środa, 4 września 2013

Kwestia obuwnicza

Cały spór rozgorzał w momencie, gdy lewicowy minister obuwia, Mikołaj Podatkolub, ogłosił zamiar wprowadzenia głębokich zmian w wymiarze obuwniczym.
Zmiany te, które media nazwały wkrótce „szewską rewolucją”, były faktycznie daleko idące i w niczym nie przypominały dotychczasowych kosmetycznych zmian dokonywanych przez szefów resortu obuwniczego. Zgodnie z nowymi propozycjami od 1 stycznia nowego roku do 90% rabatu na nową parę butów miały być też uprawnione pary homoseksualne, do grona oficjalnych projektantów obuwia mieli być też dopuszczeni muzułmanie, a na butach oficjalnie zatwierdzonych do noszenia przez ministerialną Komisję Wygody i Dobrego Gustu mogły się odtąd pojawiać podobizny Che Guevary oraz sierp z młotem. Na dodatek z podeszew produkowanych co roku na potrzeby członków służby cywilnej miał zniknąć znak krzyża.
Rząd wiedział, że zmiany spotkają się z głośnym sprzeciwem opozycji, ale w obliczu spadających notowań oraz zarzutów, że staje się zbyt zachowawczy, postanowił przypodobać się lewicowym kręgom. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Następnego dnia „Gazeta Polska Codziennie” na pierwszej stronie grzmiała: „Lewicowy zamach stanu na buty”. W komentarzu redakcyjnym redaktor naczelny pytał: „Dziś przejmują kontrolę nad obuwiem; co będzie jutro? Liberalizacja wymiaru obuwniczego stanowi kolejny etap destrukcji ważnego sektora gospodarki. Wstępem do ostatnich zmian była dokonana przed dwoma dekadami dzika prywatyzacja Polskiego Obuwia. III RP wpierw porozkradała majątek narodowy, a teraz decyzją ministra Podatkoluba głośno rechocze z patriotycznych uczuć Polaków”.
Na specjalnie zwołanej konferencji prasowej Jarosław Kaczyński grzmiał, że wyrzucanie Boga ze sfery obuwniczej to zamach na same podstawy chrześcijańskiej cywilizacji. „Liberalnym elitom może się wydawać” - mówił - „że dopuszczając do refundacji obuwia pary homoseksualne stają się bardziej postępowe i tolerancyjne. My tak rozumianej tolerancji mówimy stanowcze nie!”. Choć było to spotkanie dla mediów, obecni na nim członkowie PiS zareagowali burzą oklasków. „Będziemy walczyć tak długo, aż zwyciężymy!” - dodał „genialny strateg”.
Tymczasem w południe doszło też do incydentu, który przykuł uwagę wszystkich mediów. W czasie panelu dyskusyjnego zorganizowanego na gdańskim uniwersytecie minister Podatkolub został rzucony w głowę kaloszem przez grupkę ogolonych na łysko kibiców. Gdy zjawiła się policja, napastnicy krzyczeli wulgarnie „Le-wa-ku! Zostaw polski but!”. Wówczas głos zabrał premier Tusk, który stwierdził, że nie pozwoli na to, aby w Polsce panoszył się faszyzm. Zapytany o to, czy zmiany w wymiarze obuwniczym nie są zbyt daleko idące odpowiedział: „Polska jest demokratycznym krajem i dlatego nie możemy sobie pozwolić na to, aby tak ważna dziedzina, jak służba obuwnicza była zamknięta na poglądy i przekonania bardzo licznej części społeczeństwa. Państwowa służba obuwnicza to wielka zdobycz demokracji i musimy jej strzec, gdyż wolność nigdy nie jest dana raz na zawsze”.
Ponieważ sprawy zaszły już tak daleko, nikt nie zamierzał ustępować. Rozgorzała prawdziwa ideowa walka, która przetoczyła się przez całą Polskę. Środowiska patriotyczne poczuły się szczególnie dotknięte telewizyjnym show Kuby Wojewódzkiego, który pod koniec tygodnia zaprosił do swojego programu zaprzyjaźnionego z lewicą projektanta butów, aby następnie na oczach kilku milionów widzów spalić z nim parę urzędniczych butów z charakterystycznym krzyżem na podeszwie.
