środa, 28 sierpnia 2013

Obłędny miesiąc

Kończący się sierpień upłynął wszystkim prawdziwym prawicowcom na dyskusji o Powstaniu Warszawskim, a ściślej rzecz ujmując o książce Piotra Zychowicza "Obłęd '44". Każdy szanujący się pobożny socjalista czuł się zobowiązany do opowiedzenia się po którejś ze stron konfliktu: bić się czy nie bić. Samemu dylemat jest oczywiście ogromnie ciekawy i istotny z punktu widzenia najnowszej historii - dzięki niemu można niczym na papierku lakmusowym odczytać nastawienie publicystów i polityków do wielu istotnych kwestii. Jednym słowem: temat rzeka.

Przy okazji nie kończących się dyskusji na temat Powstania można było jednak usłyszeć wiele zdumiewających argumentów, które są w stanie podnieść wyłącznie państwowcy. Otóż mieliśmy do czynienia z rozmaitymi rachunkami dotyczącymi liczby zmarłych cywilów, żołnierzy, uwolnionych z łagru dzięki Paktowi Majski-Sikorski, ofiar innych wywózek. Jednym słowem: państwowcy dokonywali przez ostatnie tygodnie rachunku matematycznego dotyczącego ludzkich istnień.

Co jednak najważniejsze, spór dotyczy kwestii, która według mnie nie posiadała prostego rozwiązania. Z jednej strony na pewno bowiem wywoływanie powstania z nadzieją na pomoc Sowietów było aktem skrajnej naiwności; z drugiej zaś bierne oczekiwanie na wejście Sowietów i ich wywózki także nie wróżyło żadnym pozytywnym rozstrzygnięciem. Wojna toczona przez państwa nigdy nie daje dobrych rozwiązań. Zawsze zmusza do położenia na szali tysięcy, a nawet milionów ludzkich istnień. "Wojna jest zdrowiem państwa" - jak mawiał Randolph Bourne. Dlatego właśnie tak wiele zdrowia można stracić na dyskusje na temat najbardziej właściwych decyzji odnośnie polityki państwa.

Dla państwowców kwestie dotyczące wojennych dylematów to ulubiona tematyka. Gdy toczą spory na ten temat, cała reszta świata usuwa się na bok, gdyż zwolennicy państwa uważają, że toczą "poważne" dyskusje na "poważne" tematy. Dają tym samym do zrozumienia, że m.in. libertarianizm to myślenie utopijne, gdyż nie stosuje się do sytuacji wojennych, gdy państwo musi zmobilizować siły całego kraju do obrony przed wrogiem.
Prawda jest jednak całkowicie odmienna. To libertarianizm jest realistyczny, gdyż od wieków poucza nieustannie, że państwo prowadzi do wojny; zaś państwowcy żyją utopistyczną ułudą, że państwo jest w stanie rozwiązywać realne problemy i zapobiec chaosowi.

Odpowiedzi na pytanie, czy trzeba było wzniecać Powstanie Warszawskie nie znajdziemy w wypowiedziach generałów i polityków czasów wojny ani też analizując sytuację geopolityczną 1944 roku. Tej odpowiedzi nie znajdziemy nigdy. Jedyne, co wiemy na pewno, to to, iż Polska nie powinna była prowadzić przez wcześniejsze wieki polityki ekspansjonistycznej oraz nie powinna była wzmacniać swojego państwa. Pobożni socjaliści nadal nie rozumieją, że XX-wieczne totalitaryzmy, które kosztowały życie miliony Polaków miały swoje źródło m.in. w ekspansji terytorialnej Władysława IV Wazy, likwidacji księstw dzielnicowych przez Kazimierza Wielkiego, etatystycznej polityce II RP czy też skrajnie centralistycznym ustroju I Rzeczpospolitej. Polska padła ofiarą wielkich ruchów wzmacniających potęgę państwa, które przez tyle wieków sama namiętnie podsycała. Gdyby Rzeczpospolita nie była w awangardzie ruchów centralizujących, być może sama nigdy nie padłaby ich ofiarą.

Pobożnym socjalistom być może wyda się to zbyt abstrakcyjne, lecz decyzje odnośnie Powstania Warszawskiego należało podejmować już wiele wieków wcześniej, gdy tworzyły się zalążki współczesnej potęgi państw. To żadna abstrakcja - każdy z nas wie, że gdy pewne procesy zostaną uruchomione, wówczas można się już właściwie tylko przyglądać. Państwo i toczona przez nie wojna są właśnie takim procesem.

Hekatomby Powstania i II w.św. można było uniknąć- ale wcześniej należało się wyrzec kilku wieków podbojów i bałwochwalczej czci dla państwa. Niestety, tego drugiego Polacy nie nauczyli się do dzisiaj.

