sobota, 24 października 2015

Odpał projektu open borders






Dziś na blogu zamieszczam zdjęcie przedstawiające grupkę osób o libertariańskich skłonnościach, które właśnie wcielają w życie program "open borders".

Jak bowiem wszystkim "prawdziwym" libertarianom wiadomo, każdy "prawdziwy" libertarianin powinien być za całkowitym otwarciem granic, bo przecież państwowe granice to etatyzm, socjalizm i czyste zło. Jedynym wyjątkiem jest tu tradycyjnie zły, okropny i do bólu prawicowy Hans-Hermann Hoppe, który ze względów strategicznych opowiada się za zamykaniem granic przed pewnymi osobnikami. Na zdjęciu widać zresztą, że mamy do czynienia z rodakami Hansa, którzy wyraźnie wstydzą się tego, że im taką "siarę" robi i dlatego chcą pospiesznie pokazać, jak bardzo są tolerancyjni.

Na poziomie czysto teoretycznym z "prawdziwymi" libertarianami się zgadzam: tak, państwowe granice to zło i trzeba je zlikwidować. Podstawowy problem z ich argumentacją jest natomiast taki, że kompletnie nie radzą sobie z aplikacją swojego libertarianizmu do otaczającej ich rzeczywistości. Osobno wypowiem się na ten temat niedługo także na portalu Libertarianin.org.

Swoje stanowisko w temacie państwowych granic przedstawiłem niedawno także w ramach debaty: "Filozofia libertariańska a państwowe granice", jej zapis można obejrzeć tutaj:
https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=VCj0MWgdsp0
https://www.youtube.com/watch?v=HJ63SkXZ7xs&feature=player_embedded


Zamieszczone tu zdjęcie to nie żart: skoro granice mają być otwarte, a nie etatystycznie i socjalistycznie zamknięte, to jakim prawem państwa posiadają w ogóle armie, które bronią granic? Jeśli "prawdziwy libertarianin" chce otwarcia wszystkich granic TERAZ oraz pragnie zlikwidować służby graniczne, to jakim prawem - pytam - zgadza się na istnienie państwowej armii? Jakim prawem jakikolwiek przedstawiciel państwa zastępuje drogę przedstawicielowi innego państwa, gdy ten dokonuje agresji? Zwolennik odpałowej teorii open-borders powinien bez wahania odpowiedzieć, że nie ma takiego prawa. A jeśli uważacie, że imigracja obywateli oraz migracje uzbrojonych armii to co innego, to kto ma prawo decydować co jest czym? Czy nie przypadkiem jakiś państwowy urzędnik? Szczególnie, gdy wojnę nowoczesną prowadzi się dziś właśnie przy użyciu zjawiska imigracji.
Konsekwencje takiego stylu myślenia są nie tyle absurdalne, co groźne.


Moi drodzy adwersarze, bez urazy, ale uważam, że mocno błądzicie. Znam Was i wiem, że leży Wam na sercu świat wolny od ograniczeń narzucanych przez państwo, ale zachowajcie odrobinę zdrowego rozsądku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zaakceptowane zostaną wszystkie komentarze:
1) bez przekleństw,
2) nie obrażające nikogo.