W odpowiedzi na to redakcja „Naszego Dziennika” wytoczyła Wojewódzkiemu proces o publiczne znieważanie symbolu religijnego. W weekendowym dodatku dziennik zamieścił też specjalny dodatek przedstawiający historię polskiego obuwnictwa. Dziennikarze ukazywali w nim bogate tradycje Rzeczpospolitej oraz przekonywali, że państwowa produkcja butów stanowi jedną z podstaw rodzimej tradycji. „Buty stanowią o naszej narodowej tożsamości” - przekonywał jeden z autorów dodatku - „dlatego nie możemy dopuścić do tego, aby lewicowe kręgi zawładnęły tak bardzo strategiczną dla Polaków dziedziną. Wyrzucanie Boga z butów oraz zastępowanie go lewicowymi bożkami to signum temporis. Nasza kultura oddala się od swych źródeł”.
Na nieco inną argumentację zdobył się tymczasem tygodnik „W Sieci”, który przedstawił na swych łamach krótką historię szycia butów z ekonomicznego punktu widzenia”. Autor jednego z tekstów przekonywał, że do czasu powołania państwowej służby obuwniczej oraz wprowadzenia obowiązkowej składki obuwniczej większa część ludzkości żyła bez butów. Jedno ze zdjęć w gazecie przedstawiało ubranego w wysokie skórzane buty przemysłowca z XIX wieku rozmawiającego z bosymi pracownikami. Podpis pod zdjęciem wyjaśniał: „Kapitalizm przyniósł postęp techniczny, ale jednocześnie wielkie kontrasty. W niektórych regionach Galicji wskaźnik bezobuwia wynosił aż 30%”. Tuż obok widniało też zdjęcie człowieka w meloniku na głowie, który jako pierwszy wprowadził składkę obuwniczą, dzięki której już w 1873 roku każdy mieszkaniec wsi miał przynajmniej jedną parę drewnianych chodaków.
Udający się na niedzielne msze Polacy zapoznawali się także z listem Episkopatu Polski, który w ostatniej części wyrażał ostrą dezaprobatę dla ostatnich posunięć rządu. Biskupi pisali: „Nasz kraj, który przez ponad tysiąc lat żył w zgodzie z Bogiem, próbuje dziś z nim walczyć. To smutne, że krzyż znika z naszych podeszew, a refundacja staje się dostępna także dla osób żyjących w związkach homoseksualnych. Zamiast cywilizacji miłości, do której wzywała nas papież Jan Paweł II, budujemy dziś cywilizację śmierci i liberalizmu”.
Tymczasem już następnego dnia temperaturę politycznego sporu jeszcze bardziej podgrzał Ruch Palikota, który ogłosił zamiar przekonania ministra Podatkoluba do likwidacji jakichkolwiek dotacji dla małżeństw katolickich. Do refundacji miały być uprawnione jedynie związki o charakterze niereligijnym, co członkowie partii uzasadniali koniecznością poszanowania zasady świeckości państwa. Zgodnie z propozycjami Ruchu 90% refundacji na obuwie przysługiwałoby tylko związkom cywilnym.
W internecie oraz niektórych gazetach pojawiły się wprawdzie głosy przekonujące, że państwo nie powinno w ogóle ingerować w rynek obuwniczy, a całe Ministerstwo Obuwia wraz z pobieraną na jego rzecz obowiązkową składką obuwniczą powinno zostać zniesione, lecz medialny mainstream nie poświęcił im zbyt wiele uwagi. Jan Pospieszalski nie zaprosił do swojego programu żadnego głosiciela tych właśnie poglądów, a jego goście przez prawie godzinę pomstowali na niszczycieli tradycyjnych, obuwniczych wartości. Jeden z nich przekonywał także, że refundacja obuwia dla par homoseksualnych będzie nadmiernie obciążała budżet, gdyż osoby homoseksualne bardzo często zmieniają partnerów.
A gdy kwestia obuwnicza nieco przycichła, na wokandę publicznego dyskursu politycznego trafiły inne kwestie: emerytur i rent, szkół, rolnictwa, służby zdrowia, transportu, telewizji i setki innych. I choć wydawałoby się, że granice absurdu i ludzkiej głupoty zostały już dawno przekroczone, zawsze znajdował się ktoś, kto podbijał stawkę, a tworzone na bieżąco pseudoproblemy rozpalały społeczeństwo do politycznej czerwoności.

I tak paplali i paplali, a państwo rosło w siłę.

1 komentarz:

  1. Świetny tekst! Ludzie już niedługo zaczną uważać, że gdyby nie istniało ministertwo obuwia to w ogóle by butów nie produkowano

    OdpowiedzUsuń

Zaakceptowane zostaną wszystkie komentarze:
1) bez przekleństw,
2) nie obrażające nikogo.