7 komentarzy:

  1. Jak Wieleci, Obodrzyci albo Prusowie, powinniśmy nie budować struktur i dać się zgermanizować Cesarstwu? A może brać przykład ze Wschodu i dać się podbić Tatarom?
    Glassius

    OdpowiedzUsuń
  2. Szanowny Panie Woziński,

    jako libertarianin zgadzam się, że ład naturalny w rozumieniu Hoppego byłby jedynym sprawiedliwym ustrojem. Jednak cały czas zastanawiam się co by było gdyby powiedzmy w scenariuszu alternatywnym zjednoczenie Polski po rozbiciu dzielnicowym nie nastąpiło. Czy np ZSSR, które nie liczyło się z ludźmi i całą gospodarkę pchało w zbrojenia, natknąwszy się w XX w. na "wolną społeczność polską" i tak nie rozniosłoby jej w pył. Oczywiście wtedy ktoś powie, że przez tyle wieków wolności mielibyśmy już pewnie miotacze plazmowe i inne cuda, ale to jakoś przeczy temu, że państwa powstały w drodze podboju. Bo skoro powstały to jednak wolność nie obroniła się przed agresją i pytanie czy byłaby w stanie.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Grzegorz Brzęczyszczykiewicz:
    Pisze Pan "my", a w libertarianizmie chodzi o to, aby przyjąć perspektywę jednostki odpowiedzialnej za swoje czyny i dążącej do moralnego działania.
    Polska od początku była projektem politycznym, a "Polakiem" nazywano ludzi z Kujaw i Wielkopolski, którzy podbili Wiślan, Mazowszan, Sandomierzan, Ślązaków itd. Dlaczego więc przyjmuje Pan tożsamość "Polaka", skoro wcześniej Pana przodkowie posiadali zapewne tożsamość np. Mazowszanina lub Bobrzana? Dlaczego Mazowszanie czy też Sandomierzanie pozwolili się polonizować - lepiej zadać właśnie takie pytanie.

    W historii zawsze pojawiają się nurty centralizacyjne wzmacniające państwo i jednostki muszą zdecydować, po której stronie chcą stać. W historii zawsze będzie się pojawiało zło w postaci np. Prus, czy też ZSRR i to od wolnej decyzji ludzi zależy, na ile zło zatriumfuje. Wg mnie Wieleci, Obodrzyci i Prusowie byli bohaterami, którzy nadal nie zostali odpowiednio docenieni. Ciężko to zrozumieć szczególnie Polakom, którzy stworzyli państwo i sami z nimi walczyli.

    Libertarianizm to nie jest proste rozwiązanie tak jak np. teoria JKM, według którego trzeba słuchać tego, kto jest silniejszy. To nie jest teoria, która daje proste recepty na wszystko. Nie mami ludzi i nie obiecuje, że siły wolności będą zawsze silniejsze od sił państwa. Czasami wobec przeważających sił wroga można tylko dać świadectwo.

    Libertarianizm zmusza do postawienia sobie pytania, które Pan również sobie powinien zadać: po której stronie Pan chce być? Ja już sobie udzieliłem odpowiedzi.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ba, najpewniej większość moich przodków nie miała żadnej tożsamości narodowej, a ja bym nie rozumiał ich języka(ów).

      Polonizacja chłopstwa była odpowiedzą na XIX-wieczne próby wynaradawiania podbitych ziem, co znakomicie rozbudziło tożsamość narodową (wcześniej taki efekt miał Potop). Okazało się, że choć od innych Polaków nie można zbyt wiele oczekiwać, za to jak przyjdzie ktoś jeszcze bardziej obcy, władający nieznanym językiem, to pozbawi nas plonów, ziemi albo życia. Dlatego właśnie projekt Polska miał, i chyba nadal ma, sens.

      Użyłem złego skrótu myślowego. Wszak sama jedność kulturowa ma się poniekąd nijak do sposobu sprawowania władzy. Mój zarzut dotyczył tego, że gdzie próbowano tworzyć niezależne, iście wolne społeczności (choć Prusowie czy Wieleci takimi nie byli, to jednak i tak mieli lepiej, niż poddani Polan), przychodził ktoś silniejszy, który to z głowy wybijał.

      Libertarialny anarchim tak postawiony jest mrzonką. Wolność prowadzi do różnorodności i sporów, a choć są one twórcze, to w konfrontacji z jednością organizmów państwowych zawsze ulegają. Jestem takim chorym idealistą/realistą postulujący największą możliwą wolność osobistą. Jednak ta realizować się wg mnie może tylko w sytuacji pokoju i stabilności. A to wymaga niestety, silnego państwa. I choć rzeczą piękną jest umierać za ideały, to rzeczywistość uczy, że znacznie trudniejszą, a przez to szlachetniejszą, uczyć być wolnym pod pręgierzem.

