czwartek, 28 maja 2015

Czytam szmatę załganą (czyli subiektywny przegląd "Do Rzeczy")

Biorę do ręki tygodnik "Do Rzeczy".

Na okładce Marek Migalski, były europoseł PiS, który ponoć wydał książkę pokazującą, jak to władza jest zepsuta. A ściślej to nie władza, tylko PO oczywiście, bo w PiS-ie i Polsce Razem to sami mężowie i mężyce stanu siedzą.
W lewym górnym rogu Piotr Semka zwycięstwem Andrzeja Dudy zwiastuje wiosnę prawicy. Jeśli Duda i jego socjalny program to ma być wiosna, to ja już wolę, żeby był zima.
Za to w lewym górnym rogu Rafał Ziemkiewicz i jego aaaa.... [ziewanie] 1145 z rzędu artykuł o Salonie aaa... [ponowne ziewanie]

Na stronie za okładką reklama Alior Banku. Oczywiście cała ekipa "Do Rzeczy" twierdzi, że u nich nikt nie wykupuje żadnych reklam bo wszystkie są wykupywane w salonowych mediach, ale dalej znajdziemy też reklamy Empiku, Volvo (wiecie, takie samochody dla prekariuszy), apartamentów na Solcu... Ogólnie mówiąc: bieda aż w trawie piszczy, pewnie za chwilę z braku kasy upadną.

Na stronie 6. Piotr Semka mężnie staje w obronie programu Jana Pospieszalskiego w TVP. O tym, że TVP trzeba zlikwidować bo jest stacją państwową, biedak, raczej już w swoim publicystycznym życiu nie wspomni...

Na stronie 12. wielkie na całą stronę zdjęcie redaktor Kamili Baranowskiej. Przekaz ma być taki, że "widzicie, w naszym prawicowym piśmie też mamy młode dziewczyny z długimi nogami, a nie tylko samych starych pierników, którzy przy wódce psioczą na salon", ale co z tego skoro dalej już tylko Łysiaki, Ziemkiewicze, Goćki i inne Semki?  No dobra, może się trochę czepiam, dajmy im szansę.

Na stronie 14. jedyna ciekawa rzecz w całym piśmie: "Młodzi wykształceni z wielkich ośrodków". Ale tu już powoli formuła się kończy - dlaczego nie zaczniecie się w końcu nabijać z prawicy?

Od strony 16. Cezary Gmyz i spalona budka pod ambasadą Rosji. Niby pięknie, ale dlaczego drogi Redaktor wypuścił to w czasie wyborów?  Pamiętam dobrze, jak cała prawica "jechała" po Michniku, że wypuścił taśmy z aferą Rywina dopiero po wyborach, żeby nie zaszkodzić SLD. To jak to w końcu jest, kiedy powinno się ujawniać tego typu afery? Od razu, czy czekać na właściwy moment?

Dalej czas na zapowiedziany na okładce tekst Ziemkiewicza o Salonie. Tu jest już gorzej niż w "Szansie na sukces" - ciągle te same mordy, ten sam styl narracji. Aaaa... [ziewanie]

Na 34. stronie jakaś Magdalena Pinkosz wypisuje bzdury na temat tzw. "służby zdrowia" - młodzi lekarze wyjeżdżają za granicę i niedługo nie będzie miał kto leczyć. Sraty-taty, sraty-taty, ale ani słowa o tym, że być może winien jest socjalizm w służbie zdrowia. Winni są co najwyżej politycy PO, którzy nic nie robią. Boże, skąd się ta kobieta urwała?

Od 45. strony leci przez kilkanaście stron chyba fragment powieści Migalskiego, w której żali się, że nie może zrobić kariery na państwowym uniwersytecie. Nie rozumiem o co mu chodzi; przecież poszedł w politykę i w końcu żyje z podatków - o co ten cały krzyk?

Potem czas na przegląd filmów i książek. Same nudy na pudy - w tym promocja książek kolegów redakcji. Chciałbym choć raz w życiu zobaczyć w "Do Rzeczy" recenzję jakiejś libertariańskiej pozycji - mógłby być nawet Milton Friedman .
Ale czego ja chcę, głupi...

Potem nieodżałowany Terlik jedzie po watykańskiej nominacji pewnego dominikanina, który ma problemy z właściwym stosunkiem do homoseksualizmu. To akurat dobry tekst - generalnie Terlik zawsze dobrze pisze jak porusza tematy dotyczące stricte wiary. Gorzej jak się bierze chłop za politykę..

Dalej zaczynają się teksty o kuchni, motoryzacji, zdrowiu itd. Czas zamykać gazetę.

