piątek, 8 maja 2015

Kandydaci antysystemowi - żart roku

W niedzielę wybory i tym wszyscy żyją, choć przecież wydarzenie to posiada całkowicie marginalne znaczenie z punktu widzenia wolności.
Niestety, czuję się ogromnie zawiedziony tym, że tak wiele osób z mojego najbliższego otoczenia, które zawsze deklarowały się jako libertarianie, toczą zaciekłe spory o to, na kogo oddać swój głos. Nie tylko czuję się zawiedziony, ale i smutno mi, że dziesiątki napisanych artykułów, godzin spędzonych na rozmowach, czy też wspólnie komentowanych lektur wolnościowych wciąż nie nauczyło ludzi, których znam tego, że wybory prezydenckie powinny libertarian obchodzić tylko i wyłącznie w takim zakresie, w jakim dają okazję do wystawienia swojego kandydata, który będzie propagowała libertariańskie hasła. Takiego kandydata już nie ma (czy był w ogóle??), więc teraz czas zająć się czymś bardziej pożytecznym.

Najbardziej boli mnie jednak, że tak wiele osób daje się zwieść argumentom głoszącym, iż w obecnych wyborach startują "kandydaci antysystemowi". Wybaczcie, ale brzmi to na tyle nierozsądnie, że pozostaje tylko i wyłącznie śmiech. A raczej śmiech przez łzy, bo do grona tych kandydatów zalicza się JKM-a, Brauna, Wilka, Kowalskiego, czy też Kukiza.
Ludzie, wytłumaczcie mi proszę, na czym polega ich antysystemowość?!

Pozwólcie, że wyjaśnię o co mi chodzi przy pomocy metafory państwa jako grupy oprychów, która regularnie daje po mordzie swoim obywatelom. Lewica mówi, że dobrze jest lać tylko po prawym policzku, a prawica po lewym - ale i tak obydwie formacje są za tym, żeby lać po mordzie. W gronie prawicy i lewicy znaleźć można także tych, którzy uważają, że lać mordzie trzeba aż do utraty przytomności (komuniści) oraz tych, którzy uważają, że lać po mordzie trzeba tylko w pierwszy piątek miesiąca (zwolennicy państwa minimum). Jak by jednak na całą sytuację nie spojrzeć, wszyscy chcą zachowania systemu lania po mordzie, bo uważąją, że bez tego ludzkość by sobie nie poradziła.
Panowie Braun, Wilk, czy też Korwin-Mikke łudzą wyborców, że jeśli właśnie będą ludzi lali po mordzie w pierwszy piątek miesiąca, to będzie wspaniale - ale ja przecież nie chcę, żeby mnie ktoś lał po mordzie!
Co więcej, z ich zapowiedzi wynika jednak, że lanie po mordzie w pierwszy piątek miesiąca nie starczy, bo przecież armii trzeba będzie sprawić broń atomową (a to kosztuje), a i sama armia ma mieć z milion żołnierzy (oj, dostanie się ludziom po mordach). Polska ma być przecież "silna", a jak ma być taką bez odpowiedniego treningu w laniu po mordzie na swoich obywatelach?

Dlatego jest mi osobiście obojętne, czy będę dostawał w mordę z prawej czy lewej strony - jeśli wszyscy kandydaci uważają, że mam dostawać. Mam swoją godność i nie będę nikomu pomagał kpić z samego siebie.

O wiele ważniejsze wybory czekają na nas na co dzień: każdego dnia musimy wybierać między moralnym pójściem na skróty, które oferuje państwo oraz libertariańskim pójściem pod prąd. Na każdym ręku ktoś oferuje państwowe dotacje, granty, posady, wykorzystanie znajomości, intelektualne kompromisy z państwowym fałszem - to właśnie na tym odcinku rozgrywa się realna batalia o wolność, a nie w wyborczym cyrku zdominowanym przez socjopatów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zaakceptowane zostaną wszystkie komentarze:
1) bez przekleństw,
2) nie obrażające nikogo.