      Głupia polityka Google'a zmusiła mnie do weryfikacji stanu kont Google. Zatem kontynuuję pod prawdziwym imieniem i nazwiskiem.
      (Dawniej)Grzegorz Brzęczyszczykiewicz

      Usuń
    2. Witam ponownie,
      projekt Polska ma sens tylko o tyle, o ile pozwala uniknąć jeszcze większych projektów (np. ZSRR po Atlantyk, Imperium Osmańskie po Bałtyk itp.), ale wobec projektów o nazwie np. Śląsk, Kaszuby jest całkowicie, moim zdaniem, zbędny.

      Piszesz, że od Prusów i Wieletów był ktoś silniejszy, ale tak wcale nie musiało być. To, że zostali podbici wynikało z powszechnego przyzwolenia na centralizację władzy. Dziś też montują na naszych oczach UE i jest na to przyzwolenie i dlatego trzeba z tym walczyć. Gdyby podążać Twoim tropem myślenia, to powinniśmy odpuścić obronę Polski przed wchłonięciem przez Unię - przecież i tak silniejszy wygra. Czyż nie?

      Społeczeństwa libertariańskie nie zawsze są słabe - np. Amerykanie dali w czasie Wojny o Niepodległość odpór silniejszemu państwu, jakim była Wielka Brytania, i udało im się później żyć przez wiele dekad praktycznie z minimalnym rządem centralnym. Pokój i stabilność może też zapanować w ustroju wolnościowym - wszystko zależy od ludzkiej woli, a nie od jakichś magicznych procesów w stylu "silniejszy wygrywa itd."

      Ponownie, według mnie podstawowa dla libertarianizmu jest odpowiedź na pytanie: czy chcę być po stronie tych, którzy mają rację, są uczciwi, choć mniej liczni, czy też jestem tchórzem i garnę się do tych, którzy są cwani i stosują nieuczciwe metody popierając państwo.
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Cieszy mnie Pańska odpowiedź

      No, akurat projekt Polska stał kołkiem w całkiem sporej liczbie projektów próbujących w jakiś sposób Europę zjednoczyć. Wyłączam oczywiście Cesarstwo Ottona III i Napoleona. Nie wiem, jakiemu jeszcze totalizmowi Polska sprzyjała, poza własnym. I, w otoczeniu sąsiadów, była krajem ultraliberalnym. Prusy same sfinansowały wojnę z Zakonem by trafić do mniej zamordystycznej Polski, a tuż przed rozbiorami I RP była państwem imigracyjnym(pisał o tym Jacek Kobus na swoim blogu). Szkoda, że upadła. Tak jak większość projektów choć trochę wolnościowych ;(

      Niestety, od Prusów i Wieletów musiał być ktoś silniejszy. Czy do chanat tatarski, czy Cesarstwo Rzymskie (wszystkie cztery cesarstwa;) ), czy Królowie skandynawscy... Szczęśliwe małe wspólnoty różnych ustrojów zachowały się tylko tam, gdzie już nikt inny żyć nie chciał.

      Amerykanie pokazali, że można stworzyć silną jednolitą państwowość, zachowując jednocześnie dość dużą swobodę wewnętrzną jednostek i całych państw-stanów. To chyba optymalna droga rozwoju, która oprze się podbojom.

      A konsekwencja wynikająca z podstawowej dla libertarianizmu odpowiedzi jest bardzo smutna. Nonkonformiści ulegali przeważnie cwaniakom...

      Czy pańskim zdaniem państwo zawsze oznacza większe zło?

      Usuń
  4. @ Kacper Wnuk:
    Po części odpowiedzi udzieliłem koledze powyżej, ale Pana pytanie jest bardzo pobudzające do myślenia. Właściwie to można by nawet cały tekst poświęcić tego typu historii alternatywnej.

    Wg mnie gdyby nie doszło do zjednoczenia Polski, to nie doszłoby nigdy do ekspansji Polski na tereny Rusi Kijowskiej, Białej i Czerwonej, co zapoczątkował Kazimierz Wielki. Za wschodnią granicą byłyby wciąż księstewka rusińskie, które zapewne uległyby pewnej centralizacji, ale stanowiłyby spory bufor dla Polski.
    Ponadto, rozbita Polska rozwijałaby się tak, jak Niemcy, czy Włochy i w związku z tym Europa rozwinęłaby się szybciej. A tymczasem Polska szlachecka była wielkim i silnym państwem, którego poczynania nakręcały jedynie rozwój etatyzmu na świecie.
    Wiadomo, że to tylko gdybanie, ale faktem jest, ze na ZSRR złożyło się wiele elementów rozwijanych przez wieki w Europie, w tym i w Polsce. Im bardziej wolna byłaby w przeszłości Polska, tym mniejsze byłoby też prawdopodobieństwo, że państwo mogłoby zyskać taką potęgę jak za czasów ZSRR.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Zaakceptowane zostaną wszystkie komentarze:
1) bez przekleństw,
2) nie obrażające nikogo.