawicę powiela Pan mit namiętnie powtarzany przez konserwatystów/prawicę. Skoro jednak nie było przed Rewolucją rewolty, to kto ją wywołał? Chyba przecież nie prawica, bo ona przecież nie podniosła by ręki na stare przywileje. Przed Rewolucją lewica rządziła chociażby w krajach protestanckich (Reformacja to była zresztą sprawka lewicy). W Polsce lewicą byli w XVI i XVII wieku innowiercy (kalwini, bracia polscy itd., ale ich wypędzono po Potopie).
    Ustawa Wilczka, prawda, częściowo służyła uwłaszczeniu nomenklatury, ale jednocześnie pozwoliła kilku milionom Polaków na założenie własnych firm, które do dziś stanowią fundament jakiejkolwiek wolności w kraju. Gdyby władzę w już 1988 roku dostał PiS albo AWS, mielibyśmy do dziś jeszcze gorszy postkomunizm, bo ludzie nie mogliby przejść masowo do sektora prywatnego.

    A czemu miałbym się wstydzić publikowania w NCz? Aby móc szerzyć idee libertariańskie mógłbym nawet pisać w Wyborczej, gdyby tylko udostępniła łamy.
    Nie wiem, czy ma Pan świadomość, ale chyba połowa obecnych publicystów NCz zdążyła już do tej pory mieć ze mną zaciekłą polemikę, w której atakowano mnie jak najgorszego wroga. Czy to nie jest dostateczny dowód na to, że prawica tak naprawdę nie cierpi wolności?

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. ja także nie widzę nic zdrożnego w publikacji w NCz

    OdpowiedzUsuń
  4. Sądzę, że utożsamianie libertarianizmu z wolnym rynkiem jest nadużyciem. To, że jakaś partia nie realizowała całościowego programu libertariańskiego nie jest równoważne temu, że nie była wolnorynkowa. Libertarianizm jednak obejmuje ciut więcej jak kwestię wolnego rynku...

    OdpowiedzUsuń

Zaakceptowane zostaną wszystkie komentarze:
1) bez przekleństw,
2) nie obrażające nikogo.