sobota, 3 października 2015

2 Krowy

Kilka tygodni temu po Internecie krążyły śmieszne obrazki z 2 krowami. Schemat ten jest stary jak świat, ale niezwykle cenny jeśli chodzi o pokazywanie różnic między rozmaitymi stanowiskami w zakresie polityki i światopoglądów. (Gdyby ktoś jakimś cudem nigdy o tym nie słyszał, wspomnę tylko, że np. komunista zabiera ci 2 krowy, a potem każe stać w kolejce po mleko, a socjalista zabiera jedną krowę i każe ci tworzyć z sąsiadem spółdzielnie produkcyjną itd. itp.)
W amerykańskiej wersji schematu z 2 krowami jako synonim normalności pojawia się tzw. "tradycyjny kapitalizm", w ramach którego wpierw masz krowę, potem sprzedajesz jedną z nich i kupujesz byka, a potem tworzysz stado, sprzedajesz i żyjesz na emeryturze z wypracowanego dochodu. Wszystko pięknie, choć rodzą się pytania o to, co autor miał na myśli mówiąc "tradycyjny kapitalizm". Zapewne ten XIX-wieczny kiedy to wolny rynek stworzyły wielkie imperia kolonialne.



Ponieważ ten blog powstał po to, aby zwalczać herezję prawicowości, postanowiłem posłużyć się schematem 2 krów do wyjaśnienia na czym polega wielki błąd myślenia w kategoriach konserwatywno-liberalnych, czy też tzw. państwa minimum.
Otóż libertarianin do 2 krów odniósłby się tak: Ty masz 2 krowy, ja mam trzy, nasz sąsiad nie ma żadnej, a koleś z drugiej wsi ma tylko jedną. I tak jest OK dopóki żaden z nas nie będzie kradł drugiemu krowy ani mleka.
(Libertarianina, jeśli nie chce być posądzony o ekonomizm, nie powinno obchodzić to, czy ktoś swoje krowy rozmnoży, czy zarżnie - przekonywanie do korzyści finansowych płynących z naszego ustroju to wabik na lewicowców, którzy ZAWSZE będą mieli egalitarystyczne ciągoty).

A co powiedziałby konserwatywny-liberał/wyznawca państwa-minimum? Powiedziałby mniej więcej tak:
Ty masz 2 krowy, ja mam trzy, nasz sąsiad nie ma żadnej, a koleś z drugiej wsi ma tylko jedną. Niech nikt nikomu nie zabiera żadnej krowy, ale musimy przecież pobierać podatek w postaci 5 litrów mleka dziennie, aby utrzymać nasze wojsko i sądy do ewentualnych sporów o krowy. To nasze państwo-minimum będzie miało ogromny zysk ze sprzedaży podatkowego mleka, dzięki czemu nasza armia będzie mogła podbijać inne ziemie i tam narzucać nasze rządy i bardzo minimalne przecież obciążenia podatkowe. Państwa lewicowe będą mniej wydajne ekonomicznie, bo w nich ludziom odbiera się całe krowy, a u nas własność to przecież rzecz święta - my okradamy jedynie z mleka i dzięki temu nasza gospodarka jest wydajniejsza. A to, że nasza armia stacjonuje w iluś tam państwach świata to nie jest już nic złego, my przecież wszędzie niesiemy wolność w postaci niskich podatków narzucanych tylko na mleko.

Ktoś mógłby powiedzieć, że nie każde państwo prawicowe realizujące zasady minimalnych podatków nakładanych "na mleko, a nie na krowy" jest od razu imperium, jednakże doświadczenie historyczne pokazuje, że każde państwo kierujące się liberalną wewnętrznie polityką gospodarczą na ogół wygrywa konfrontację z państwami opartymi na daleko idącej interwencji w rynek. (Swoją drogą, wg mnie ta właśnie obserwacja to chyba drugi, po koncepcji apriori argumentacji, najważniejszy i najbardziej doniosły element teorii Hansa-Hermanna Hoppego).

I tak właśnie dochodzimy do wniosku, że libertarianizm polega na tym, żeby zostawić cudze krowy, a w szczególności ich mleko w spokoju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zaakceptowane zostaną wszystkie komentarze:
1) bez przekleństw,
2) nie obrażające nikogo.