czwartek, 8 sierpnia 2013

Prawicowy salon

Prawoskrętnym osobom bardzo często się wydaje, że termin "salon" odnosi się wyłącznie do lewicy, która rzekomo wszystko kontroluje, wykorzystuje służby, trzyma media itd itp. 
A według mnie na prawicy też istnieje salon i to bardzo dobrze okopany. Kto czyta "Najwyższy Czas!", ten wie, że raz na jakiś czas wypisuję tam kąśliwe teksty pod adresem pobożnych socjalistów. Jeden z ostatnich tekstów dotyczył pocztu pobożnych socjalistów, do którego zaliczyłem wielu mainstreamowych prawicowców. 
Otóż ten właśnie prawicowy mainstream dalece się wyalienował względem całej reszty prawicy, która głosi hasła wolnorynkowe, a w temacie libertarianizmu nabrał wody w usta. Osobniki typu Wildsteina, Semki, Sakiewicza, czy też Karnowskich potrafią zawodowo kwękać o tym, jak to wszędzie jest źle i lewica się panoszy, ale jednocześnie tak samo jak lewica całkowicie i zawzięcie marginalizują wszelkie wolnorynkowe i libertariańskie trendy na prawicy. Są w tym temacie równie zakłamani i fałszywi, co druga strona sceny politycznej. 
Dlaczego o tym teraz piszę? Ano bo wyszła książka Zychowicza "Obłęd 44", która powtarza tezę, z którą w "Najwyższym Czasie!" można się było zapoznać od co najmniej ćwierćwiecza z ust całego szeregu autorów. Jednakże prawicowy salon uznał, że właściwy moment na debatę przyszedł dopiero teraz, gdy książkę wydał Zychowicz. Co prawda "Obłęd 44" jest dostępny na najbardziej eksponowanych półkach największych księgarni w całym kraju, ale towarzystwo wzajemnej, prawicowej adoracji dalej bajdurzy o dominacji lewicy itd. 
Prawicowy salon  jest zbyt socjalistyczny i etatystyczny, żeby wspominać o jakichś wolnorynkowych oszołomach. Do opisu, jak bardzo pomyleni są wszyscy wolnorynkowcy oddelegowuje żółtodziobów (patrz: ostatni tekst z portalu wPolityce szkalujący JKM-a napisany przez jakiegoś studencinę). Prawicowy salon jest zbyt zakochany w państwie, aby mówić o jego demontażu i złu, które czyni. 
Najbardziej wśród prawicowego salonu irytuje mnie wciąż odgrywanie kopanej ofiary, podczas gdy całemu środowisku wiedzie się fantastycznie. Ma 3 dzienniki, 3 wiodące tygodniki, setki periodyków, własną partię z ponad 30% poparcia, a mimo to towarzystwo wciąż skomli, że "liberalny salon". 
W kolorowych gazetkach prawicowego salonu można poczytać o wszystkim: o słabym państwie, o Smoleńsku, o prezesie, o tym, jak Tusk jest zły, o gejach i Rosji, ale nikt nie pisze o kwestiach najważniejszych. Taka jest właśnie rola salonu.

1 komentarz:

  1. no... ok... jakiś tam prawy salonik istnieje, ale mu do lewicowego salonu jak myszy do słonia

    OdpowiedzUsuń

Zaakceptowane zostaną wszystkie komentarze:
1) bez przekleństw,
2) nie obrażające nikogo.