Pod koniec jeszcze Jadzia Staniszkis z mocnym akcentem: tekst o Pcimiu.  (serio!!) 
Masakra - nie wiem jak wy, ale ja to bym się wstydził pisać o Pcimiu nawet jakby tam anarchokapitalizm panował:) :) :)

No i na sam koniec Waldemar Łysiak. Sam nazwał mnie w zeszłym roku "naczelnym zamulaczem Najwyższego Czasu!", ale jakimś cudem to on po raz 2589 chyba (któż to zliczy?) "jedzie" po Salonie. I co gorsza, znów po tych samych osobach, co zawsze: Szymborska, Tuwim, Mrożek, Konwicki...
Ta sama "Moda na Sukces" co u Ziemkiewicza.



No i dobrze. Skończony przegląd gazety.
Ale gdzie tu jakikolwiek tekst o kwestiach najbardziej istotnych, o kwestiach najbardziej palących? Coś o abolicjonizmie? O secesji? O wyzysku podatkowym? O wyzysku pieniężnym? O wielkim projekcie eugenicznym zwanym też czasami państwową służbą zdrowia?

Rzucam więc szmatę załganą i wracam do swoich zajęć.



piątek, 8 maja 2015

Kandydaci antysystemowi - żart roku

W niedzielę wybory i tym wszyscy żyją, choć przecież wydarzenie to posiada całkowicie marginalne znaczenie z punktu widzenia wolności.
Niestety, czuję się ogromnie zawiedziony tym, że tak wiele osób z mojego najbliższego otoczenia, które zawsze deklarowały się jako libertarianie, toczą zaciekłe spory o to, na kogo oddać swój głos. Nie tylko czuję się zawiedziony, ale i smutno mi, że dziesiątki napisanych artykułów, godzin spędzonych na rozmowach, czy też wspólnie komentowanych lektur wolnościowych wciąż nie nauczyło ludzi, których znam tego, że wybory prezydenckie powinny libertarian obchodzić tylko i wyłącznie w takim zakresie, w jakim dają okazję do wystawienia swojego kandydata, który będzie propagowała libertariańskie hasła. Takiego kandydata już nie ma (czy był w ogóle??), więc teraz czas zająć się czymś bardziej pożytecznym.

Najbardziej boli mnie jednak, że tak wiele osób daje się zwieść argumentom głoszącym, iż w obecnych wyborach startują "kandydaci antysystemowi". Wybaczcie, ale brzmi to na tyle nierozsądnie, że pozostaje tylko i wyłącznie śmiech. A raczej śmiech przez łzy, bo do grona tych kandydatów zalicza się JKM-a, Brauna, Wilka, Kowalskiego, czy też Kukiza.
Ludzie, wytłumaczcie mi proszę, na czym polega ich antysystemowość?!

Pozwólcie, że wyjaśnię o co mi chodzi przy pomocy metafory państwa jako grupy oprychów, która regularnie daje po mordzie swoim obywatelom. Lewica mówi, że dobrze jest lać tylko po prawym policzku, a prawica po lewym - ale i tak obydwie formacje są za tym, żeby lać po mordzie. W gronie prawicy i lewicy znaleźć można także tych, którzy uważają, że lać mordzie trzeba aż do utraty przytomności (komuniści) oraz tych, którzy uważają, że lać po mordzie trzeba tylko w pierwszy piątek miesiąca (zwolennicy państwa minimum). Jak by jednak na całą sytuację nie spojrzeć, wszyscy chcą zachowania systemu lania po mordzie, bo uważąją, że bez tego ludzkość by sobie nie poradziła.
Panowie Braun, Wilk, czy też Korwin-Mikke łudzą wyborców, że jeśli właśnie będą ludzi lali po mordzie w pierwszy piątek miesiąca, to będzie wspaniale - ale ja przecież nie chcę, żeby mnie ktoś lał po mordzie!
Co więcej, z ich zapowiedzi wynika jednak, że lanie po mordzie w pierwszy piątek miesiąca nie starczy, bo przecież armii trzeba będzie sprawić broń atomową (a to kosztuje), a i sama armia ma mieć z milion żołnierzy (oj, dostanie się ludziom po mordach). Polska ma być przecież "silna", a jak ma być taką bez odpowiedniego treningu w laniu po mordzie na swoich obywatelach?

Dlatego jest mi osobiście obojętne, czy będę dostawał w mordę z prawej czy lewej strony - jeśli wszyscy kandydaci uważają, że mam dostawać. Mam swoją godność i nie będę nikomu pomagał kpić z samego siebie.

O wiele ważniejsze wybory czekają na nas na co dzień: każdego dnia musimy wybierać między moralnym pójściem na skróty, które oferuje państwo oraz libertariańskim pójściem pod prąd. Na każdym ręku ktoś oferuje państwowe dotacje, granty, posady, wykorzystanie znajomości, intelektualne kompromisy z państwowym fałszem - to właśnie na tym odcinku rozgrywa się realna batalia o wolność, a nie w wyborczym cyrku zdominowanym przez socjopatów.